Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Ile waży bransoletka?

Bransoletka World Series of Poker jest marzeniem każdego turniejowca i nie uwierzyłbym, gdyby zagorzały MTT grinder powiedział mi: "eee, ja tam bym nie chciał jej wygrać". A taki win w Main Evencie? Marketingowo znaczy dziś więcej niż Bernie Ecclestone w F1. A pokerowo?

Zwolennikiem przypinania orderów za całokształt nie jestem, wobec tego wcale nie ubolewam nad tym, że mistrzami świata nie zostają ci, którzy na to "zasłużyli" - choćby Seidel, Cloutier czy "Dandys" Crandall Addington. Zasłużyć sobie przecież można grą w jednym turnieju, życiową formą, na którą dopiero się wzniosło po setkach godzin przesiedzianych nad analizami. Prawda jest jednak taka, że bez rozbicia swojego prywatnego banku szczęścia i bez złapania za nogi boga flipowania wygrać się nie da. I całe szczęście, że nie musisz być najlepszym - kto zapłaciłby 10 koła, by z Tobą zagrać?

Do przerwy 0:1

Czy to prawa noga Jamiego Golda?

Czy Hiszpania zasłużyła na futbolowe mistrzostwo Europy przed czterema laty? Raczej tak. A czy Dania powinna 26 czerwca 1992 roku podnosić Henri Delaunay Cup i, w końcu, czy Grecja grała najlepszą europejską piłkę osiem lat temu? Tu zdania są pewnie co najmniej podzielone - w ten sam sposób wybuchł dynamit Chrisa Moneymakera, Jamie Gold zgarnął unikalne osiem cyfr, zaś dzięki zwycięstwu Jerry'ego Yanga świat dowiedział się o istnieniu ludu Hmong. Jednak Yang i Gold to nie Grecja z 2004 roku - to Luksemburg i Albania karcianej układanki. Czy wobec tego Main Event i, idąc dalej, całe World Series jest w jakimś stopniu oparte na słuszności przekonania, że posiadanie bransoletki, oprócz popularności i kontraktowych opcji, daje jeszcze potwierdzenie pokerowych umiejętności? Ile waży owy skill wobec błyszczącego ciężaru samej tej zdobyczy?

Niespełna rok po sięgnięciu po tytuł Moneymaker zajął drugie miejsce w jednym z eventów World Poker Tour w San Jose, shipnął grosz podczas APPT Sydney'08 oraz zakończył jako runner-up ubiegłoroczne NBC National Heads-Up Championship. Trochę mało, jak na osiem lat z życia mistrza świata, ale całkiem sporo, jeśli porównamy z tym fefnasto-szósme miejsca Jamiego Golda i jeszcze większą nędzę Jedi Yanga. Mistrzowie świata no-limit Hold'em - brzmi, jak "najlepsi z najlepszych". I tak się powinno kojarzyć.

Wann und wo? Spuck doch aus!

Podobno za 3000 $ Hamid sprzedałby matkę i babkę.

Do niedawna wciąż jeszcze myślałem, że w odmianach mniej "chodliwych" (nawet nie w tym rzecz, że fixed-limit) schowało się nagradzanie umiejętności i priorytet skilla. Ze snu obudził mnie Matt Perrins, który w ubiegłym roku wygrał event 2-7 Draw WSOP, grając w lowball... po raz pierwszy w życiu. Bertrand Grospellier nie potrafił, póki co, urwać błyskotki w turnieju no-limit Hold'em, został natomiast mistrzem świata w Seven Card Stud. Po zwycięstwie sam zaznaczył, że jest stud-nowicjuszem i przy stole miewał masę lepszych od siebie konkurentów, jednak gdy w turkach NLHE czuł, że był najlepszy - zawsze dostawał pechowego bata. Teraz, popełniając błędy i grając niestandardowo agresywnie, zbijał z pantałyku nieprzyzwyczajonych do marsjańskich zakresów rywali. A gdy już się nabudował - owa agresja zapewniła mu triumf, bo w fixie mógł uniknąć pechowego flipowania. Grecja 2004.

