Zaktualizowano 03 mar 26 przez

To nie jest kraj dla młodych ludzi

Czy nasi rodzice mają wpływ na to, że nie możemy legalnie wygrać w karty? Mają, a celna generalicja jest tylko wykonawcą ich wyroków. Szokujące? Prawdziwe.

To, że ojciec (lub, co gorsza, matka) niemiłościwie nam panującego generała przegrywał na przestrzeni dzieciństwa swej pociechy każdy z mozołem ciułany banknot z wizerunkiem Kopernika czy Wyspiańskiego stanowi tylko jeden z możliwych powodów dla istniejącego dziś stanu polskiej rzeczy. Mogło być też tak, że skalany komunistycznym hazardem światopogląd piekł jestestwo innego z możnych, a sam generał został namaszczony tylko na bycie jego ustami w zamian za bogato dekorowaną karierę. Mogło oczywiście być też mniej książkowo, zupełnie inaczej.

Gdziekolwiek nie został pogrzebany ten okrutnie zbity pies, nie ulega chyba wątpliwości, że obecna sytuacja pokera w Polsce wiele wspólnego ma z sytuacją polskich kart w czasach, których większości z nas nie sposób pamiętać. I tam powinien zaprowadzić nas ogarek oświecenia zaścianka.

Political science

"Dziadziuś właśnie złamał asiki!"

W porównaniu do Amerykanów nam winno być przyjemnie w kwestii pokera online. Ba, niektórym nawet wizja legalizacji jawi się jako zło największe i niepotrzebna konieczność dzielenia się swoim. Jak bardzo krótkowzroczne nie byłoby to podejście, mam niemal pewność, że może nie za dzień i za dwa, ale w niedalekiej przyszłości Amerykanie znów będą dostarczać plankton do basenu poker roomów, a u nas będzie tak, jak jest. I coraz bardziej bolesne piętno odciskać będzie na naszych klawiaturach pokerowa martyrologia.

Rozszerzając opcje z pierwszego akapitu można szybko wyciągnąć bardzo przekonujące wnioski. Oto bowiem najprawdopodobniej poker wrzucony został do politycznego worka populizmu - Platforma Obywatelska postanowiła ogłosić, że poker brzydko pachnie, czym z jednej strony mogła poszukać poparcia wśród babć i matek, którym przegrani mężowie uniemożliwili kupno pierwszej Frani czy połowy świniaka u rolnika, z drugiej zaś utrudnić w tym zakresie krytykę opozycji, dla której otwarta obrona pokera stanowiłaby strzał w kolano na oczach tychże babć i matek. Dziwne tylko, że nikt nie pomyślał o setkach młodych, którzy ostatecznie odwrócili się do rządu plecami. W tym drży języczek u wagi i to stanowi bolączkę tej hipotezy. Znów jednak przewija się trudna, karciana historia, skrzętnie ubrana w tytuł "Wielkiego Szu".

Tatusiu, chodź do domu!

"Że też ja musiałam wyjść za taką wesz!"

Aby uporać się z trudnym prawem, najpierw należy uporać się z historią. Wielu z sentymentem wspomina komunistyczne czasy - głównie rolnicy (znokautowani później planem Balcerowicza) i pracownicy niektórych sekcji "budżetówek" (jak lekarze czy pielęgniarki) - jednak nie ma co wsłuchiwać się w owe peany: tak jak kapitalizm nie jest wcale taki kolorowy i do wzorcowego systemu mu niesamowicie daleko, tak socjalizm był wybitnie trudny dla zdecydowanej większości.

Czerwone odpowiedniki "Poradnika Domowego" proponowały swym czytelniczkom artykuły traktujące o tym, jak przerobić starą jesionkę tak, by wysłużyła mężowi siódmą zimę. Zamiast uczyć, jak być piękną, uczyły, jak przetrwać. To zdanie stanowi kwintesencję tamtych czasów. I siedziała sobie taka żonka i cerowała stare palta i kufaje, aż tu nagle dochodziła siedemnasta godzina w dniu wypłaty, a męża wciąż nie było widać.

Tenże siedział gdzieś w klubie ze sportem w ustach i szklanką trefnego alkoholu w dłoni, topiąc kolejne papiery. Brzmi jak film? To prawda najprawdziwsza. Nie tylko Denel, Mikun i Lipo bawili się kartami - robiły to tysiące, od żonglujących swymi żołdami żołnierzy przez robotników zakładów przemysłowych po dygnitarzy. "Po wszystkim" cierpiało trzy razy tyle. Dlatego też dziś nie przekonasz łatającej niegdyś kubraki kobiety regularnością trzech HU w Main Evencie World Series of Poker Johnny'ego Chana, dwunastoma bransoletkami Phila Hellmutha, cudownie wznoszącymi się wykresami najlepszych graczy cash czy referatem na temat teorii prawdopodobieństwa i liczenia oddsów. Dla niej poker pozostanie złym hazardem. Pytanie tylko: do kiedy?

New vision

"Kładź, Władziu, flopa, bo mnie stara
znowu ryczeć będzie"

Sadzę, że aby uporać się ze skrzywionym obrazem pokera w oczach społeczeństwa musimy niestety przeczekać pokolenie. Aż nastanie dzień, w którym to my będziemy matkami i ojcami, a nasze dzieci zaczną grać w karty. Spośród nas wybierani będą przedstawiciele władzy i to oni stanowić będą o jakości i sile naszego lobbingu. Oczywiście pełen czar nie pryśnie i tak, jak zwolennicy Radia Maryja stanowić będą siłę na długo po ojcu Rydzyku i zagoszczeniu w lamusie klasycznego moheru, tak i w gronie dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków jest wielu zagorzałych przeciwników pokera, którzy o hazardzie mają pojęcie mniejsze niż Keith Richards o "Programie Siedmiu Kroków". Mimo to, czas będzie tu najlepszym lekarstwem. Na niekorzyść dla nas.

Przyglądanie się z założonymi rękoma kolejnym zatrzymaniom i żałosnym triumfom Służby Celnej byłoby oczywiście najgorszym, co można zrobić. Wszak większość z nas jest w okresie zamiłowania do świadomego buntu (nie mylić z buntem dziecięcym czy nastoletnim) i nic tak nie cementuje, jak wspólna sprawa, o którą można walczyć. Zrobić jednak można niewiele - widzimy, ile dla władz znaczą nasze związki i federacje, jak odpowiada się na nasze pytania. Chciałbym się mylić i już w przyszłym roku zasiąść gdzieś w Warszawie do stołu oficjalnego turnieju pokerowego, wolę się jednak zbytnio nie napalać. Dobrze tylko, że podobno po głupim zawsze przychodzi mądry.

by acebestini