Z cyklu: The Men of the Game - Barry Greenstein
"The Robin Hood of Poker" zasługuje na uznanie nie tylko dzięki swej charytatywnej działalności. Ile bowiem znaczyłoby jego poświęcenie, gdyby po zakończeniu rozgrywek turniejowych nie miał czym dzielić? Na szczęście dla potrzebujących, jego sreducho i pokerowe umiejętności są na tym samym poziomie.
Wielu uważa, że Barry Greenstein jest zbyt "gładki" (mimo niedźwiedziego zarostu), by być pokerowym idolem. Niby pomaga dzieciom, po porażce z uśmiechem wręcza rywalom książeczki, ale właśnie dlatego wydaje się być zbyt "soft" w agresywnym świecie pokera, by mu hołdować i trzymać zań kciuki. Pozory jednak mylą - dobry człowiek wcale nie musi być ciepłą bułą. I to, że rozdaje potrzebującym, wcale nie musi implikować skłonności do oddawania chipsów.
Piękny umysł
![]() |
| Tym razem gładziuchny Barry G. i kupa szmalu dla biednych sierotek |
Barry Greenstein urodził się w 1954 roku w Chicago. Młodość miał cudowną jak boskie poczęcie - spokojna atmosfera Scottsdale, kochający rodzice, chuchający na teraźniejszość i skrzętnie dopinający przyszłość syna. Szacunek, empatia i dobroć wpajane były w światopogląd młodego Barry'ego na równi z zasadami gier karcianych. Czy to szokujące i sprzeczne? Tak pomyśleć można tylko w Polsce. Chłopak już w wieku czterech lat tłukł z ojcem w kierki, remika, kanastę i poksa, na przestrzeni młodzieńczych lat ogrywając rodzinę, szkolnych kumpli i chłopaczków z sąsiedztwa. A i w domu wygrać nie było łatwo - wszak Jack Greenstein na frontach II wojny światowej dorobił się na pokerku niemałego majątku.
Barry zawsze był dwa kroki przed rówieśnikami. Jako uczeń Bogan High School wykazywał się wyjątkowymi zdolnościami do analitycznego myślenia i matematyki, posiadał smykałkę do komputerów (w wieku 15 lat pisząc swój pierwszy program), bił rekordy akademickich testów rekrutacyjnych. Po powrocie ze szkoły wsuwał pyszny obiadzik, przygotowany przez kochającą mamusię, po czym ruszał na pokerowy zarobek. Rok w rok zasiadał z coraz starszymi i bardziej wymagającymi przeciwnikami, ale to tylko potęgowało jego zyski. Po ukończeniu szkoły rozpoczął studia na Urbana Champaign na Uniwersytecie Illinois. W dzień nauka, w nocy studia - w ten sposób spłacił ojcowską pożyczkę i w trzy lata zrobił licencjat. Wyraźnie różnił się jednak od zanurzonych w odmętach bibliotek nerdów.
Gdy tylko uporał się ze wszystkimi uczelnianymi obowiązkami, ruszał na podbój kasyn, wracając niekiedy po kilku dniach. Pewnego razu pojawił się w nowiutkim jaguarze i gładkim jak niemowlęca pupa garniturze, mocno kontrastując z owiniętymi w wyciągnięte swetry i potatowe marynary no-life'ami. Jego doradca uniwersytecki, Ken Stolarsky, wspominał: „Był inteligentny, ale do pracy podchodził z dużą nonszalancją. Odnosiło się wrażenie, że jesteśmy mu niepotrzebni”, jednak gdy pod wpływem nacisków Greenstein zdradził mu źródło swego finansowego powodzenia, ten stwierdził: „Nie doceniłem go. Zarabiał pieniądze na pokerze, ale mimo to pozostał wierny studiom i bezinteresownemu zdobywaniu wiedzy. Był najbardziej wybitnym studentem w trakcie mojej 30-letniej kariery uniwersyteckiej“. Wkrótce potem Barry zaczął wykładać matematykę, pracując jednocześnie nad pracą doktorską.
