Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Podryw na pokerzystę?

- "...A czym się zajmujesz?"; - "Gram w pokera"; - "A zawodowo?"; - "To właśnie jest moja praca...". Oczywiście na "pierwszej randce" taka deklaracja nie będzie miała zwykle jakichkolwiek konsekwencji, ale jeśli już - ważne, by była wniebowzięta, a nie zniesmaczona. Warto?

W kwietniowym felietonie "Damy na flopie" podjąłem próbę rozwiązania wyjątkowo niewdzięcznej nierówności, która bezwzględnie powinna znaleźć się w zestawieniu matematycznych problemów milenijnych z milionem dolarów nagrody za znalezienie powszechnej recepty na odwieczną rywalizację kobiety z pokerem. Oczywiście istnieją wśród nas tęgie umysły, którym udało się połączyć dwie nieskończoności - wzoru ogólnego jednak wciąż brak, tak jak brak jest leku na raka i sukcesów polskiej piłki.

Tym razem podejmę temat stanowiący zarzewie późniejszych problemów i swoiste preludium apokalipsy. Dziś jestem już ułożonym człowiekiem z żoną u boku i gaworzącym szkrabem w kojcu, lecz i ja przeżywałem kilka lat temu swą pierwszą młodość, wykorzystując kwiecisty bajer do cnych i niecnych celów. A że w czasach licealnych i studenckich w karty grałem nieporównywalnie częściej, niż teraz, w katalogu magicznych zaklęć, obok nieodzownego spojrzenia "Gary Cooper no. 7" (które zamiast tak wyglądało mniej więcej tak) podryw na pokerzystę uskuteczniany był wielokrotnie.

"Nie mam pojęcia"

"Czy lubię grę w pokera...?
Spójrz mi w oczy i zgadnij..."

Na początku minionej dekady poker w Polsce był paradoksalnie dużo mniej kontrowersyjny, gdyż głosów stających w jego obronie było nieporównywalnie mniej, niż dzisiaj. Gdy więc mówiłem, że po szkole lubię zagrać w pokera, reakcja była dwojaka:

1. Co powiedziała: "No, mój brat to gra w PESa "trójkę", a z kart to czasem pasjansa ułożę, ale dla mnie to nudne". Co naprawdę chciała powiedzieć ".....".
2. Co powiedziała: ".....". Co naprawdę chciała powiedzieć: "Mama opowiadała, że tata kiedyś przegrał cała kasę na węgiel i ja dostałam zapalenia płuc, a on dwa tygodnie na wersalce w przedpokoju".

Gdy załączałem info o tym, że z tego jest pieniądz, dziewczyna nr 1 szybko reflektowała, że combo krzyżyk-trójkąt-kwadrat to jednak nie to samo, u dziewczyny nr 2 początkowy niesmak ewoluował w kierunku mentalnych torsji. Ale nie oszukujmy się - czasy mojego "ogólniaka" były tyleż niewinne, co pokerowo nieświadome dla naszego społeczeństwa - a co dopiero dla osiemnastoletnich dziewczyn! Dla nich poker był tak nieistotny i nieznany jak filipińska liga unihoka czy dekompresja na Sojuz 11.

Nieco inaczej było na studiach, bo tam pieniądz miał większą wartość i każdy, kto nie miał tatusia z in blanco, kombinował po odzieżowych galeriach i barowych nalewakach. Pokerem można było zainteresować namierzony obiekt i wariant "na pokerzystę" zaczynał być w połączeniu z "czego się napijesz", spojrzeniem Coopera i wnikliwym słuchaniem całkiem profitowy. Ale - nie piszę tego, by sobie powspominać. Do tego typu rozważań pchnęła mnie przypadkiem przeprowadzona minisonda, a moja czysta ciekawość niespodziewanie urodziła wnioski. Wziąłem na dywan kilka dziewcząt, by sprawdzić, jak postrzegają karty przy pierwszym poznaniu z obiektem, który z założenia wydaje się dla nich atrakcyjny fizycznie. Nasz podrywacz to 23-letni student, który zastanawia się nad rzuceniem nauki, gdyż ta ogranicza jego maksymalny możliwy profit, którego on oczywiście nie zdradza (ale zakładamy, że rozmówczyni jest "bystra"). Oto kilka efektów:

1. Kinga, 18 lat, uczennica salezjańskiego liceum z Olsztyna: "Ekstra! Jak lubisz to, to pewnie! Ekstra... Dla mnie to czarna magia, ale ostatnio czytałam o jakiejś pokerzystce...". EFEKT: Pieniądz w połączeniu z niepełną świadomością jego pochodzenia intryguje, tak jak intryguje człowiek, który go zdobywa, robiąc to w niecodzienny, acz skuteczny sposób". GOAL!

2. Sylwia, 20 lat, studentka i sprzedawczyni w warszawskim Reserved: "A nie boisz się? Mój brat gra i właśnie boi się trochę grać, bo kupił rok temu auto z tego, to musiał potem z rodzicami jakieś darowizny załatwiać czy coś, bo się bał, że nie udokumentuje... Ale studia rzucać to dla mnie głupota... To znaczy wiesz... To twoja sprawa, ale bez wykształcenia dziś jak bez nogi, a chyba nie będziesz w pokera grał, co nie?". EFEKT: Nieco większa świadomość, choć absolutna negacja pokera jako podstawowego zajęcia; że niepewne, niepoważne. MISSED!

3. Kinga, 22 lata, studentka z małej wioski pod Toruniem: "Hazardzista... U nas w "Rytkówce" na automatach niektórzy pół dnia siedzą. Kiedyś taki jeden półtora tysiąca wyciągnął - akurat byłyśmy na pizzy - ale podobno i tak wtopił potem...". Standard, i moim zdaniem nie stanowiący wcale stuprocentowej konsekwencji mieszkania w mniejszej miejscowości. MISSED!

4. Michalina, 25 lat, kierownik sklepu Simple: "Ciekawe, intrygujące. Sporo się o tym słyszy, ale nie rozmawiałam jeszcze z nikim, kto naprawdę zarabiałby na pokerze. Co sprawia, że jest się wygrywającym graczem? Jakaś strategia, czy silna psychika? Bo to nie tylko karty decydują, prawda? Opowiesz mi o tym?". EFEKT: Nieznajomość, ale podejście wyzbyte stereotypów, otwarte i głodne wiedzy. A psychika? Niesamowicie silna! Klasyczny hit pokerowego podrywu. GOAL!

5. Joanna, 26 lat, pedagog szkolny w Toruniu: "Nie uważam, żeby to był dobry pomysł. Gra w pokera jest, zdaje się, w Polsce nielegalna. czy naprawdę chciałbyś poświęcić wykształcenie w imię nielegalnej działalności, bardzo niepewnej i nieprzyszłościowej? Stawianie wszystkiego na te dwie karty, o których mówisz, to moim zdaniem niedojrzałe. Ale pewnie jeszcze do tego dojdziesz". EFEKT: Bardzo powierzchowna i stereotypowa znajomość tematu musiała urodzić niechęć. Asia nie szukała raczej chłopca młodszego od siebie, stąd może syndrom "mądrości narodów". Klasyczny fail pokerowego podrywu. MISSED!

Grunt niepewny

"A na flopie patrzę: trzy, cztery, pięć; wszystko
w pikach.
Myślę sobie: c-bet będzie dobry, co nie?"

OK - to zaledwie pięć przykładów. OK - macie inne doświadczenia i to w ogóle bzdura, żeby cokolwiek kategoryzować. Nie pozjadałem wszystkich rozumów, by bawić się w socjologa i świadom jestem tych wszystkich historii o tym, że na początku jest pierwsze wrażenie i nie waży się przyszłości, a potem uczucie rośnie, a wprost do niego proporcjonalnie rosną także zrozumienie i akceptacja; a jeśli tej brakuje - uczucie mimo wszystko zwycięża. Nie zmienia to jednak faktu, że EV podrywu na pokerzystę jak najbardziej można zbadać, nawet abstrahując od powyższych przykładów z minisondy.

Kobiety lubią być intrygowane, a poker często intryguje, gdyż wiele z nich traktuje grę w karty jako coś, o czym się słyszało, że może być fajne, że może być "niebezpieczne", ale pojęcia nie ma się bladego. Z drugiej strony w znakomitej ilości przypadków, w których target posiadał będzie stosunek do kart, będzie to stosunek negatywny - uszyty z prasowych informacji, filmów ze spluwami lub tatusiowych historii. Pomijając więc przypadki, w których albo jesteś szczery i nie chcesz ukryć faktu, że poker jest całym twym życiem, lub jesteś no-lifem i w damy inwestujesz tylko wtedy, gdy na suchym boardzie dają ci seta - wspominanie o pokerze przy pierwszym wspólnym drinku może być albo kluczem do jej zainteresowania, albo gwoździem do zbitej z samotnych nocy trumny.

Osobiście wierzę, że dziś nadal warto korzystać z pokerowego asa. Jeśli uda nam się zainteresować jej śliczną twarzyczkę tematem, przy odpowiednim zaangażowaniu, z wykorzystaniem werbalnych tricków ("I tak się właśnie czuję trafiając seta na flopie, blefując gamblersko, kminiąc jakiegoś cud-reada. Ekscytacja umysłu, orgazm duszy, w ułamku sekundy od środka przechodzi bomba cieplna jakbym połknął Słońce. A twarz kamienna. Kocham to.") możemy dokonać cudów. A gdy okaże się ona generalskim betonem - trudno, zaoszczędziliśmy sobie czasu, który poświęcilibyśmy na bajerę drastycznie w przyszłości przerwaną dykteryjką o ruletce.

Po co to wszystko?

Marry a poker pro, they said.
It will be fun, they said...

W blogu tygodnia podejmowałem ostatnio historię gracza, który naukę poświęcił w imię zbierania złomu, jednak szybko się zreflektował, że naprawdę kiepski odsetek płci przeciwnej marzy o karierze "dziewczyny złomiarza". Dlatego też worek z puszkami zawiesił na kołku i zabrał się za grę w pokera, upatrując w tym szansy na przyciągnięcie pięknych kobiet. I to jest właśnie sednem tej rozkminy - czy rzeczywiście kobiety "lecą" na karty i wiele z nich marzy o facecie - pokerzyście?

Uważam, że z im wyższego drzewa będziemy chcieli strącić gruszki, tym więcej os gryzło nas będzie w łapska. Dziewczyny młode, które nie układają sobie jeszcze życia, z pewnością mogą dać się złapać na pokerowy haczyk. Im jednak kobieta jest starsza i im bardziej zbliża się w kierunku całkowitego wyzbycia się życiowej beztroski - tym mniejsze value da nam serwowanie gadki o pokerowej karierze, gdyż pierwsze jej wrażenie będzie takie, że jesteś niestabilny i jeszcze niepoważny, a poznawanie siebie to przecież gra pierwszych wrażeń.

A wy jak myślicie? Podryw na pokerzystę może zdać egzamin, czy działać będzie na naszą niekorzyść?

by acebestini