O koniu, który ciągnął pociąg
Branża pokerowa potrzebuje zmian, musi podnieść się po krachu z zeszłego roku. Czy jednak znieczulenie doraźne jest wystarczające na wszystkie bolączki?
Oczy wszystkich obserwatorów zwrócone są przede wszystkim na to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. W wirze wydarzeń amerykańskich bardzo często zapomina się jednak o największych potencjalnych rynkach, które przy dobrej obsłudze mogłyby momentalnie stworzyć koniunkturę dla pokera. Koniunkturę, której rozmiar nie miałby precedensu w dotychczasowej historii.
Branża gamblingowa online liże rany po Czarnym Piątku oraz wyłączeniu amerykańskiego rynku z ekosystemu. Praktycznie cała ekonomia bazowała na zyskach z USA, co widać najmocniej w przypadku dwóch upadłych poker roomów UB oraz FTP. Przemysł ma teraz dwa wyjścia – albo reorganizację albo szukanie nowych rynków. To pierwsze jest niesamowicie trudne i kosztowne do przeprowadzenia, nie mówiąc już o tym, że cofnęłoby przemysł niemalże do epoki pokerowego średniowiecza. To drugie natomiast jest również bardzo trudne i kosztowne, ale przywołując zakład Pascala – nie ma nic do stracenia, jeżeli by się udało, moglibyśmy być świadkami odrodzenia.
Never land in Neverland
Aktualnie cały przemysł pokerowy jest ciągnięty przez Europę, część Rosji oraz Amerykę Południową. Przypomina to raczej zmagania się biednego konia z całym taborem kolejowym, który został zmontowany w czasach koniunktury, czyli po sukcesie Moneymakera w 2003 r.
Co jednakże z rynkami wschodnimi? W Indiach, Chinach oraz Australii mieszka praktycznie połowa wszystkich ludzi na ziemi! Cała Azja jest nieodkrytym rajem dla przemysłu.
Oczywiście tutaj sprawa nie ogranicza się wyłącznie do nauczenia ludzi, jak grać. Wchodzą w to kwestie przede wszystkim prawne, dalej kulturowe oraz techniczno-organizacyjne. Wiadome przecież, że bardzo ciężko byłoby namówić do grania Arabów z państw wyznaniowych, czy Mongołów z Pustyni Gobi, gdzie dość słabo z internetem. Tak, to oczywiście wielkie przeszkody, aczkolwiek nie można powiedzieć, że wejście na rynki azjatyckie oraz rynek australijski jest totalnie niemożliwe.
Możliwości oczywiście są, jednakże trzeba zmienić nastawienie. Wejście z całą pewnością nie odbędzie się od razu, nie w ciągu jednego roku, a może i nawet nie w ciągu dekady. Tutaj działania muszą być prowadzone bardzo skrupulatnie, miarowo, konsekwentnie, a planowanie musi być długoterminowe. Tempo może przypominać budowę polskich autostrad, ale efekt końcowy jest z całą pewnością godny zachodu.
Ameryka jest przereklamowana
Trzeba pamiętać, że Azjaci są miłośnikami wszelkiego rodzaju gier, a w szczególności hazardowych! Przybywając do Europy czują nieskrępowaną wolność i garną się do kasyn całymi rzeszami. Widać to przy automatach, stolikach Black Jacka, ruletce i coraz częściej również przy pokerze. Wystarczy odwiedzić pierwsze lepsze kasyno i od wejścia widzi się gromadnie siedzących tam Azjatów.
Jeżeli chodzi o sferę live wystarczy spojrzeć na ostatnie 5 lat – tyle wystarczyło, aby zdetronizować Las Vegas z miana światowej stolicy hazardu, a co więcej usadzić Amerykanów dopiero na 3. miejscu po Macau oraz Singapurze.
Stawiam tezę, że Ameryka jest przereklamowana. Odcięcie amerykanów z hazardu online owszem zabolało nieco branżę, ale tylko dlatego, że opierała się ona głównie na tamtejszym rynku. Europa ze względu na zdecydowanie mniejszą liczbę ludności oraz dotychczasowy i tak bardzo wysoki już udział w naszym ukochanym przemyśle nie jest w stanie udźwignąć ciężaru, który na nią spadł. Gotowa jest na to natomiast Azja oraz Australia.
To prawda, w Ameryce wszystko się zaczęło i na Ameryce bazowało, ale przecież nie jest to jedyny rynek. Stany Zjednoczone to zaledwie jeden kraj z 193 państw na świecie (Watykan z przyczyn oczywistych nieuwzględniony jako potencjalny rynek), a jego populacja wynosi zaledwie 320 000 000! Gdyby spojrzeć globalnie, Rosja z byłymi republikami ma znacznie więcej ludzi oraz w większości znacznie lepsze podejście prawne do gamblingu online.
Lobbing kluczem do sukcesu?

Śmiem twierdzić, że firmy patrzą bardzo krótkowzrocznie. Świetnym przykładem na to jest Polska. Widzieliśmy doskonale, że gdy u nas można było kosić pieniądze, wkładano ogromne środki w marketing. W momencie jednak, gdy wprowadzono w naszym kraju ustawę hazardową oraz jej nowelizację w czerwcu zeszłego roku, wówczas te same firmy spisały nasz kraj na straty, odwróciły się i zaczęły ładować pieniądze gdzieś indziej. Lobbing dotyczący naszego prawa był praktycznie zerowy i ograniczał się wyłącznie do bardzo enigmatycznych, negatywnych opinii poszczególnych zainteresowanych. Co jednak, gdyby powstało bardzo silne lobby pokerowe z firmami i ich środkami na czele? Jestem w 100% przekonany, że mogłoby być dzisiaj zupełnie inaczej.
Australia może być następna
Kolejny kraj, w którym ważą się losy podejścia do gamblingu online jest Australia. W 2001 r. została tam wprowadzona ustawa Interactive Gambling Act, która działa po dziś dzień i miała na celu ochronę społeczeństwa przed zgubnymi skutkami hazardu. W skrócie, zakazuje ona prowadzenia działalności usługowej w zakresie internetowego hazardu online, ale nie zakazuje Australijczykom uczestniczenia w grach. Trzeba jednak zaznaczyć, że miało to miejsce przed całym boomem związanym z efektem Moneymakera i rozwojem pokera na świecie. Australia stoi teraz w obliczu zmian prawnych i firmy zainteresowane tamtejszym rynkiem muszą zacząć reagować, aby nie zostały wprowadzone przepisy podobne do naszych, polskich.
Reasumując, trzeba zmienić sposób podejścia do tego biznesu. Jak już przekonaliśmy się na przykładzie USA, że nielegalna działalność poza prawem działa wyłącznie na krótką metę. Potrzeba zmienić myślenie, podejście, zbudować fundamenty pod działania marketingowe. Firmy powinny bardziej zająć się umacnianiem gruntu pod biznes i muszą odejść od strategii wiewiórki - łapię orzeszka (nut) i spadam od stolika (całkiem podobne do short stack strategy) – bo niedługo tych stolików zabraknie.
by fizoloff