Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Howard Lederer przerywa milczenie! Cz. 1

"Przyszedł na to czas, by społeczność pokerowa poznała odpowiedzi na pewne pytania. Wiedza na temat faktów, które dotąd nie zostały ujawnione im się należy. Były ważne powody, dla których pewne sprawy nie były omawiane publicznie. Teraz nadszedł odpowiedni czas". Tak Howard Lederer odpowiada na pytanie, dlaczego zdecydował się na wywiad. Dalej jest już tylko ciekawiej.

Jak u Hitchcocka - trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. Zaraz po wstępie Lederer uprzedza z rozbrajającą szczerością: "Jestem tylko jedną osobą w skomplikowanej, dużej całości. Nie znam wszystkich faktów i nie mam odpowiedzi na wszystkie pytania". W półgodzinnej, pierwszej części wywiadu dla PokerNews zostajemy, przynajmniej częściowo, wpuszczeni za kulisy Full Tilt Poker.

700 tys. dolarów na dobry początek

Howard Lederer

TiltWare, LLC, spółka-matka FTP, powstała w 2003 roku, w Los Angeles. Skrót LLC oznaczą spółkę z, nomen omen, ograniczoną odpowiedzialnością. Howard Lederer opowiada, że założeniem firmy było gromadzenie kapitału ze środków inwestorów strategicznych, czyli znanych, zawodowych graczy w pokera. W gronie współwłaścicieli znaleźli się, obok samego Lederera rzecz jasna, m.in Phil Ivey, Phil Gordon, czy Andy Bloch. We wrześniu 2003 r., TiltWare miało już 0,7 mln dolarów kapitału i mogło podjąć kroki zmierzające bezpośrednio do uruchomienia platformy Full Tilt Poker.

Dla przypomnienia, FTP powstał w czerwcu 2004 r., a pełną zdolność operacyjną osiągnął 10 lipca. W tamtym momencie kapitał firmy wynosił już, jak przyznał Lederer, ok. 2-2,5 miliona dolarów, a kolejni inwestorzy byli pozyskiwani bardzo szybko. Spora część pierwotnego teamu Full Tilta była jednocześnie takimi właśnie inwestorami. "Professor" przedstawił założenia funkcjonowania spółki. Miała się ona opierać na zasadzie, że każdy współwłaściciel ma udziały w firmie. Firma zaś kierowana jest przez wszystkich, do których należała. Praktycznie każda decyzja mogła zostać podjęta zwykłą większością głosów na zebraniu udziałowców. Zostało też wstępnie ustalone, że inwestorzy będą dostawać 5% z zysków firmy.

Pierwszy zarząd FTP został wybrany w składzie: Howard Lederer, Ray Bitar, Perry Friedman, Chris Ferguson i Phil Ivey. Szybko jednak okazało się, że ten ostatni często był "nieosiągalny" i szybko ustąpił ze stanowiska. Jego miejsce zajął Rafe Furst. Niedługo potem ustąpił także Perry Friedman, który, jak opowiada Lederer, nie został zastąpiony, ponieważ nikt z udziałowców nie wykazywał zainteresowania objęciem stanowiska. Przez pierwsze lata Lederer nie dostawał pensji. Miał zacząć dostawać pieniądze, gdyby FTP miało świetne wyniki finansowe. "Rola zarządu była doradcza. Nikt nie był zawodowym członkiem rady nadzorczej". Jednak powiedzieć, że niektórym członkom zarządu brakowało kompetencji, to jak nie powiedzieć nic.

Ostatni obrońca Raya Bitara

Ray Bitar

Ray Bitar był członkiem zarządu TiltWare i pełnił funkcję dyrektora zarządzającego. Byli pracownicy opisują go jako niedoświadczonego, bez wykształcenia, a co bardziej złośliwi mówią wręcz o tym, że pisanie i czytanie sprawiało mu problemy. Czy był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu? Howard Lederer odpowiada następująco: "Czy miał odpowiednie kwalifikacje? Nie. Nie w tradycyjnym znaczeniu. Wiem, że był oddany firmie. Czy miał wykształcenie w zarządzaniu biznesem? Nie, nie miał. Nie miał odpowiedniej edukacji, ale był współwłaścicielem, dużo zainwestował i był przyjacielem Chrisa". Zdaje się, że właśnie przyjaźń z Chrisem Fergusonem miała tutaj znaczenie decydujące. "Myślę, że ogólnie wykonywał bardzo dobrą robotę. Miał dużo zwolenników i dużo przeciwników. Na jego miejscu nie było o to trudno".

