Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Historia pokerzysty, hazardzisty, oszusta oraz oszukanego - część 1

Miikka Anttonen przeżył tak wiele, mimo swojego młodego wieku. Nie pamięta już, ile razy trafił niewłaściwy kolor w ruletce. Nie pamięta, jak często karta na river pozbawiła go całego bankrolla. Oszukiwał ludzi, ale nie raz los odpłacił mu się tym samym. Oto jego historia: od bezdomnego na ulicach Sydney do bogacza w Tajlandii.

anttonen

Rzadko trafia się nam przeczytać podobną historię. Miikka Anttonen w ciągu kilku miesięcy stał się legendą fińskiej społeczności pokerowej, by później systematycznie stawać na krawędzi pomiędzy życiem oraz wegetacją. Codzienna walka z własnymi słabościami oraz głupie błędy młodości sprawiły, że około dwadzieścia razy przechodził drogę od zera, wygrania kilkudziesięciu tysięcy dolarów w pokera i ponownie do pustego konta.

25-latek spotkał się z wieloma opiniami na temat własnej osoby, z których najłagodniejsze to: oszust, hazardzista, złodziej, degenerat. Anttonen dawno temu postanowił podzielić się swoją historią ze światem. Nie wiedział, jak prosta czynność założenia własnego bloga zmieni jego życie.

Nienawidzę tego, w jaki sposób się zachowywałem i potrzebowałem kilku lat, by dotarło do mnie, jakim byłem kretynem. Opisuję swoją historię, ponieważ jestem na to gotowy. (...) Kiedy patrzę na siebie w wieku 20 lat, widzę idiotę, a mam dopiero 25 lat. Zastanawiam się, w jaki sposób ocenię swoje działania przekraczając czterdziestkę.

Rozwój hazardzisty

Miikka Anttonen urodził się w Finlandii i od najmłodszych lat obstawiał wydarzenia sportowe, głównie piłkę nożną i hokeja na lodzie. Od dziesiątego do piętnastego roku życia zaliczył trzy wygrane, z których każda była równa ponad dziesięć tysięcy dolarów. Ukrywanie tak zarobionych pieniędzy przed samotnie wychowującą go matką weszło mu w krew i nigdy nie powiedział jej o późniejszych przygodach hazardowych.

Najmniejszą z nich wydaje się być przegrana 30 000 $ na automatach, w których maksymalny zakład wynosił 1 $. Był w stanie grać na pięciu z nich w tym samym momencie. Przyznaje, że hazard tego typu go wykańczał, ale przeznaczał na niego tylko pieniądze wygrane na zakładach.

Opuścił college i rozpoczął pracę w McDonaldzie. To wtedy pierwszy raz spojrzał na swoje życie i rysującą się przed nim przyszłość. Zdecydował skończyć z hazardem. By nie czuć dawnej pokusy, zakazał sobie odwiedzania miejsc, gdzie stoją automaty. Podjął bardzo radykalne kroki. Dał się nawet złapać na kradzieży w najbliższym ośrodku bukmacherskim, do którego po tej sytuacji miał zabroniony wstęp. Porzucił stare znajomości z hazardzistami i skupił się na nowym życiu.

Mały chłopiec w wielkim świecie

australia

Niedługo później wyjechał do Australii. Krótkie wakacje zamieniły się w pełną przeprowadzkę. Zaczął pracować na jednej z farm i to właśnie tam poznał pokera. Wygrał swój pierwszy rozgrywany turniej Sit'n'Go STT o wpisowym 20 $ winner-takes-all, nie znając zasad gry. Myślał, że złapał Pana Boga za nogi, a żyłka hazardzisty znowu przejęła nad nim kontrolę.

Dzień później rzucił pracę i z 3000 $ w kieszeni wyjechał autobusem do wielkiego miasta, by szukać szczęścia w kasynach. Nie posiadał własnego mieszkania, więc noce spędzał na kanapach u znajomych. W pierwszym wypadzie do kasyna w Brisban stracił wszystkie swoje oszczędności.

Przeprowadził się do Sydney, by uczestniczyć w prowadzonych tam grach. Zaliczył krótką przygodę z pracą na lotnisku, ale po pierwszej wypłacie rzucił ją i skierował się ponownie do kasyna. Skutek - puste kieszenie oraz skaza na jego dumie.

"Aby tylko się odegrać" - myślenie hazardzisty. Postanowił wziąć szybką pożyczkę o wysokości 1000 $. Jedną, drugą, trzecią... po dwóch tygodniach mieszkał na ulicy i posiadał 20-tysięczne długi.

W czasie dnia zbierał puste butelki i prosił przechodniów o pieniądze. Po kolejnych nieudanych próbach podboju pokerowych stolików zdecydował, że czas wrócić do domu.

