Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Howard Lederer przerywa milczenie! Cz. 5

"Przyszedł na to czas, by społeczność pokerowa poznała odpowiedzi na pewne pytania. Wiedza na temat faktów, które dotąd nie zostały ujawnione im się należy. Były ważne powody, dla których pewne sprawy nie były omawiane publicznie. Teraz nadszedł odpowiedni czas". Howard Lederer zaczyna atakować! Dowiedz się kto, jego zdaniem, zachował się absurdalnie i co było największą głupotą?

To już piąta odsłona wywiadu Howarda Lederera dla PokerNews. Zaczyna się ona od zasadniczej kwestii: czemu spółka, znając już swoją sytuację finansową, nadal przyjmowała depozyty spoza Stanów Zjednoczonych? "Nie znam odpowiedzi na pytanie, kiedy firma powinna była zostać zamknięta". Lederer opisuje, że trwały konsultacje z prawnikami i zastanawiano się nad ogłoszeniem bankructwa. Jednak ewentualna decyzja nie należała do niego. Jak mówi, jego zadaniem było "chronić majątek firmy, znaleźć kupca i spłacić graczy". To licencjodawca FTP (Alderney) powinien ocenić, czy mogą dalej operować. Jeśli chodzi o temat ewentualnego kupca, to okazuje się, że już w czerwcu 2011 r. PokerStars był zainteresowany umową z Full Tiltem. "We wczesnej fazie to nie wydawało się dobrym pomysłem" - ocenia "Professor".

Phil Ivey skarży

Phil Ivey

1 czerwca 2011 r. Phil Ivey składa pozew przeciwko Full Tilt Poker. "Pozew był miażdżący dla firmy". O co tak naprawdę chodziło? Zdaniem Lederera, Phil chciał zostać uwolniony ze "złotych kajdanek". Jak opisuje "Professor", każdy, kto miał szansę zainwestować w FTP na etapie powstawania firmy, miał obowiązek wspierać i promować markę Full Tilt. Jeśli chciał zostać z tego obowiązku zwolniony, musiał oddać swoje udziały. "Phil uważał, że to nie jest sprawiedliwe i chciał mieć możliwość reprezentowania innych platform". Jednocześnie Ivey pragnął zachować swoje udziały w FTP. Lederer mówi, że ta kwestia, była znana już od jakiegoś czasu i temat wrócił.

"Uważam, że to straszne, że nawet o tym wspominał". Ocenił też, że dla samego zawodowca i tak nie miałoby to dużego znaczenia, ponieważ nikt nie będzie chciał z nim współpracować, dopóki nie rozwiąże problemów FTP. "Był twarzą Full Tilt Poker. Kto by go zatrudnił, żeby reprezentował inną stronę pokerową?" Phil Ivey miał usłyszeć od Lederera, że jeśli ten pozwie FTP, to zmniejszy wartość firmy i "potencjalnie zniszczy resztki wiary w markę, jakie zostały". Leder podsumował czyny największej gwiazdy Full Tilta dość ostro i jednoznacznie: Ivey działał samolubnie, dbał tylko o własny interes oraz niszczył firmę, która w przeszłości mu pomogła i dzięki której czerpał zyski. "Pozew był absurdalny" i dodatkowo sprawił, że Jack Binion stracił entuzjazm zawiązany z ewentualną inwestycją w Full Tilt Poker.

Wojna na górze

Ray Bitar ciągle pełnił funkcję dyrektora zarządzającego FTP. Lederer zdradził, że nadal otrzymywał on także pensję za swoją pracę. Mówi, że naturalnie była grupa współwłaścicieli chcąca usunięcia Bitara oraz zarządu, który uważała za współodpowiedzialny za całą sytuację. Zarzuty o współudziale Lederer nazywa niedorzecznymi i dodaje: "Były tam cztery osoby. Te same osoby od sześciu lat, ponieważ nikt z właścicieli nie wykazywał zainteresowania przeprowadzenia wyborów czy nawet uzupełnienia pustego miejsca".

Grupa udziałowców pod przewodnictwem Phila Gordona przygotowała specjalny dokument. Celem było odwołanie dyrektora zarządzającego oraz zarządu, który miał zostać zastąpiony przez nowy, w składzie: Phil Gordon, Phil Ivey i Andy Bloch. Grupie udało się zdobyć podpisy większości współwłaścicieli. Lederer był wzburzony i potępiał szczególnie jeden zapis w dokumencie, który mówił o tym, że nowi członkowie zarządu będą otrzymywać 20 tys. dolarów miesięcznego wynagrodzenia. Jak tłumaczy, dotychczas członkowie zarządu dostawali pieniądze za swoją pracę dla firmy i jako udziałowcy, ale nie z tytułu zasiadania w zarządzie. Całą sytuację podsumowuje: "Pod wpływem różnych okoliczności popełniłem wiele błędów po 15 kwietnia. Największym błędem było nie powstrzymywanie tej głupoty". Ostatecznie jednak do przejęcia władzy nie doszło.

Można powiedzieć, że Howard Lederer przystąpił do kontrataku. Wcześniej tylko przekonywał, że on chciał działać jak najlepiej. Teraz dodaje do tego przekaz, że były osoby, którym na ratowaniu sytuacji nie zależało, a wręcz przeszkadzały w zajmowaniu się tym, co było najważniejsze.

by kennajj