Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Kumulacja w Rio

Dziś już nawet najbardziej zatwardziali obrońcy czci pokerowych mistrzostw wrzucają wsteczny. Szczęśliwi ci, którym hajs zgadza się tak, jak organizatorom.

Gdy jakiś czas temu pisałem o tym, że turniejowy poker w wydaniu naziemnym jest niemiarodajny, niewielu wiedziało, o co chodzi. Z pomocą przyszedł jednak Jack Effel ze swoimi bystrymi ludźmi - postanowiono bowiem pod koniec maja ustawić w Rio All Suite kolekturę totalizatora, w której co drugi dzień można było wykupywać warte 1500 $ losy. Jak miał który szczęście, zostawał zwycięzcą eventu mistrzostw świata. Należy mieć nadzieję, że poczciwemu Benny'emu Binionowi usypano spory grób, by miał się gdzie przewracać, bo gdy robienie pieniądza miast głównego priorytetu staje się jedynym, wartość traci wszystko inne. Pozostaje więc pozostać w temacie dolara.

Pacemaker Dan Kelly

Ten pokerzysta wygra jeszcze niejeden turniej

Przyjemnie byłoby przy tworzeniu listy najjaśniejszych postaci World Series of Poker móc korzystać z rankingu Player of the Year. Ten jednak jest wyjątkowo mylący - Benny'emu Chenowi wystarczyło ustrzelić "szóstkę" w Millionaire Maker Event, by przez długi czas gościć w pierwszej dziesiątce tego, bądź co bądź prestiżowego, zestawienia.

Zacznijmy od Dana Kelly'ego, który gdyby zakończył tak, jak zaczął, dzierżyłby dziś miażdżący rekord w ilości miejsc w kasie w jednym roku. Dość powiedzieć, iż po sześciu turniejach Kelly miał za sobą dwa finałowe stoły, a na półmetku serii - osiem lokat ITM. Druga część czerwca była jednak dla niego okrutna. Także ośmiokrotnie do kasy Rio po kwit podchodzili Jeremy Ausmus, David Peters i Stephen Chidwick, który w momencie, w którym Kelly robił hajs po raz ósmy, na koncie miał zaledwie jeden dodatni wynik.

Osobną opowieść stanowi David "Bakes" Baker, który na osiem miejsc płatnych aż pięciokrotnie gościł w Top-10 (przy czterech finałowych stołach). Podobną średnią może pochwalić się jedynie Kanadyjczyk Mike Watson (5x Top-10, 3x FT). Niesamowity Konstantin Puchkov, który w ubiegłym roku rekord ITM/year wyśrubował do liczby 12, tym razem zarabiał sześciokrotnie - za każdym razem na innej jednak odmianie pokera. Z graczy, którzy kilkukrotnie byli "so close" wygranej, wskazać należy Grega Muellera (dwa trzecie miejsca) i - przede wszystkim - Davida Vamplew (dwukrotny runner-up).

Gdzie jesteś, Philu Ivey?

Jeśli Ivey wygrał tego kota, jest to jego
największa zdobycz w tym roku

A co z największymi przegranymi? Tu jest o wiele prościej - wystarczy spojrzeć na zsumowane typy WSOP Free Bookie, by przekonać się, kto zawiódł. Phil Hellmuth zaliczył trzy miejsca w kasie i zbliżył się do magicznej granicy stu kwitów, lecz po tak niesamowitych dwóch ostatnich latach WSOP 2013 stanowi dla niego sporą klęskę. Ale nic to - taki Phil Ivey zaliczył tylko jeden wpis do CV, czego w najgłębszych wizjach nie przewidziałby nawet najbardziej posępny wróżbita. Daniel Negreanu legitymuje sie o wiele przyjemniejszym wynikiem sześciu wypłat (choć ich lichość ratować musiało drugie miejsce w 2-7 Triple Draw).

Gotowy na każdy niemal prop bet Jason Mercier nigdy nie był blisko bransoletki. Vanessa Selbst może sobie przybić very low five z Philem Ivey; nieudaną edycję ma także za sobą internetowy "Władca Studów" Shaun Deeb, podobnie jak John Juanda. Czy więc bransoletki zdobywały tylko kompletne żółtodzioby?

Mike, Jeff i inni

Statek to jedno, ale styl abordażu
na final table to samo piękno

Niezupełnie. Mike Matusow postanowił zwęzić ust szczelinę poszerzając zakresy, dzięki czemu po szokującym podobno shipie NBC National Heads Up zwyciężył w turnieju Stud Hi/Lo. Tom Schneider dokonał arcytrudnej w dzisiejszych czasach sztuki zdobycia dwóch świecidełek jednego roku - obu w miksie H.O.R.S.E.'a - czym powtórzył swoje osiągnięcie sprzed sześciu lat. David Chiu zdobył swój piąty w karierze tytuł, mistrz świata PLO Daniel Alaei - czwarty, zaś Jeff Madsen przypomniał o sobie po siedmiu latach suszy, dołączając do swej kolekcji bransoletę numer trzy.

