Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Dealer's Choice

Pięć lat temu synonimem pokera był Texas Hold'em i pytanie "w co gramy?" ocierało się o śmieszność. Dziś inicjację z pot-limit Omaha za sobą ma niemal każdy, wielu poszło krok dalej, romansując z wariantem Hi/Lo. Po tym, jak Shaunowi Deebowi zabrakło nadgarstków na zegarki SCOOP ugrane w studach, jest dość prawdopodobne, że dla niektórych będzie to impuls do ukrojenia sobie kromki siedmiokartowca.

Od takiego widoku na wyobraźnię lepiej działa jedynie
Scarlett Johansson w obcisłym kostiumie Czarnej Wdowy

Na przyszłość pokera jednostki nie mają wpływu, jednak to, w co będziemy grali za dwadzieścia lat, staje się coraz częściej przedmiotem dyskusji. Większość uważa, że pozycja no-limit Hold'em jest niezagrożona. Z marketingowego punktu widzenia wyraża najbardziej korzystny stosunek przejrzystości zasad do generowanych emocji i indukcji "rich wannabe thinking". Pompowany Main Event WSOP pozostanie grą NLHE po wsze czasy i to widok kolejnego randoma z setkami opasłych, zielonych plików wokół siebie i wygrywającą ręką w zębach błyśnie w oczach widzów ESPN i ekranu powitalnego PokerStars. Dopóki pozycja Hold'em bez limitu odpowiadać będzie wszystkim "na górze", dopóty w niej właśnie zamykał się będzie poker laików.

Są jednak tacy, którzy na bazie tempa wzrostu popularności PLO gotowi są stwierdzić, iż kwestią czasu tylko jest zmiana lidera. Paru zwolenników ma natomiast teoria, że "na niskich stawkach gra się w to, w co grają nasi idole na stawkach wysokich". Jeśli prawdopodobnym jest, że high stakes akcja przeniesie się kiedyś na stoliki mixed games lub Deuce-to-Seven Triple Draw, najniższe poziomy tychże pękną w szwach, a za pędem ciekawskich posypie się value karcianych dziewic i prawiczków. Historia nie traktuje jednoznacznie - z jednej strony przedstawia nam kalejdoskop różnorakich odmian i rollercoaster ich popularności, z drugiej strony "głaz stoi" - wszystko płynie, ale wielki Main Event to zawsze no-limit Texas Hold'em.

Cincinnati Kid vs. Little Lady

My mamy swoją draw-przeszłość...

W latach pięćdziesiątych XX wieku tyleż znano odmian, ile na amerykańskiej mapie widniało oaz karcianej rozrywki. Prym wiodły jednak dwie spośród nich - uważana w niektórych stanach za stricte hazardową Five Card Stud oraz "gra umiejętności" [sic!] Five Card Draw. