"Plus przed EV" - kto może zostać wygrywającym pokerzystą? cz.1
Gdzie w recepcie na pokerowy sukces leży granica pomiędzy talentem, a ciężką pracą? Które braki naturalnych predyspozycji do gry możemy nadrobić nauką? Czy brak posiadania określonych umiejętności da się jakoś usprawiedliwić, czy też zawsze będzie to jedynie wymówką?
![]() |
|
Znajoma zapytała mnie ostatnio, czy - gdyby pilnie słuchała i robiła notatki - byłbym w stanie nauczyć ją dorabiać na pokerze. Abstrahując od potencjalnych aspektów pobocznych tego rodzaju dialogów, dał mi on do myślenia głównie z tego powodu, że w pierwszej chwili zwyczajnie nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Cała ta sytuacja była dla mnie bodźcem do głębszego zastanowienia się nad tym tematem, co z kolei zaowocowało wnioskami, którymi postanowiłem się dzisiaj z wami podzielić.
W dzisiejszym tekście zapraszam więc do poszukiwania odpowiedzi m.in. na postawione we wstępie pytania, a zatem:
- Gdzie w recepcie na pokerowy sukces leży granica pomiędzy talentem, a ciężką pracą?
- Które braki naturalnych predyspozycji do gry możemy nadrobić nauką?
- Czy istnieją jakieś uzasadnione usprawiedliwienia braku określonych umiejętności, czy też zawsze należy traktować je jedynie jako wymówkę?
Nie nadajesz się do tego?
"Nie nadajesz się do tego" - ile razy wypowiadaliśmy to zdanie, albo słyszeliśmy je w kontekście osoby trzeciej, lub nawet nas samych? Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się jaki skutek może odnieść usłyszenie takich słów oraz - przede wszystkim - czy w ogóle są one prawdziwe? Innymi słowy - czy osoba, która usłyszała taki zarzut, może i powinna podjąć trud udowodnienia, że autor wspomnianych słów jest błędzie, czy też będzie to jedynie niepotrzebna walka z wiatrakami?
Próba rozwiania powyższych wątpliwości wymaga spojrzenia na sprawę z szerszej perspektywy, dlatego chcąc odnieść niniejsze rozważania na grunt pokerowy, musimy najpierw uczynić krok wstecz, pochylając się nad istotą problemu.
Jakie zatem znaczenie w podejmowaniu jakiejkolwiek aktywności ma określony talent danej jednostki?
Talent is overrated
![]() |
|
Powyższe zdanie nie stanowi zbyt szybko zdradzonej konkluzji niniejszego tekstu (wnioski będą - niestety, lub na szczęście - nieco bardziej złożone), lecz jest tytułem pewnej książki, której autor stoi na stanowisku kwestionującym istotność roli talentu w odnoszeniu przez ludzi określonych sukcesów.
Nie brakuje naukowców podzielających ten pogląd. Zespół psychologów z Florida State University przeprowadził jakiś czas temu badanie pośród 20-letnich studentów klasy wiolonczeli. Młodzi muzycy zostali wnikliwie przepytani na okoliczność ilości godzin, którą poświęcili w trakcie swojego życia na ćwiczenie gry na instrumencie. Okazało się, że studenci uchodzący na swoim fakultecie za najlepszych, od początku swojej przygody z wiolonczelą poświęcili średnio ponad 10 000 godzin na ćwiczenia, podczas gdy studenci uznawani za dobrych - średnio poniżej 8000 godzin. Pozostali muzycy - uchodzący dotychczas za najmniej utalentowanych - przeznaczyli w trakcie swojego życia mniej niż 5000 godzin na praktykę.
Wnioski płynące z tego oraz z podobnych badań zostały przyjęte z entuzjazmem. Czy jednak zadowolenie to wypływa jedynie z pobudek merytorycznych, czy może bodźcowane jest również przekonaniem, że taki stan rzeczy jest po prostu "sprawiedliwy", "motywujący" oraz "społecznie pożądany"? Czy faktycznie talent jest aż tak przeceniany?
Czy aby na pewno?
