Zaktualizowano 07 sie 26 przez

"Plus przed EV" - czas to pieniądz

Z truistycznymi powiedzonkami jest pewien problem - ludzie przyjmują je do wiadomości w sposób bezrefleksyjny, przez co rzadko tak naprawdę uświadamiają sobie ich sens. W dzisiejszym, luźniejszym nieco felietonie, spróbujemy w sposób bardziej refleksyjny przyjrzeć się znanej każdemu dewizie, która śmiało mogłaby kandydować do miana pierwszego przykazania pokerzysty.

plus przed EV

W ubiegłym tygodniu moją uwagę przykuła pewna dyskusja, która rozgorzała na naszym forum w zakresie tematyki cen prywatnych treningów pokerowych. Lektura wspomnianego tematu zgrała się w czasie z rozmową na temat metod oraz cen podróżowania, jaką na kanwie ostatniej odsłony "Pokerowych emigracji" odbyłem z kilkoma osobami.

Co wspólnego mają ceny coachingów z kosztami podróżowania? Niemal wszystko. Istotą dyskusji na tego typu tematy jest bowiem nic innego, jak tylko poszukiwanie najlepszej relacji wzajemnej czasu oraz pieniędzy. Cała reszta to szczegóły.

W poniższym felietonie poszukamy zatem odpowiedzi m.in. na poniższe pytania:

  • Na jakim poziomie stoi w Polsce świadomość wzajemnej relacji czasu i pieniędzy oraz dlaczego jest ona tak ważna?
  • Dlaczego powiedzenie "czas to pieniądz" stanowi fundamentalne przykazanie każdego pokerzysty?
  • Jakie są praktyczne metody stosowania powyższej zasady w karierze pokerowej?

 

h = $ ?

czas to pieniadz

Kilka dni temu rozmawiałem z przyjacielem planującym wycieczkę do Lwowa. Namawiałem go do wybrania podróży samolotem, której koszt był wówczas o ok. 100 zł droższy od biletu na pociąg. Wnioski z tej rozmowy były dla nas obydwu zaskakujące, a oto dlaczego.

Podróż pociągiem nocnym na trasie Kraków - Lwów trwa około 10 godzin, zaś analogiczna trasa pokonywana drogą lotniczą zajmuje mniej więcej godzinę (z formalnościami dotyczącymi odprawy policzyć można dwie godziny). W obydwie strony daje to więc około 16 godzin oszczędności, za które dopłacić musimy wspomniane 100 zł. Abstrahując od kwestii komfortu lub bezpieczeństwa (które to czynniki również są w pewnym sensie wymierne i warte uwzględnienia w szerszej analizie) oznacza to, iż jeśli cenimy własny czas na poziomie wyższym niż nieco ponad 6 zł za godzinę, wybór podróży samolotem powinien stanowić dla nas "no-brainer call".

Analogiczne wnioski wyciągnąć możemy w stosunku do absolutnie każdej dziedziny życia. Począwszy od operacji wymagających wiedzy specjalistycznej, poprzez usługi związane z inwestycją w rozwój osobisty, a skończywszy na powtarzalnych czynnościach dnia codziennego (jak np. gotowanie, pranie czy mycie okien), wszystko posiada wbrew pozorom charakter ściśle wymierny finansowo.

Nie chodzi oczywiście o sprowadzanie każdego aspektu życia do wymiaru ekonomicznego, ani o gloryfikację lenistwa czy konsumpcji - absolutnie nie to mam na myśli. Rzecz tkwi tylko i wyłącznie w takim gospodarowaniu wolnym czasem oraz potencjałem, które patrząc z perspektywy długoterminowej będzie dla nas opłacalne zarówno z punktu widzenia finansowego, jak i z perspektywy samorozwoju oraz właściwego wykorzystania talentów i predyspozycji.

Warto pamiętać przy tym, że opisane powyżej podejście powoduje dynamiczny wzrost obrotu w sektorze usług, co bezpośrednio przekłada się na ogólną poprawę gospodarki danej społeczności czy kraju. Oznacza to więc, że korzyści płynące z mądrego i ekonomicznego dysponowania własnym czasem nie wyczerpują się na poziomie jednostki, lecz mocno odczuwalne są również przez społeczeństwo.