Zamienić 120 $ na 20 000 $

Anttonen musiał podjąć kolejną pracę w swoim rodzinnymi mieście, by mieć możliwość spłaty ogromnego zadłużenia. Zatrudnił się na stacji benzynowej, gdzie wkrótce poznał swoją kolejną miłość.

Na koncie pokerowym, które założył w Australii i nie używał od tamtego czasu zbyt często, pozostało mu 120 $ z ostatniej wypłaty rakebacku. Nie mógł wykonać depozytu, gdyż wysłanie pieniędzy na konto bankowe równało się ze spłatą kolejnej raty długu. Skupił się na grze Sit'n'Go i poświęcał jej cały wolny czas.

W tym okresie wzrosła popularność jego bloga. Opisywał na nim swoje przygody, wielkie przegrane oraz walkę z samym sobą, o której można było wyczytać z tytułu: The Poker Diary Of A Gambling Addict.

wyniki
Wyniki gier S'n'G z tamtego okresu

Skontaktował się z innym grinderem S'n'G STT, który każdy miesiąc kończył na pięciocyfrowym plusie. Chociaż nie rozumiał ponad połowy przekazywanych mu rzeczy, umiał świetnie naśladować ludzi. Spoglądał czasami na grę swojego znajomego i kopiował wszystkie jego ruchy.

W 2007 roku nie potrzeba było dużo więcej, by wygrywać w internecie. W ciągu trzech miesięcy dobił bankrollem do 20 000 $ i posiadał pieniądze na spłatę całego zadłużenia.

W tamtym momencie myślałem, że najgorszy okres w moim życiu przeminął. Mogłem skupić się na pisaniu na najczęściej odwiedzanym blogu pokerowym w Finlandii, grindowaniu S'n'G oraz pracy na stacji, by to wszystko przełożyło się na wygodne życie. Wszystko to na mnie czekało, gdybym tylko kolejny raz tego nie spieprzył.

Roll na stół

Pewnej kwietniowej sobotniej nocy, grindując zwykłą sesję S'n'G, napotkał na niesamowity bad run. 100 buy-inów bardzo szybko uciekło z jego konta. Był to największy downswing, jakiego doświadczył w życiu.

Na biurku miał przyklejoną kartkę z poradą: "Kiedy uświadczysz bad beata, oddychaj. Pamiętaj, co się działo w 2007 roku. Nie chcesz do tego wrócić. Nie bądź głupi." Notatka po chwili wylądowała w koszu.

Otworzył stół NL200 i bardzo szybko przegrał 2000 $. Na jego koncie zostało jedynie 600 $. Możecie już się domyślać, co się stało później. Przeniósł całego rolla na NL600.

Ciągle pamiętam screen name mojego przeciwnika. To był J. Braddock, jeden z regularnych graczy na tych stawkach Ongame, czego oczywiście w tamtym momencie nie wiedziałem. (...) Część mnie chciała przegrać ten mecz.

Było to uczucie, którego doświadczyłem wiele razy w mojej karierze. Było to coś perwersyjnego. Robisz wszystko, by wygrać, spędzasz godziny na studiowaniu i stajesz się coraz lepszy. Poprawiasz swoją grę do tego stopnia, że jest ona aż zbyt dobra. Jednak ciągle chcesz stracić wszystkie pieniądze, ponieważ bankructwo oznacza wolność. Bankructwo oznacza, że żadna z negatywnych emocji, które doświadczasz w czasie gry, nie może cię już zaatakować, gdyż nie możesz grać. Jesteś wolny. Możesz robić, co ci się żywnie podoba. Nie musisz już doświadczać przyspieszonego bicia serca, wzrastającej adrenaliny, rozczarowania, gdy trafisz niesprzyjającą kartę na riverze. Nie musisz już dziesięciokrotnie sprawdzać stan swojego konta podczas każdej sesji, uwalniasz się od całego stresu. Nie musisz już postować rąk na forum, sprawdzać profitowości swojego pusha w SnG Wizardzie. Jesteś wolny, ponieważ opuściłeś ten wyścig szczurów. Jedynie bankructwo może cię uratować przed włączeniem kolejnego pokerowego stołu. Był to pierwszy raz, gdy poczułem, że koniecznie chcę przegrać. Chciałem popełnić pokerowe samobójstwo albo przynajmniej zrobić sobie małą przerwę.

W części drugiej dowiecie się, jak zakończyła się gra z J. Braddockiem oraz w jaki sposób otrzymać sponsoring warty 70 000 $ na NL4. Przeczytacie o nowej pracy w magazynie pokerowym, oszustwie w Main Evenecie World Series of Poker, uzależnieniu od alkoholu, zdarzeniach w Warszawie, które prawie doprowadziły do śmierci jego towarzyszki życia i kolejnym upadku na dno.

by dlrzz

//