Wygranie eventu WSOP nie stanowiło pierwszyzny także dla wielu innych, m.in. Cliffa Josephy, Belgów Davidi Kitai i Michaela Gathy'ego, Steve'a Sunga, Matta Perrinsa, Ericka Lindgrena i Eli Elezry. To spora liczba multibransoletkowiczów, minimalnie przekraczająca wynik ubiegłoroczny (15-14).

Kilku triumfatorów odebrało to, o co ocierali się oni przez kolejne lata. Głośno było o Marco Johnsonie i jego trzech przegranych niegdyś finałowych pojedynkach WSOP (choć są gracze, którzy przegrywali na ostatniej prostej o wiele częściej). W końcu zdobył błyszczące cacko, podobnie jak Vladimir Schemelev, który wiele razy deepował już w najgrubszych turniejach cyklu. A skoro mowa o "zasłużonych" - nie sposób nie wspomnieć o jednej z największych postaci tegorocznych rozgrywek - Matthew Ashtonie. To wciąż młody chłopak, który błyskawicznie stał się jednym z najbardziej wszechstronnych pokerzystów świata, a cztery tegoroczne finałowe stoły z pękatą wiśnią na torcie w postaci zwycięstwa w Poker Players Championship słusznie wywindowały go na szczyt wspomnianego wcześniej rankingu POY.

"Jeszcze raz na czerwone"

How come?

Oczywiście kolektura World Series of Lotto nie stała pusta. Nazwiska pokroju Leva Rofmana czy Bryana Campanello stanowią część newsa smutniejszą niż ta z nędznym wynikiem Phila Ivey. Na początku myślałem, iż śmierdząca culpa utraty prestiżu to pokłosie likwidacji turniejów mistrzowskich i całościowego szturmu na ilość dziesiątkami drobnych, ruletkowych eventów (Randy'emu Lew tak się ten pomysł spodobał, że nawet nie ugrał dzięki niemu na tipy dla boyów z East Austin - WP, sir). Kiedy jednak wspomniany już Campanello urwał event Razz niczym nieszczęsny Matt Perrins 2-7 Draw w 2011 roku, zaszło słońce...

Ten rok był znakomity dla płci pięknej. I choć finałowy stół Ladies Eventu wypełniły same niemal unki, czyniąc głodnymi wielu amerykańskich mężów i pustymi wiele kuchni, to taka Loni Harwood rozbiła bank. Trzy finałowe stoły plus bransoletka? Vanesso Selbst - rzucaj Mirandę i ogrzej się w tym blasku, a może przypomnisz sobie, jak wygrywać? Czas na łyżkę dziegciu - Dana Castaneda przybyła do Vegas, by zadebiutować w turnieju dla kobiet, a że jej się "zwróciło", postanowiła wstąpić jeszcze do kolektury. Zdrapki posypały asami, a Mrs Oops zrobiła sobie pamiątkowe foto z Jerrym Yangiem.

Dziadostwo nie dla dziadów

Ten sweter to +12 do fake image'u

Jeśli chodzi o ledwozipów, ci radzili sobie pięknie. Artie Cobb, Perry Green, "Miami" John Cernuto i Buddy Bonnecaze robili finałowe stoły, legendy lowballa - Billy Baxter i Archie Karas - cashowały event Razz, "wynalazca" Omahy - Robert "Chip Burner" Turner - zarobił na swym dziecku (jak strasznie by to nie brzmiało), i nawet "Całe życie na shorcie" David Sklansky zaliczył pięć miejsc w kasie, co nie zdarzyło mu się jeszcze nigdy. Dobrze "chodzili" T.J. Cloutier i wiecznie młody Christer Bjorin. No i Doyle Brunson, który dla igrzysk namieszał w Main Evencie...

And last, but not least - to, co mogło przyciągnąć was do lektury naszych relacji, czyli dobre występy naszych graczy. Tego, czy Grzegorza Derkowskiego powinniśmy traktować jak Maćka Gracza czy przyszywaną ciocię, nie mnie oceniać. Grzesiek ma polskie korzenie, zna nasz język i zrobił w tym roku pięć ITM na World Series - ja tam biorę jak swojego. Sporo emocji w "The Little One Drop" i turnieju głównym dostarczył nam Mikołaj Zawadzki, spory rail zebrał forumowy wątek-relacja Pawła Zawadowicza, który także rozdziewiczył się już w zakresie mistrzowskich cashy, co z pewnością nie bolało.

Hajs się zgadza

Zostało po staremu - niezadowoleni tradycjonaliści bombardują organizatorów, podczas gdy ci najprawdopodobniej planują już event za 300 $ rozgrywany przez dwa tygodnie, który zapewni kolejny rekord, zagłuszający łabędzi śpiew renomy mistrzostw. Z dala od tego wszystkiego kiepski krupier znów nieudacznie zbiera ante wrzucane przez zziębniętych, acz zdeterminowanych pokerzystów. Przecież ktoś z nich zdobędzie bransoletkę World Series of Poker! Wówczas będzie mógł pochwalić się kolegom taksówkarzom nowym cackiem i książką z podpisem Barry'ego G., kimkolwiek ten brodaty pan by nie był.

Hajs się zgadza. I słusznie, bo przecież nikt nie będzie dokładał do interesu. Kiedy jednak robi się wszystko dla rekreacyjnych graczy, bransoletka zyskuje taki sam charakter.
//