Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Sianko na stole

Święta właściwie nie mają wiele wspólnego z grą w karty. Może to i dobrze, bo tak, jak kabareciarze nie prześmiewają całego życia, pokerzyści nie powinni rozgrywać go przy zielonym suknie.

Tym razem to nie byłeś ty...

Jeśli szukasz okazji do refleksji, a nie odliczasz dni do narodzin dziecka i nie burzysz właśnie swego małżeństwa, Święta i Nowy Rok wydają się być najlepszą ku temu okazją. Pomijając kwestie za dużego brzuszyska, zbyt wielu wypitych flaszek czy przesadnej zawziętości i obłudy, pokerowa kariera także stanie się obiektem analizy niezależnie od tego, czy jesteś profesjonalistą, czy tylko okazjonalnym fascynatem.

Jeżeli czytasz ten tekst, oznacza to, że poker zajmuje w twoim życiu choć trochę miejsca. I nawet jeśli nie walczy o "kapitanowanie na stoliku", to z pewnością trafia w zakres wiążący się z jakimkolwiek celem, który w naszym równaniu staje się funkcją bycia coraz lepszym. Zbyt pokrętnie? Napiszę więc prościej - każdy z nas ma swój challenge, a postowanie w odpowiednim dziale forum i blogowe relacje tylko pomagają w trzymaniu w ryzach samego siebie.

Lód za szybką

Making money on poker?
You're doing it wrong...

Podstawowym celem nas wszystkich jest wygrywanie, natomiast zielone serie, dodawanie kolejnych cyfr w okienku profitu czy dekoracje w postaci turniejowych skalpów potęgują jedynie zadowolenie. Oczywiście - u wielu radość ze zwykłego bycia nad kreską zastąpi niesmak i rozgoryczenie, ale nie ulega wątpliwości, że rok na minusie pomnożyłby złość (smutek, cokolwiek) po stokroć.

Na jednym biegunie są ci, którzy życiowe rekordy wprowadzili na level, na myśl o którym wcześniej tylko czerwieniały poliki, a serducho wstydziło się zmiany rytmu. Jest tam Marcin Wydrowski, który zdobyciem szczytu World Poker Tour w karcianych annałach zapisał się na wieki, jest sosick84, robiący w Main Evencie SCOOP szokujące dwa miliony złotych. Jest pokerface1719 z bransoletką WCOOP, która w pokerze online znaczy tyle, co w kościele hostia. Wreszcie Mateusz Rypulak, który w ciągu tygodnia przebył drogę od nierozpoznawalnego "player from Poland" do tytułu króla Francji, czy jab0c0, rozpoczynający swą przygodę z grą live w najlepszy z możliwych sposób w blasku karcianej Wielkiej Pardubickiej. Jest też wielu, wielu innych - tych, co to cashowym oponentom nastręczają myśli o ucieczce, czy też graczy, o których nikt z nas nie słyszał, a którzy w mijającym roku zdobyli swoje własne, prywatne mistrzostwa świata.

Niestety, ktoś musi przegrać, by wygrać mógł ktoś. Część z nas przygniótł mindset, sprawiając niekiedy, że w ciągu paru tygodni (godzin?) jak kropla wody na rozgrzanym tłuszczu prysła cała najbliższa przyszłość, a tony poświęcenia uleciały wraz z emocją z gorącej głowy. Niektórym downswing nie pozwolił się uśmiechnąć, na próbę wystawiając nie tylko wiarę we własne umiejętności, ale także w okrutne prawa wariancji. Pozostali niczym popite tonikiem burrito odbili się od limitów, zastanawiając się "co dalej?". Powroty bowiem zawsze są trudne, choćby z kartami nie miały nic wspólnego.

Vincit qui patitur

Jakiekolwiek wnioski nie płynęłyby z analizy waszej gry w ostatnich miesiącach, konstatacja winna być zawsze ta sama. Ci wszyscy, którzy zdobyli szczyty niedostępne maluczkim ciułaczom, sami świetnie wiedzą, jak wiele lądów pozostaje nieodkrytych i jak wiele jest jeszcze do wygrania. Zresztą ci od osiągnięć największych to gracze, którzy przez lata budowali podwaliny tegorocznych sukcesów i na przestrzeni setek tysięcy rozdań zdążyli dowiedzieć się, czym jest profesjonalizm, także ten dotyczący równowagi, konsekwencji i świadomości samego siebie.

Jeśli natomiast skończyłeś na tarczy, pesymizm będzie naturalny, ale nie można poprzestać na myślach beznadziejnych. Jeśli choć trochę kochasz poker, musisz zdać sobie sprawę, że zamiast zastanawiać się, czy outy i oddsy są aby na pewno dla ciebie, lepiej po prostu zakasać rękawy. O wiele łatwiej jest dać sobie spokój, paradoksalnie łatwiej jest też przyjmować kolejne ciosy, obwiniając agrodonków znad Nowosybirska i farbowanych barwami klonowego liścia regów, mających licencje na uśmiech softu, o własne niepowodzenia. Gdyby ciężka praca była łatwa, nie byłaby ciężka, ale pielęgnowane własnymi rękoma i podlewane potem owoce zawsze będą najsłodsze.

Never gonna give you up...

Poker to miłość toksyczna: my przynosimy jej kwiaty w postaci całonocnych sesji, analizy spotów; wciąż czytamy, by wiedzieć o niej jak najwięcej, wreszcie wydajemy na nią pieniądze, aby w końcu ją zdobyć. To jednak wciąż za mało - po raz kolejny zostajemy sami z własnym wstydem, pomstując na jej niewdzięczność. Mimo wszystko to miłość, która trwa w nas niezależnie od kolejnych razów. Nie możemy odejść - życie bez niej byłoby nie do zniesienia. Co więc zrobić? Postarać się jeszcze bardziej, a w końcu pęknie lodowa skorupa obojętności, a karty odsłonią przed nami skrywane wcześniej tajemnice. Czytaj więcej, graj uważniej, analizuj bardziej wnikliwie. Nie poddawaj się - tak wielu udowodniło już, że nie warto.

Mógłbym życzyć wam najgrubszych shipów i zielonych sesji, ale wychodzę z założenia, że życzenia lepiej poświęcić na coś, na co często nie ma się wpływu - na przykład zdrowie. Jeśli natomiast chodzi o pieniądze, wszystko w waszych rękach i to od was zależeć będzie, czy sianko zagości na stole wyłącznie z wigilijnej okazji. Wracając zaś do challenge'u - obierzcie sobie za cel to, by nigdy nie rezygnować i zawsze angażować się w stu procentach. Padłeś? Powstań! Rozkochaj w sobie tę niewdzięczną jędzę - jest przecież taka piękna...

by acebestini