"Super High Rollery to prawie wyłącznie szczęście"
Rozmawiamy z Dominikiem Nitsche, profesjonalistą z 888poker, o tym jak przerzucił się na High Rollery, motywacji i re-entries.

Wygrywałeś eventy z bardzo dużym fieldem, ale także ogromne High Rollery, w których liczba grających nie była zbyt duża. Wiadomo, że w High Rollerach przeciętny gracz jest lepszy, ale które z tych turniejów uważasz za trudniejsze ogółem?
Dominik Nitsche: Oczywiście dużo trudniej jest wygrać turniej na 400 osób. Taka jest natura tej gry. Super High Rollery to praktycznie SnG. Są trudne, fakt, ale nawet przegrywający gracze mogą ich wygrać z pięć. Według mnie wyniki turniejowe na tak małych próbkach nie mogą być miarodajne. To prawie wyłącznie szczęście.
Czy do gry w turniejach z dużą liczbą uczestników potrzebny jest inny zestaw umiejętności niż w Super High Rollerach, czy może utalentowani gracze poradzą sobie w obu formatach?
Dominik Nitsche: Nieszczególnie. Dużo ludzi źle to postrzega. Ci, którzy grają Super High Rollery są zwykle także najlepszymi graczami w Main Evencie. Dużo lepiej rozumieją teorię gry i dzięki temu są w stanie eksploatować nawet dobrych regularsów.
Czy Super High Rollery wywierają paradoksalnie mniejszą presję, ponieważ udziały w nich są wymieniane/sprzedawane, a ROI jest większe w turniejach z dużymi fieldami (czyli relatywnie jest w nich więcej pieniędzy)?
Dominik Nitsche: To ciekawa sprawa. Oczywiście dużo więcej pieniędzy jest do wzięcia (w przypadku większości graczy) na finałowym stole EPT niż w Super High Roller SnG na 25 uczestników. Granie o mniejszą kasę na pewno jest mniej stresujące. Uważam jednak, że niczego nie można porównać do presji, jaka towarzyszy graniu na stole finałowym przeciwko najlepszym graczom na świecie, gdy oczy całej publiczności są skupione na tobie.
"Shot clocki powinny być w każdym turnieju"

Co sądzisz o shot clockach, zarówno w Super High Rollerach, jak i zwykłych turniejach?
Dominik Nitsche: Kocham je. Powinny być w każdym turnieju.
A jakie jest twoje zdanie na temat rozgrywania Dnia 1 online, jak do WPT500?
Dominik Nitsche: To świetny pomysł. Więcej poker roomów powinno szukać kreatywnych sposób na to, by gracze mogli ominąć te najnudniejsze części turniejów. Uważam, że te Dni 1 spełniają tę funkcję zarówno dla graczy rekreacyjnych, jak i dla regularsów.
Jakie jest twoje zdanie na temat re-entries, ponieważ dużo graczy rekreacyjnych na nie narzeka?
Dominik Nitsche: Re-entries nie dają nikomu przewagi i dlatego nie rozumiem, dlaczego miałyby być zabronione? Wielu rekreacyjnych graczy lubi trochę pogamblować na początku turnieju, aby zbudować duży stack. Nie chcę im tego zabierać. To bardzo profitowe dla wszystkich, a oni mają do tego dużo zabawy. Wydaje mi się, że ważniejsze od określania liczby kolejnych rejestracji, jest ograniczenie czasu na ich dokonywanie. Rozumiem, że graczom może się nie podobać, kiedy ktoś zarejestruje się na 20 BB lub nawet mniej.
"Nie ma soft play w High Rollerach"

Czy uważasz, że całe to zamienianie się i sprzedawanie udziałów w Super High Rollerach jest dla nich szkodliwe? Czy zagrożeniem jest przesycenie tych eventów prosami, tworzenie paranoidalnego środowiska, w którym nikt nie wie, kto kogo stackuje?
Dominik Nitsche: Grałem tak wiele tych turniejów i mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że każdy walczy z każdym (nawet dobrzy znajomi, którzy wymieniają się udziałami) na poważnie. Nie ma tzw. "soft play", bo gdyby kiedyś tak się stało, szybko zrobiłoby się o tym głośno. Z tego co wiem, to nikt z niemieckiej ekipy nigdy nie został oskarżony o zmowy.
Po swojej wygranej na WSOPE powiedziałeś, że najbardziej cieszyła cię twoja gra, nie wynik. Jak udało ci się zbudować taki mindset, gdzie stawiasz swoją grę ponad wynik? To bardzo rzadkie.
Dominik Nitsche: Gram w pokera już od 11 lat. To bardzo długo. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że wyniki w krótkim okresie opierają się praktycznie wyłącznie o szczeście. Jeśli jesteś profesjonalnym pokerzystą, to cała twoja praca opiera się na tym, żeby usiąść i dobrze rozgrywać swoje karty. Wyniki przyjdą same.
Mając na koncie cztery bransoletki i wiele innych tytułów, z pewnością jednak muszą cię motywować dodatkowe nagrody i wyróżnienia? Jesteś w stanie robić jak Phil Hellmuth i wykorzystywać je jako paliwo do pracy, czy lepiej być stoikiem i skupić się na swojej grze?
Dominik Nitsche: Przez całą swoją karierę miałem bardzo dużo szczęścia podczas eventów WSOP i jestem za to niezwykle wdzięczny. Czy byłbym jednak słabszym graczem, gdybym nie wygrał żadnej bransoletki? Nie podoba mi się wizja, w której kilka bardziej lub mniej szczęśliwych momentów definiuje całą moją karierę. Chodzi mi tylko o to, by dobrze grać i rywalizować z najlepszymi.
Czy to, że wygrywałem bransoletki oznacza, że grałem dobrze? Oczywiście, że nie. A co, jeśli mogę uczciwie przyznać, że nie popełniłem żadnego błędu na niezwykle wymagającym stole finałowym? Dla mnie to jest motywujące. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że mam przewagę na praktycznie każdym stole, na jakim gram. I nie chodzi tylko o to, że ją mam, ale o to, dlaczego ją mam. Świadomość, że jestem wygrywający, motywuje mnie dużo bardziej, niż jakikolwiek tytuł.
Dziękujemy Dominik, życzymy szcześcia (przepraszam, umiejętności) w przyszłości!