Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Fortuna turystów, czyli poker dla każdego

To tylko kilka dni i kilkaset rozdań. Wystarczy wiedzieć, kiedy przyłożyć się do flipa, raz na jakiś czas chwycić dwuoutera, dostać asy wtedy, gdy przeciwnik dostaje króle - i już jest się mistrzem świata. Historia Main Eventu pokazuje, że niekiedy jest to recepta kompletna.

W gronie zwycięzców turnieju głównego World Series of Poker są najlepsi z najlepszych. Członkowie Poker Hall of Fame, posiadacze kilku bransoletek, gracze utalentowani i wyuczeni; Ci, którzy potwierdzili swą markę i ci, którzy mają jeszcze na to sporo czasu.

Poker jednak jest grą umiejętności częściowo uwarunkowaną czynnikiem szczęścia i owe "warunki" niejednokrotnie przeważały szalę w najważniejszej, pokerowej rozgrywce. Komuś Jowisz przeciął cień orbity Saturna, jakieś dziadostwo weszło w konstelację Smoka i z kranu lała się tequila, do drzwi zapukała Magda Mielcarz, a każdy board współpracował, gotując błyszczącą bransoletkę i miliony dolców. Ilu było takich "autorów jednego przeboju"?

Minuta ciszy...

W 1979 roku na grę w Main Evencie chęci nabrał drobny hazardzista-amator, Hal Fowler. Mówi się, że nie miał nawet pieniędzy na pokrycie wpisowego, ale wspaniałomyślny i świetnie dodający procenty Benny Binion wyciągnął doń pomocną kieszeń. Wiedział, że full bije straighta i że set z flopa to samograj - i raczej nic poza tym, umiejętności nabywał w trakcie gry. Nikt go wcześniej nie widział i nikt nie spodziewał się, że zobaczy go kiedykolwiek. Los jednak chciał inaczej.

Fowler popełniał straszne błędy, ale szczęście było po jego stronie. Sprawdzał preflop potężne 3-bety z JTo, by na stole oglądać AKQ. Gutshoty rozgrywał jak gotowe ręce i szukał koloru z any-two suited - po prostu "Yoda oddsów". W ten właśnie sposób dotarł do stołu finałowego, gdzie za przeciwników miał m.in. Johnny'ego Mossa, "Chipa" Reese'a, Bobby'ego Baldwina i "Chicago" Sama Petrillo. Crandell Addington, który także padł ofiarą magii Fowlera, powiedział, że w pewnym momencie gry żetony Hala ledwie wystawały zza pojemników z Valium i amfetaminą; stwierdził, że amator raczej nie wiedział, co robi. Ale wcale nie musiał.

W heads-upie rywalem Fowlera był do dziś uważany za jednego z najlepszych pokerzystów na świecie, Bobby "The Wizard" Hoff. Krył on stackiem swego rywala, aż przyszło rozdanie, w którym jego steal z Q6o został sprawdzony przez KJo Fowlera. Q52 na flopie i check-check, J na turnie - i wszystkie żetony wylądowały na środku. Na river spadł jednak kolejny walet i Fowler otrzymał ente życie.

"Nikt - NIKT - nie mógł wygrać z Fowlerem tamtego dnia. Nawet Bóg. Gość po prostu zawsze dostawał właściwe karty" - tak ME'79 wspominał T.J. Cloutier. Gdy skuty Valium Fowler poczuł zmęczenie, zapowiedział nawet, że będzie pushował każdą rękę. Ostatnie rozdanie mówi samo za siebie: Hoff odnajduje rakiety i preflop gra potężny raise. Fowler odpowiada sprawdzeniem z... . Na flopie "The Wizard" odpalił zacnego c-beta, co amator sprawdził ze swym gutshotem. W niebie jednak komuś musiały pomylić się przyciski i na turnie spadła . Ostatnie żetony Hoffa wylądowały na środku stołu, ale nawet piąty street nie mógł mu w niczym pomóc. Zszokowany Hoff z wolna wstawał od stołu w najbardziej wstydliwej chwili w historii pokera. Gry umiejętności.

Latający dywan

W 1999 roku Irlandczyk Noel Furlong miał już 62 lata i z pewnością niemałe doświadczenie, jednak karciana scena Dublinu lat 80-tych nie mogła zapewnić takiego przetarcia, jak bezwzględne Vegas. Wszak Furlong był człowiekiem biznesu, właścicielem przynoszącej milionowe zyski fabryki dywanów i w karty grywał z ludźmi, którzy "lubili czasem przegrać". Czy obycie w "prezydenckich gierkach" gwarantowało zdobycie Horseshoe? Nie sądzę; Furlong nie wiedział nawet, jak gra się cashówki...

Przy stole finałowym dziadek Noel miał zacnych towarzyszy, m.in. Erika Seidela, Pedraiga Parkinsona oraz - przede wszystkim - uważanego wówczas za najlepszego gracza na świecie mistrza świata z 1996 roku, Hucka Seeda. W kluczowej ręce dnia posiadający drugi stack Seed wlimpował się do puli, w odpowiedzi na co Furlong (chip leader) podbił o pięciokrotność BB (wynoszącego 20k). Huck wyczuł słabość ręki Irlandczyka i kontynuował swe złodziejskie przedsięwzięcie (), grając all in. Był to pojedynek dwóch zdecydowanie największych stacków i limp/raise Seeda musiał wyglądać mocno. Furlong uznał jednak, że wchodzi w zakres sprawdzenia. Kto zagrał słusznie - oceńcie sami.