Kulisy winrate'u, czyli wydaj, aby zarobić

inwestycja

Ciężko o znalezienie zawodu, który lepiej obrazowałby powyższe słowa, niż profesja pokerzysty. Podstawowym pojęciem dla każdego gracza jest termin "hourly income", który obrazuje oczekiwany dochód gracza na godzinę, określony na podstawie jego dotychczasowych wyników. Uzyskanie tej liczby pozwala na niezwykle precyzyjne oszacowanie sensu oraz opłacalności poszczególnych inwestycji. Dzięki temu, jak już wspomniałem, może okazać się, że na powierzaniu określonych zleceń osobom trzecim, będziemy longrunowo zarabiać pieniądze.

To samo tyczy się również inwestycji w środki trwałe. Ostatnio policzyłem częstotliwość, z jaką mój komputer zawieszał się w trakcie granych przeze mnie w okresie wakacyjnym sesji. Ciężko wprawdzie wyliczyć konkretną stratę, na jaką naraziły mnie te przymusowe restarty, mam jednak podstawy przypuszczać, że ich wysokość przekroczyła już dotychczas wartość nowego komputera. Można więc hipotetycznie założyć, że kupując nowy sprzęt kilka miesięcy temu zdążyłbym do chwili obecnej odrobić wydatek, bilans ekonomiczny wyszedłby więc na zero, a ja cieszyłbym się teraz nowym komputerem. Brak podjęcia odpowiedniej decyzji inwestycyjnej spowodował natomiast, że mój roll uszczuplał w podobnym zakresie, ja natomiast dalej męczę się na starym sprzęcie, kontynuując katowanie sąsiadów bogatą ekspresją werbalną przy każdym kolejnym zawiasie Windowsa i 25 "sit-outach".

Przykłady w tym zakresie można by mnożyć, z uwagi jednak na ograniczone miejsce w niniejszym tekście pozwolę sobie posłużyć się jeszcze tylko jednym, zapowiedzianym we wstępie do felietonu, a mianowicie zagadnieniem inwestycji w coachingi.

Po raz kolejny przyjrzyjmy się prostemu przykładowi. Załóżmy (liczby są szacunkowe oraz hipotetyczne, chodzi bowiem o zobrazowanie tendencji), że regularny gracz cash games Zoom Poker na stawkach NL100 wykupił pakiet 10 godzin coachingu za łączną cenę 500 $, dzięki czemu poprawił swój winrate o 1bb/100h. Mało kto zdaje sprawę z tego, jak szybko taka inwestycja ma szanse się zwrócić. Zakładając, że zawodnik rozgrywa 1000 rąk na godzinę (4 stoły Zoom'a), należy przyjąć, że jego hourly powiększyło się o 10 $/h. Przyjmując 30h gry tygodniowo można zatem oszacować, że inwestycja zwróci się graczowi już po niecałych 2 tygodniach gry, zaś po tym okresie będzie już "na siebie" zarabiać, zwiększając oczekiwany przychód gracza o ok. 1200 $ miesięcznie.

Powyższa kalkulacja to tylko przykład obrazujący spojrzenie, jakie warto wyrobić sobie na każdy aspekt dotyczący inwestycji nie tylko w pokerze, lecz przy podejmowaniu każdej decyzji ekonomicznej jako takiej. Uświadomienie sobie, że aby wyjąć, należy najpierw włożyć (skądinąd kolejny truizm), może okazać się pomocne przy próbie zmiany podejścia do wszelkich wydatków, które przeważnie bardziej niż jako stratę, należy raczej traktować w charakterze inwestycji.

Jakie jest wasze zdanie? Jako że temat został jedynie "napoczęty", zachęcam do dzielenia się własnymi przemyśleniami w przedmiotowym zakresie oraz - co szczególnie przydatne - poczynionymi kalkulacjami. Pamiętajmy, że czas to pieniądz - również, lub nawet przede wszystkim, czas zaoszczędzony dzięki korzystaniu z doświadczenia innych.

by gaaish