"Lol donkaments"
![]() |
| Ten Card Omaha? Miss U, zloty PokerStrategy.com... |
Tuż przed obroną doktoratu Greenstein ożenił się i gdy zapragnął adoptować trójkę dzieci małżonki (w tym przyszłego poker pro, Joe Sebocka), urzędy zapragnęły zapoznać się z dokumentacją dochodów matematyka. Sytuacja skłoniła go do przerwania kariery naukowej i przeprowadzki do Palo Alto, gdzie dostał pracę w firmie Symantec, znanej dziś głównie z antywirusowego oprogramowania Norton. Barry natomiast został współtwórcą dzieła Q&S, stały zysk ze sprzedaży którego, w połączeniu z chorobą małżonki oraz coraz większym głodem gry w karty sprawił, że porzucił on pracę w Dolinie Krzemowej. Najpierw 12 godzin dziennie grindował przeróżne odmiany w Cameo Club, by w 1991 roku całkowicie poświęcić się grze w karty.
Już rok później zadebiutował w Main Evencie World Series of Poker, cashując go na 22. miejscu. Po pewnym czasie miłość do pokera zgasiła płomień tlący się pomiędzy nim i małżonką. Greenstein poznał wtedy Wietnamkę Mimi Tran i w zamian za naukę jej rodzimego języka, którego znajomość bardzo przydawała się przy pokerowych stołach, uczył jej gry w karty. Nie wiem, na jakim poziomie Barry włada Mau Vang Luoi, ale Mimi jego nauki pozwoliły m.in. dwukrotnie zostać runner-up eventów WSOP. Greenstein natomiast osiągnął znacznie więcej.
Specjalizujący się w grach lowball pokerzysta już w latach 1996-97 trzykrotnie zasiadał przy finałowych stołach mistrzowskiego cyklu. W 2003 roku zwyciężył w Million Dollar Seven Card Stud Tournament podczas Poker Challenge Cup zorganizowanego przez Larry'ego Flynta, zasilając tym samym swe konto kwotą 770 000 $. W heads-upie okazał się lepszy od samego organizatora. Rok później ugrał w Tunica tytuł World Poker Tour i swą pierwszą w karierze siedmiocyfrową sumę. W 2005 roku natomiast zdobył swą dziewiczą bransoletkę WSOP, wygrywając mistrzostwo świata Deuce-to-Seven Single Draw z Chrisem Fergusonem. Rok 2005 przyniósł mu świecidełko zdobyte w turnieju pot-limit Omaha; trzecią i, jak dotąd, ostatnią swą bransoletkę urwał w Razzie przed czterema laty. Jego total earnings zbliżają się do granicy ośmiu zielonych melonów, co usprawiedliwia 46 miejsc w kasie World Series i pięć soczystych, finałowych stołów na World Poker Tour.
Everything I do - I do it for you
![]() |
| Rada ojczyma znaczyć może więcej niż filmiki Nilmara... |
Ze swej pokaźnej nagrody w turnieju Larry'ego Flynta Barry G. przekazał aż 440 000 $ na rzecz fundacji Children Inc., co następnie począł czynić z każdą swoją wygraną, zyskując przydomek "The Robin Hood of Poker". Kolejnymi tysiącami wspierał także stowarzyszenie Guyana Watch - priorytetową organizację charytatywną kolegi po fachu Victora Ramdina. W 2003 roku podjął się napisania rozdziału do brunsonowskiej biblii "Super/System 2". Praca twórcza na tyle spodobała się Greensteinowi, że niedługo potem rozpoczął prace nad swą własną publikacją - "Ace on the River", którą wielu graczy wskazuje za najistotniejszy element ich pokerowej mobilizacji. Barry nagradza egzemplarzem "Asa" każdego pokerzystę, który wyeliminuje go z turniejowej rywalizacji.
Barry Greenstein należy do najbardziej rozpoznawalnych pokerzystów, co stanowi w dużej mierze pokłosie jego udziału w pierwszych trzech sezonach Poker After Dark oraz Poker Superstars Invitational Tournament, a także gra w każdej serii High Stakes Poker. "The Bear" należy do Teamu PokerStars oraz grona najbardziej szanowanych graczy - przy stole bowiem hołduje on coraz częściej niestety odsuwanym dziś na bok zasadom kultury gry i szacunku dla rywala. W 2011 roku założyłem się o to, że ubiegłoroczne nominacje do Poker Hall of Fame zawierać będą jego nazwisko - czego bowiem mogło mu brakować? Wybór komisji pozwolił mu zająć zasłużone miejsce w panteonie ikon, mi zaś - przyjemnie się wzbogacić. Magia Robin Hooda i wspierania potrzebujących znów zadziałała, choć tym razem nie bezpośrednio.
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
I'm not sure if that was easy, or I'm such a donk...
Nie ujmując nic jego zdolnościom wokalnym - jest coś, w czym jestem lepszy od Barry'ego Greensteina...
...chociaż jest czego zazdrościć...
by acebestini