Treflom udało się obronić i wkrótce Noel szykował się do heads-upu, w którym pokonał późniejszego zwycięzcę dwóch eventów World Poker Tour, Alana Goehringa. Czy starszy pan z Dublina był najlepszym pokerzystą 1999 roku? Śmiem wątpić.

Afera "Fryzjera"

Może Robert Varkonyi jest solidnym felietonistą Card Playera, ma dyplom MIT, matematyczny umysł i ogromny szacunek dla Davida Sklansky'ego - w pokera gra jednak kiepsko. Gdy jako absolutny amator dostał się do finałowego stołu Main Eventu WSOP w 2002 roku, Phil Hellmuth, zszokowany nędznym poziomem jego umiejętności zapowiedział, że jeśli Varkonyi sięgnie po mistrzostwo, ten obrzępoli się na łyso. Wkrótce "Poker Brat" musiał szlifować ostrze, bo Robert niespodziewanie triumfował.

Varkonyi za swoją ulubioną odmianę uważa Stud Hi/Lo, jednak nigdy jej nie skeszował i właściwie nigdy w nią nie grał. Co roku wraz ze swą żoną Olgą próbuje swych sił w turniejach World Series, jednak przy stole jest bardziej pasywny niż gwałcona nimfomanka i jeśli zarabia w turnieju, to minimum. Nie wierzę, że w 2002 roku nie było lepszych. Mieli oni po prostu mniej szczęścia.

BadLuckBreaker

No dobra - superblef przeciw Sammy'emu Farha był przedniej jakości i biorąc pod uwagę ciężar pojedynku i zieleń leżących obok plików pieniędzy, amator "dźwignął to" perfekcyjnie. Ale co wygrał Chris Moneymaker oprócz turnieju głównego World Series of Poker w 2003 roku? Tak, ja też musiałem sprawdzić, bo nic nie przychodziło mi do głowy. I rzeczywiście - zwycięzców satelitek do PCA i Gold Strike World Poker Open nie musiałem wcale pamiętać.

WSOP A.D. 2003 dokładnie udokumentowany został na YouTube: "Moneymaker cracks Farha's aces", "Chris Moneymaker sucks out Sammy Farha", "Johhny Chan coolered", "Unlucky Dan Harrington loses to Moneymaker", "Lucky Moneymaker eliminates Jason Lester"... I nic w drugą stronę. Jeśli ten, który zmienił oblicze pokera powie kiedyś, że podczas kluczowego Main Eventu brakowało mu szczęścia, z pewnością zasłuży na karnego... nie powiem co... za niewdzięczność.

Dwanaście milionów przyjemności

Wreszcie nadszedł czas na 2006 rok i jedną z bardziej narowistych czarnych owiec (baranów?) pokera. Gadatliwy, krnąbrny i cwaniakowaty Jamie Gold mógł pozwolić sobie na wszystko, gdyż w boskim, sierpniowym losowaniu Lotto szczęścia anielska rączka skrzydlatej sierotki Marysi sięgnęła akurat po kupon z Malibu. Gdybym miał pisać newsy wyłącznie o pokerowych dokonaniach Golda, dawno bym się przebranżowił. Pustka, null, nędza, kaplica.

Nie można powiedzieć, że w feralnym dla pokerowego świata turnieju głównym World Series Jamie grał źle - wręcz przeciwnie, dominował niemal każdy stolik, stając się królem spektaklu, a gdy zdobył miażdżący stack, bał się mniej niż matka szóstki dzieci niemowlęcej kupki. Wszyscy jednak gralibyśmy tak samo, wystarczyło mieć Boga po swojej stronie. Wtedy nawet bluff timing bliski jest "setki".

Największy z wielkich

Wreszcie ten, który jako jedyny chyba równać się może z przekiepskim Fowlerem. Jeśli ktoś uważa, że Jerry Yang zasłużenie zdobył tytuł mistrza świata, ten powinien odstawić psychodeliki i nigdy już nie mieszać wódki z Round Upem i Borygo. Nie dziwę się Tuanowi Lamowi, że rzucił wielki poker, bo choć on sam nie grał nawet zadowalająco, to porażka z Yangiem musiała spowodować jakiś uszczerbek. To tak, jakby przegrać z dzieckiem.

Po sukcesie w Main Evencie w 2007 roku Jerry the Hmong oczywiście dokładał kolejne podejścia na World Series, ale nie oszukujmy się - szanse na szóstkę w totka są marne, jakie więc są szanse na dwie szóstki w życiu? Gdy śledziłem akcję na NBC National Heads-Up Poker Chamionship w 2010 roku nie mogłem sobie nawet wyobrazić, co dzieje się w głowach Mike'a Matusowa, Jen Harman i Barry'ego Greensteina. OK, that's only one game and that's poker, but... that's Jerry Yang, for Christ's sake!

Wielotysięczne fieldy turniejów głównych w ostatnich latach znacznie zwiększają prawdopodobieństwo, że powyższa lista poszerzać się będzie o kolejne nazwiska. A jak będzie w tym roku? Czy Main Event wygra doświadczony profesjonalista live, uznany gracz online, a może totalny amator, dla którego będą to ostatnie wielkie pieniądze zarobione na grze w karty? Podzielcie się swoimi przewidywaniami w wątku na forum:

by acebestini