Faktycznie, współpraca na szczytach FTP nie należała do wzorowych. Wśród zagorzałych przeciwników Raya Bitara byli m.in Perry Friedman i John Juanda. Ten drugi zgłosił ponoć kiedyś swoje obawy ws. obsługi klientów. W odpowiedzi miał usłyszeć, że nie ma prawa mówić, jak kierować firmą, bo jest tylko udziałowcem i nikim więcej. "Taka rozmowa mogła mieć miejsce. Ten sposób odpowiedzi niesie jednak ze sobą implikację: jeśli chciałbyś być kimś więcej, przepis jest prosty. Zbierz 51% głosów właścicieli, odwołaj Raya Bitara i przejmij zarządzanie firmą". W taki sposób uciął temat Lederer, dodając, że jedynym obowiązkiem współwłaścicieli było wybieranie kierownictwa spółki. I chociaż z jednej strony potwierdza, że była grupa, która bardzo nie lubiła Bitara oraz chciała jego usunięcia, to jednak utrzymuje, że nigdy nie doszło do takiej próby.

Konta bankowe - co za różnica?

I tak docieramy do najbardziej kontrowersyjnej części wywiadu. Wynika z niej bowiem, że Full Tilt miał wiele kont bankowych. Nie ma w tym jeszcze nic dziwnego, ale Howard Lederer przyznaje, że nie było jasnego podziału na to, z którego konta płacone są rachunki, które służą do rozliczania się z pracownikami, a na którym znajdują się depozyty graczy. Na pytanie o dyskusję i świadomość wśród udziałowców, na temat czytelnego rozdzielenia kont, odpowiada: "Nie, to nie mój zakres obowiązków. Nie jestem finansistą, ani księgowym. Pokazywano mi ogólne raporty i księgi finansowe dość często. Byłem pewien, że w każdej chwili byliśmy przygotowani na konieczność wypłacenia graczom ich pieniędzy". "Professor" dodaje zresztą, że ani organy kontrolne, ani społeczność pokerowa nie wymagały od nich dowodów w tej kwestii. "Kiedy na kontach graczy było więcej pieniędzy, niż teoretycznie powinno być, nikomu to nie przeszkadzało".

Pamiętny komunikat

Według Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych prawie 444 miliony dolarów zostały wypłacone z pieniędzy znajdujących się na kontach graczy. Lederer zarzeka się jednak, że dystrybucja pieniędzy dla właścicieli nie pochodziła z depozytów użytkowników FTP. Rozpoczęła się ona wiosną 2007 roku. "Udziałowcy chcieli wypłat, ale żaden by ich nie wymagał, gdyby nie miał pewności, że nie moglibyśmy wtedy spłacić graczy. Na pewno nie można powiedzieć, że właściciele byli chciwi i myśleli tylko o pieniądzach". Lederer broni byłych współinwestorów, przedstawiając ich jako uczciwych ludzi, którzy chcieli tylko korzystać z zysków spółki. Jedna osoba została wzięta w szczególną obronę: "Jedynym, który ostro sprzeciwiał się wypłacaniu pieniędzy dla inwestorów, był Chris Ferguson. Jemu nie zależało na pieniądzach. Nie był też rozrzutny".

Utrata kontroli

Howard Lederer opowiada także o konsekwencjach, jakie miała decyzja o przeniesieniu siedziby TiltWare do Dublina: "Kiedy byliśmy w Los Angeles, spędzałem tam większość mojego czasu, miałem kontrolę i dobre stosunki z wieloma pracownikami oraz duży wpływ na kulturę pracy. Zdecydowanie straciłem tę kontrolę w Dublinie. Nie byłem z tego zadowolony, ale wielu sprawom nie mogłem po prostu zapobiec". Lederer dostawał sygnały o spięciach do jakich dochodziło pomiędzy amerykańskimi i irlandzkimi pracownikami FTP. Powiedziano mu, że dzieje się coś złego. "Nie miałem o tym pojęcia. Może sytuacja zaczynała mnie przerastać. Straciłem kontakt z większą całością.
Z drugiej strony miałem wrażenie, że Ray ma wszystko pod kontrolą
".

Po przyswojeniu wywiadu nasuwa się jedno zasadnicze pytanie: skoro było tak dobrze, dlaczego wyszło tak źle? Dostajemy oto obraz człowieka, który chciał jak najlepiej. Pomimo problemów i sporów, widział, że firma się rozwija i generuje zyski budując coraz lepszą kondycję finansową. Lederer nie stwarza wrażenia człowieka, który czegoś żałuje i ma poczucie winy. Czy to tylko "na pokaz", czy faktycznie nie ma sobie nic do zarzucenia? Ta kwestia pozostaje jeszcze bez odpowiedzi. Ale w tym obrazie skromnego, mającego na względzie przede wszystkim dobro użytkowników człowieka pojawiały się skazy. Nie potrafił sobie przypomnieć np. jak miał na nazwisko dyrektor finansowy jego firmy ("Mam słabą pamięć do nazwisk, ale bardzo go lubiłem"). Przy niektórych odpowiedziach wychodziła z niego arogancja. Pozostaje nieodparte wrażenie, że choć zgodził się na wywiad, to mówi zdecydowanie mniej, niż faktycznie wie.

by kennajj