Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Howard Lederer przerywa milczenie! Cz. 4

"Przyszedł na to czas, by społeczność pokerowa poznała odpowiedzi na pewne pytania. Wiedza na temat faktów, które dotąd nie zostały ujawnione im się należy. Były ważne powody, dla których pewne sprawy nie były omawiane publicznie. Teraz nadszedł odpowiedni czas". Kolejna odsłona spowiedzi Lederera. Tym razem o tym, jak wyglądały działania Full Tilt Poker po "Czarnym Piątku".

Wywiad dla PokerNews wkroczył w fazę opisu wydarzeń, jakie miały miejsce po 15 kwietnia 2011 roku. "Było dużo pożarów, które trzeba było ugasić" - rozpoczyna swą opowieść Lederer. Zaraz po "Czarnym Piątku" najważniejszą kwestią było ustalenie, w jakiej kondycji finansowej jest tak naprawdę FTP. Wiedziano już o zaległości, która w znacznym stopniu utrudniała udzielenie precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Howard Lederer pojawił się w dublińskiej siedzibie Full Tilt Poker w poniedziałek, 18 kwietnia.

Jest dziura i to spora...

21 kwietnia przedstawiono gotowy raport finansowy. "To nie była dokładna suma, ale była przerażająca". Różnica między środkami będącymi w dyspozycji FTP a kwotą, która powinna znajdować się na kontach graczy, wynosiła 250 milionów dolarów. Lederer nie miał wątpliwości co do prawdziwości tej liczby. Tylko cztery osoby poznały tego dnia ponurą prawdę. Byli to Ray Bitar, Chris Ferguson, Howard Lederer oraz dyrektor finansowy spółki. "Professor" zapewnia: "Gdy tylko się dowiedzieliśmy, nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby próbować to ukryć. Chcieliśmy to naprawić". Zostało zwołane posiedzenie zarządu wspierane przez cały sztab firmowych prawników oraz doradców.

Po "Czarnym Piątku" Full Tilt przestał być dostępny dla graczy ze Stanów Zjednoczonych. Nadal działał jednak w innych częściach świat i ciągle przyjmował depozyty, pomimo wiedzy, że brakuje im funduszy, by je zagwarantować. "Sytuacja była przytłaczająca. Od razu zaczęliśmy działać i szukać rozwiązań". Pojawiły się pomysły sprzedaży majątku lub wręcz całej firmy, żeby spłacić użytkowników: "Fakt, że nasi klienci nie odzyskają swoich pieniędzy, był nie do pomyślenia. Realność tego scenariusza była dla mnie szokiem".

Współwłaściciel współwłaścicielowi wilkiem

Udziałowcy spółki zostali poinformowani o ustaleniach raportu dopiero po kilku dniach. Jak tłumaczy Lederer, chciano najpierw wypracować jakiś plan działania, który od razu mógłby zostać przedstawiony współwłaścicielom. "Telefon tylko po to, żeby powiedzieć, że jest źle, nie byłby konstruktywny". "Professor" wspomina, że zarówno rozmowy, jak i dalsza współpraca, okazywały się często trudne. "Wielu współwłaścicieli nie brało udziału w codziennym zarządzaniu interesem. Mogli się poczuć pokrzywdzeni. Dostawali wypłaty, myśleli, że firma świetnie sobie radzi i nagle dowiadują się, że brakuje 250 milionów dolarów. Było dużo złości".

Lederer mówi: "To była nasza firma. My jesteśmy odpowiedzialni". I dodaje, że wśród właścicieli była grupa, która podzielała ten tok myślenia i zależało jej na rozwiązaniu problemu użytkowników. Ale była też druga grupa, która przede wszystkim chciała ustalić winnego całej sytuacji. W tym momencie wywiadu Lederer uderza w moralizatorski ton: "Jak ustalenie winnego ma sprawić, że ktokolwiek odzyska swoje pieniądze? To nie rozwiązuje problemu! Jedyne co się wtedy liczyło, to spłacenie naszych klientów. To był nasz moralny obowiązek wobec społeczności pokerowej". "Professor" sugeruje, że nie wszystkim spośród 23 współwłaścicieli na tym zależało i że stawiali oni swój interes na pierwszym miejscu. Nie zdradził jednak, kogo spośród udziałowców Full Tilta miał na myśli.

Inwestor potrzebny od zaraz

Pomysłem na rozwiązanie problemu stało się znalezienie udziałowca, który wpompuje w Full Tilt Poker nowe fundusze. Howard Lederer twierdzi, że było wiele ofert, ale nigdy taka, która zapewniłaby spłacenie graczy. Utrzymuje też, że to z kim ewentualnie FTP nawiązałoby współpracę, było dla niego kwestią drugorzędną. "Uważałem, że powinniśmy zawrzeć umowę z pierwszą osobą, która pojawi się z książeczką czekową i długopisem w ręku".

Na pytanie czemu poszukiwania inwestora się przeciągały, Lederer odpowiada, że on osobiście chciał działać jak najszybciej (wierzył, że uda się podpisać korzystną umowę do końca maja 2011 r.). Obawiał się, że jeśli właściciele Full Tilta będą zbyt długo zwlekać, wartość firmy może spaść poniżej sumy, którą była winna pokerzystom. Jednak część z udziałowców była przekonana, że nie należy panikować i godzić się na pierwszą-lepszą ofertę. "Ja się starałem, ale byłem tylko jednym z wielu".

Howard Lederer wyraźnie próbuje przekonać odbiorców, że to nie on jest czarnym charakterem w tej historii. Jemu zależało na spłaceniu graczy, ale część chciwych udziałowców te staranie torpedowała. W następnej części wywiadu dowiemy się m.in o tym, co "Professor" myśli o pozwie, który złożył Phil Ivey.

by kennajj