Z cyklu: The Man of the Game - Scotty Nguyen
Scotty to zdecydowanie jedna z najbardziej barwnych postaci pokerowego świata. Tak jak nie owijano go w białych rękawiczkach w szyte siedemnastoletnimi dłońmi w Bac Lieu aksamity, tak wyrósł na niepokornego i kontrowersyjnego gościa, jednak z pewnością nie można odmówić mu ogromnych pokerowych umiejętności. Meet the Prince of Poker, baby!
"Winning is everything, baby! 1 000 000 $? Baby, you so beautiful! I play to win; Scotty Nguyen gonna win this tommorow!" - na dźwięk charakterystycznego, cwaniacko-wciętego już głosu, nie uśmiecha się tylko ten, kto musi właśnie zderzyć się z mocą jego kart na showdownie. Bo owa litania ekscytacji zwiastuje potęgę i rywal musi się gorliwie pomodlić, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Na nic jednak modlitwy - w końcu to Scotty jest bogiem...
Dobre życie? Dopiero po dwudziestce.
Thuan Nguyen urodził się w niewłaściwym miejscu i czasie. Konflikt wietnamski odczuwalny był już na długo przed rozpoczęciem regularnej wojny, a gdy ta w końcu wylała się gorącą lawą na Nha Trang, rodzice postanowili zainwestować w amerykańską szansę najstarszego z trzynaściorga swych dzieci.
Po koszmarnej podróży Thuan wylądował w Ameryce, która oddalona była od wietnamskich klifów o niecałe 1,5 tys. km, a w której trzeba było pracować za darmo i mówić po tajwańsku. Po ponad półrocznej gehennie 13-latek znalazł sponsora, który zabrał go do Chicago. Młody Wietnamczyk czuł się tam jednak jak Humphrey Bogart u kosmetyczki i w końcu trafił do Kalifornii, gdzie nielegalne występki doprowadziły go do wiekuistych wakacji.
Wydawać by się mogło, że chłopak upadł zbyt nisko, by wypłynąć na powierzchnię, kiedy jednak odkrył w sobie karcianą pasję - zaczął pracować jako czyściciel kasynowych stołów i krupier, przyglądając się grze najlepszych. Po godzinach oddawał się grze w pokera i, sporo ryzykując, wyciskał niekiedy bardzo przyjemne kwoty. Musiało jednak minąć jeszcze sporo wiosen, zanim Scotty odszukał w słowniku wyrażenie "bankroll management".
"I play to win, not lose, baby!"

W końcu spoważniał, rzucił dorywcze prace i skupił się na pokerowej edukacji. Efekt przyszedł błyskawicznie i zaskoczył pewnie samego księcia. W 1997 roku Scotty wygrał swą pierwszą błyskotkę World Series of Poker, w evencie Omaha Hi/Lo. Rok później, późnym wieczorem 14 maja 1998 roku, długowłosy wielbiciel Stu Ungara orzeźwiał się łykiem piwka w Binions' Horseshoe, rzucając w kierunku wpatrzonego w pełny board Kevina McBride'a słynne "You call - it's gonna be all over, baby". McBride nie uwierzył słowom przeciwnika. The Prince of Poker miał jednak dziewiątkę i po raz pierwszy mógł włożyć na głowę należną mu książęcą koronę.
Na przestrzeni kolejnych lat Scotty Nguyen osiągnął bardzo wiele. Ugrał pięć bransoletek WSOP, których zdobycie wymagało pokerowej wszechstronności. Został pierwszym zwycięzcą Main Eventu, który tytuł ten połączył z triumfem w niemniej prestiżowym turnieju 50 000 $ H.O.R.S.E. Championship. Potrzebował tylko jednego rozdania w heads-upie przeciwko Michaelowi Mizrachi, by zdobyć tytuł World Poker Tour. Nie ma wątpliwości - "When it comes to poker, he's The Prince, baby!"
"That's no limit, baby!"

Młody Michael DeMichele musiał budować sobie solidny image przy stole pełnym starych wyjadaczy. Scotty nie musiał robić nic - skupił się więc na przyjemności liczonej w procentach, nie mających jednak nic wspólnego z liczeniem equity. DeMichele zdawał się psuć mu książęcą zabawę grą i Nguyen eksplodował, czym zszokował nie tylko przeciwników przy stole, ale także cały pokerowy świat.
Skruszony Książę przeprosił, posmak dziegciu jednak pozostał. Mimo wszystko należy przyznać, że, przeciwnie do wielu, jego ego nie szantażuje karcianej społeczności wytoczonym z wielkich rozmiarów oczekiwań i pompowanego samouwielbienia bejsbolowym kijem. Scotty po prostu musi żyć jak Książę. "Like The Prince of Poker, baby"!
Na koniec trochę historii uwiecznionej:
"Winning is everything, baby!"
"As long as Scotty has chips, they worry, baby!"
"Scotty loves ya, baby!"
by acebestini