Emocja zostaje do końca
Części składowych tworzących pokerzystę kompletnego jest multum, jednak można zestawić je w dwóch głębszych worach: matematycznych umiejętności oraz zdolności do analizy zachowań przeciwników i umiejętnej gry przed ich żądnymi pewności oczami. Czerpanie z wypchanych po brzegi dwóch worów musi być gwarantem sukcesu. Czy jednak oba ważą tyle samo?
W latach osiemdziesiątych w Stanach grano w solidne karty, a każdy, kto chciał przekonać się, iż sukcesu nie musi wcale zapewniać deal z dealerem i największy kaliber ukryty pod blatem stołu (bez skojarzeń, proszę...), mógł zagłębić się w biblijne stronice "Super/Systemu" oraz gąszcz tabel Mike'a Caro i Joeya Hawthorne'a choćby. W Polsce mieliśmy zupełnie inne realia, co wcale nie oznacza, że w trzeciorzędnych spelunach i mordowniach roiło się od Janów Nowickich.
Czar PRL-u - wszystkie kolory tęczy
![]() |
| Tak, panie Maverick, to as pik. Well played. |
Ogromna większość polskich "pokerzystów" w tamtym czasie matematyką nie zaprzątała sobie głowy. Dlaczego w naszym kraju poker do dziś w oczach naszych mam i babć trąci hazardem? Nie dlatego, że z podwórkowego kasyna można było wrócić z naszyjnikiem z perłowych ząbków, ale dlatego, że w tamtych czasie poker ów hazardem był w najczystszej postaci.
Opory przed sprawdzeniem zakładu w ciemno odbierane były zawsze jako tchórzostwo i niedobory w atrybutach męskości. Dobieranie karty do gutshota nigdy nie opierało się na opłacalności - częściej na czerwieniejącej facjacie Grubego Zdzicha i świadczyło o posiadaniu atrybutów iście końskich.
Wiele rozdań rozegranych z Grubym Zdzichem pozwoliło nauczyć się mapy jego skórnych przebarwień i gęstości śliny w chwilach zdobywania K2, kiedy to znaczniej trudniej przepchnąć ją w otchłań przełyku. W końcu jednak owy "Super/System", rozumiany znacznie szerzej, trafił w ręce naszych ojców i czasy dobierania do guthosta pod opasłego Zdzisia odeszły bezpowrotnie.
Nie, bo się nie opyla
![]() |
| "I really thought he had pocket kings..." |
Dziś wartość gracza live opiera się na wskazanych wyżej dwóch worach. Z jednej strony to obliczanie prawdopodobieństwa, opłacalności, przypisywanie zakresu i obieranie wypadkowego wektora. Z drugiej strony, by móc określić zakres i korygować go na podstawie decyzji rywala, niezbędna jest wspólna historia - wszak z unka i Salomon nie naleje EV. W grze na żywo musimy sami sobie być trackerem.
Element potęgi percepcji istotny pozostaje niezmiennie. Co bowiem da nam Deep Blue w umyśle, jeśli z dobrą ręką symulować będziemy Parkinsona i drapać do czerwoności właśnie lewe ucho? Co da nam hitting the range, jeśli przeciwnik zrobi nas jak Maradona tunezyjskiego arbitra w pamiętnym meczu z synami Albionu? Pustą kieszeń. Aby wygrać, dziś potrzeba kompletności.
A gdybyśmy musieli wybrać, która nogą chcemy wykonać karniacza? Czy w turniejowej, powiedzmy, grze live lepiej odnaleźlibyśmy się z mistrzostwem w czytaniu ludzkich myśli, czy komputerową dokładnością? Zakładając oczywiście, że drugi z worków nigdy nie będzie pusty.
W końcu dochodzi do zderzenia
Ktoś, dla kogo szczytem poker face jest powstrzymanie się od uśmiechu po otrzymaniu rakiet, nie tylko darować może sobie próby czytania między wierszami, ale także zapędy do wielkich blefów.
Oczywiście w sytuacjach, gdy do głosu dochodzi "krótkie" M, nie trzeba wielkich umysłów by wiedzieć, co robić. Ale kiedy gramy heads-up na sporym deepie przy porównywalnych stackach, o wiele częściej niż punktowanie jednego z graczy następuje wymiana poznawczych ciosów, po której dochodzi do kluczowego rozdania.
W pierwszym przypadku mamy do czynienia albo z tą złotą chwilą całkowitej dominacji, kiedy na każdym niemal flopie trafia się dwie pary, albo właśnie z przewagą psychologiczną: wciąganiem rywala w rozdania, gdy jesteśmy z przodu i wyrzucaniem go z rozdań, kiedy jesteśmy z tyłu. W drugim przypadku także to gra rywalem ma znaczenie pierwszorzędne. Pozwala nam wyczuć blef i umiejętnie blefować (zostawmy coolery i showdowny preflop do 3-betu), pozwala nam wciągnąć go w naszą grę wyciągania value i uniknąć rozdań, kiedy jego tętno bije w tempie dwóch asów. Koniec końców - to emocja decyduje, i emocja zostaje do końca.
To feel the flow
![]() |
| "Wawaweewa! Got queens, right?" |
Jeden z naszych regularnych Diamentów zdradził kiedyś na kartach swego bloga, że generalnie gra "na czuja", a że potrafi to robić, kręci nieziemski profit. Oczywiście z punktu widzenia pokerowej szkoły brzmi to jak herezja, ale przecież nie zmienia to faktu, że siadając do NL2 SSS to tabela rąk startowych jest głównym wyznacznikiem poprawności gry.
Wyżej dopiero pojawia się tricky play i próba wyprowadzenia w pole gościa, który skrzętnie kreśli w myślach ramy naszego zakresu. To poker online - a w grze na żywo znaczenie tej "żywej" wartości wzrasta wielokrotnie.
Wielu sieciowych profesjonalistów, ufnych swojej ponadprzeciętnej agresji, nie boi się turniejowych prosów live, przyzwyczajonych do "filowania". Gdy jednak dochodzi do kluczowych rozstrzygnięć, ciemne okulary i laakowski kaptur mogą okazać się niewystarczające, bo rywal wcale nie będzie kierował się tezą, że "on tam może mieć K9",a przekonaniem, że "on tam nie ma K9". I sprawdzi, choćbyśmy linią gry reprezentowali lepiej niż Rychu Peja biedę.
Dużo tu uproszczeń, ale poker jest na tyle skomplikowany, że wszystkie aspekty nie zmieściłyby się w żadnym z tomów. I żeby zostać Alfą i Omegą też trud daremny. Ale koniec końców - to emocja decyduje. I emocja zostaje do końca.
by acebestini


