Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Legislacyjne cudotwórstwo

Jak obiecywał, tak zrobił. Donald Tusk dopiął swego i pod ustawą regulującą (czyt. ograniczającą) hazard otrzymał podpis prezydenta Lecha Kaczyńskiego.



Nikt nie wierzył w to, że naszemu
rządowi uda się sztuka przepchnięcia ustawy hazardowej w takim
tempie. Prace nad nią z początkiem listopada wyglądały, jak
planowanie naszych autostrad w Bieszczadach. Teraz po iście
ekspresowym procesie legislacyjnym papiór zawędrował na biurko
prezydenta.


Przeżyjmy to jeszcze raz. 10 listopada mieliśmy
gotowy projekt, który dwa dni później trafił do Marszałka Sejmu.
Ten wsadził prace sejmowe nad ustawą przed szereg i już 18
listopada
mieliśmy pierwsze głosowania nad poprawkami. Opozycja w
pewnym momencie wycofała się z większości swoich pomysłów i z
zaledwie kosmetycznymi zmianami do pierwowzoru, projekt poszedł pod
obrady senatu w piątek 20 listopada. Tam nie napotkał żadnego
oporu i tym sposobem znalazł się u prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Tusk osiągnął to, co chciał.
Kosztem bardzo niewielkiej grupy społecznej, jaką są zatwardziali
hazardziści oraz pokerzyści - aż żal wymieniać te dwie
kategorie graczy obok siebie, ale właśnie do takiego wora nas
wrzucono - premier Tusk żerując na nieświadomości w
Ciemnogrodzie, dał ludziom populistyczną ustawę, na którą
wszystkie moherowe berety przyklasną bez zastanowienia. Oczywiście
nasz premier nie zadał sobie trudu, aby zrozumieć czym poker różni
się od ruletki. Zachował się, jak typowy homo sovieticus ks.
Józefa Tishnera, który spali katedrę, aby sobie na tym ogniu
usmażyć kiełbasę zwyczajną z Lidla.

Prezydencki manewr

KaczyńskiPrezydent Lech Kaczyński
powiedział kilka dni temu, że nie będzie się ociągał z
autografowaniem ustawy, jeżeli tylko będzie ona zgodna z
konstytucją oraz nie będzie sprowadzała większości ludzi
zainteresowanych tematem do szarej, czy nawet przestępczej strefy.
Jak obiecał, tak zrobił. Nie wiadomo, czy faktycznie przyglądał
się temu nieszczęsnemu produktowi pod publiczkę, ale dotrzymał
pierwszą część obietnicy i autograf złożył.

Jednakże nie
wszystko jest jeszcze stracone, ponieważ prezydent tuż po
podpisaniu ustawy skierował całą sprawę do Trybunału
Konstytucyjnego
. Dlaczego przeto sam nie zasięgnął opinii
ekspertów od konstytucji, czy zdania ludzi, którzy znają się na
prawie Unii Europejskiej? Sprawa wydaje się prosta. Tą ustawą
oburzony jest bardzo mały odsetek Polaków. Większość, która nie
jest zupełnie w temacie, a słowo hazard traktuje gorzej, niż
cudzołóstwo, momentalnie obraziłaby się na głowę państwa za
próby podcięcia ustawie skrzydeł. Natomiast Lech Kaczyński przed
zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, z całą pewnością nie
chce nikomu podpadać. Wybrał po prostu mniejsze zło dla siebie.

Jakie szanse ma ustawa w Trybunale
Konstytucyjnym. Tego praktycznie prorokować nikt nie chce. Szanse na
błąd są ogromne. W toku prac bowiem nie przygotowano żadnych
ekspertyz. W tym momencie eksperci z Kancelarii Prezydenta analizują
projekt i jak powiedział prezydencki minister Andrzej Duda - zarzuty
dotyczące niekonstytucyjności zaczynają się powoli klarować.
Co
z tego wyniknie, nie wie nikt. Miejmy tylko nadzieję, że Trybunał
stanie na wysokości zadania i wyda rzeczową oraz obiektywną opinię
na temat próby zamachu na naszą wolność.