![]() |
|
Przyjrzyjmy się innemu badaniu. D. Lubinsky i C. Benbow z Vanderbilt University śledzili naukowe oraz zawodowe kariery grupy 2000 osób, które w wieku 13 lat uznane zostały za mieszczące się w 1% najbardziej uzdolnionych (wg skali SAT - zdaniem wielu, wyniki uzyskane wg SAT zbliżone są do zwykłego testu IQ) ludzi swojej populacji.
Wyniki tego badania okazały się dla wielu zaskakujące. Oto bowiem stwierdzono, że ludzie, których "współczynnik uzdolnienia" (wybaczcie uproszczenia) plasował ich powyżej 99.9% społeczeństwa (najwybitniejsi), średnio czterokrotnie częściej osiągali sukces od tych, którzy mieścili się w dolnej części owego "procenta najbardziej uzdolnionych" (czyli tych, którzy w skali całego społeczeństwa wypadali w okolicach 99% - 99.1%).
Zdaniem badaczy wyniki te pokazały, że nawet pośród najzdolniejszych istnieć może przepaść w zakresie predyspozycji, która jest w stanie realnie rzutować na osiągane przez nich w życiu sukcesy.
Talent zatem, czy ciężka praca?
Klasowe niezdary i triathlon, czyli o wojnie pracy z brakiem talentu
![]() |
|
Moim zdaniem, istotne jest w tym kontekście wprowadzenie rozróżnienia pomiędzy poszczególne dyscypliny, czy to sportu, czy też nauki, i dopiero na danym gruncie wyciąganie dalej idących wniosków. Spójrzmy na kolejny przykład.
Z powodów zdrowotnych musiałem ostatnio zrezygnować z kilku uprawianych przeze mnie dotychczas sportów, ograniczając się do biegania oraz pływania. Jedną z pierwszych moich obserwacji dotyczących dyscyplin wytrzymałościowych (do takich zaliczam bowiem zarówno biegi długodystansowe, jak i triathlon) było spostrzeżenie dotyczące wpływu pracy na osiągane efekty. Co konkretnie mam na myśli?
Sami przyznacie, że talent do sportów drużynowych widoczny jest u dzieciaków od razu. Bez względu na prowadzony tryb życia i ilość wkładanej pracy, zawsze w klasie wiadomo, który z chłopców najlepiej gra w nogę, a do którego piłki raczej podawać nie wolno, bo prawdopodobnie i tak kopnie się we własne czoło (na potrzeby przykładu po raz kolejny nieco upraszczam). Zupełnie inaczej jest w bieganiu. Znam przykłady wielu osób, które uchodząc za ostatnie beztalencia sportowe oraz posiadające koordynację psychomotoryczną na poziomie walącej się stodoły, osiągały w sportach wytrzymałościowych wyniki plasujące ich w krajowej czołówce amatorów.
Podobnie wygląda to na gruncie określonych dyscyplin umysłowych. Nauce znane jest wprawdzie pojęcie "working memory capacity" (swojego rodzaju "pojemność pamięci operacyjnej"), jednak jak pokazują badania, różnice w zakresie tej predyspozycji da się w dużym stopniu niwelować poprzez ciężką pracę. Oczywiście w nauce, tak jak i w sporcie, dyscyplina dyscyplinie nierówna, dlatego również tutaj należałoby dokonać dalej idących specyfikacji, celem zanalizowania konkretnego wycinka. Tym razem pominiemy jednak dalsze dywagacje i skupimy się na tym wycinku, który interesuje nas najbardziej.
Jak wygląda to zatem na pokerowym gruncie?
W następnym odcinku
Nie chcąc zbywać was zdawkowym podsumowaniem postanowiłem podzielić dzisiejszy temat na dwa odcinki. Chciałbym, żeby dyskusja, która wywiąże się mam nadzieję po prawej stronie niniejszej kolumny, pozwoli mi na napisanie drugiej części niniejszego artykułu w sposób, który w jak największym stopniu spełni wasze oczekiwania. Sądzę, że wspólnymi siłami mamy szansę na wypracowanie naprawdę ciekawych i konstruktywnych wniosków.
Już za tydzień wracamy więc do tematu, który rozpoczniemy kluczowym z dzisiejszej perspektywy pytaniem - kto może zostać wygrywającym pokerzystą?
by gaaish
//