To, że Paul "Eskimo" Clark i T.J. "Gambler Paps" Cloutier handlowali zdobytymi przez siebie świecidełkami wcale nie musi być konsekwencją ich bezwartościowości - to raczej głodowa (Paul?) i hazardowa (T.J.!) delira zmusiła ich do zajęcia boksów na wirtualnej hali e-Baya. Ale już przypadek Hamida Dastmalchi, który w Mirage Casino opchnął Tedowi Forrestowi zdobytą za zwycięstwo w Main Evencie w 1992 bransoletkę za trzy czarne żetony po dialogu "They say it's worth 5000 $, but I'd take 1500 $ for it" - "Sold" świadczy o tym, że Irańczyk bynajmniej nie trzymał swej zdobyczy na jednej półce z Koranem. Jeszcze więcej powiedział sporo mówiący Mike Matusow:

"Jeff Shulman ma rację, wiele osób uważało, że to co on powiedział (Shulman stwierdził, że bransoletka WSOP nic dla niego nie znaczy i wyrzuci ją do kosza) było złe, ale ja myślę tak samo. Bransoletka WSOP nic dla mnie nie znaczy, mam takie dwie i mogę je w każdej chwili wyrzucić do kosza na śmieci i nic to dla mnie nie będzie znaczyło. Bransoletka to przereklamowane gówno. WSOP to tylko kolejne turnieje, które wygrać może byle idiota. Oglądałem jak Roland De Wolfe nigdy wcześniej nie grając w tą odmianę wygrywał turniej Omaha Hi/Lo. Więc co tak naprawdę znaczy ta bransoletka? Jak możesz powiedzieć, że jesteś mistrzem świata w grze, w którą nigdy wcześniej nie grałeś? Kiedy dwa lata temu David Williams wygrywał turniej Studa był on najgorszym graczem Studa na całej planecie. Gdyby nawet próbował, to gorzej już się grać nie dało. Freddie Ellis, który w tym roku wygrał turniej mistrzowski w Studa jest regularnym uczestnikiem dużych gier w Atlantic City. Ci co z nim grają mówią, że to najgorszy gracz w historii. I on wygrywa turniej mistrzowski? Więc co oznacza bransoletka? Ona nic nie znaczy, jedyne to fakt, że przez kilka dni miałeś fart i karty ci trafiały". Jak dla mnie - very true.

Stara miłość jednak rdzewieje

J. Pollack: "I've got two jokers over here"

Każda firma ma swój plan działania i target, w który celuje. Od zarania World Series of Poker celem pokerzystów było przyciągnięcie jak największej rzeszy "świeżaków", którzy w dobre ręce oddaliby swoje pieniądze. Jeśli rzeczywiście prawdą jest, że już w 1972 roku doszło do dealu, wg którego za część zwycięskiej nagrody "Puggy" Pearson i Doyle Brunson podłożyli się przebojowemu "Amarillo Slim" Prestonowi, by ten mógł użyć swojego gawędziarskiego talentu i kowbojskich butów do promocji gry w pokera jako gry umiejętności - mija właśnie 40 rok łowienia rybek. Binionowie mieli zgarniać więcej rake'u, zawodowcy - większe wygrane. Coś jednak poszło nie tak, ktoś okazał się bardziej cwany i dziś nie wszyscy są zadowoleni.

W pewnym momencie osiągnięto punkt zero. Dziś Jeffrey Pollack żongluje wysokościami buy-inów, dokłada wszelkich starań do przejrzystości relacji, zaś ogólnodostępność satelit online i pokerowa globalizacja (rozwijająca się pomimo wielu zawirowań prawnych) sprawiają, że coraz więcej nowicjuszy, absolutnych amatorów i low-grinderów wypełnia kupon i czeka na trwające kilka dni losowanie szczęścia. Interes się kręci. A zawodowi pokerzyści? W pewnym momencie utopili się w planktonie, którego nie mogli przejeść. Zakresy biorą w łeb, gdy siadasz przy stole z bandą unków - z pięćdziesięcioletnią babką trojga wnucząt, z 21-latkiem, któremu bilet do sławy sprezentowali na wejściu w amerykańską dorosłość dobrzy kumple, czy brodatym drwalem z Maryland, który za kilkadziesiąt godzin zgarnie ponad 5 mln $ za drugie miejsce.

Dziś bransoletka ma magiczne właściwości dla mnie, dla was, dla wszystkich marzycieli, którzy chcieliby zawisnąć pod sufitem Rio na wysokości Ungara i Mossa, lub po prostu stać się częścią historii i linijką w Wikipedii. Dla wielu doświadczonych prosów WSOPowe cacko wciąż jest skarbem - dla Phila Hellmutha rok zaczyna się w maju, a i sam Matusow emocjonuje się jak dzieciak, pokonując ten maraton. Czy jednak to właśnie świadczy o wadze bransoletki? To, że każdy jej pragnie? Czy może to, że może ją mieć każdy, kto obudzi się pod dobrą gwiazdą? To przewrotne, ale prawdziwe: jak bardzo nie uważałbym World Series za loterię i jak bardzo nie chciałbym być najlepszym graczem - nie wpływa to na chęć zdobycia bransoletki; dojścia do miejsca, gdzie kończą się moje pokerowe marzenia. Na nic zda się szkiełko i oko - to hipnoza; na to liczy Pollack i za tym ciągną co roku rzesze prosów. Mimo wszystko.

by acebestini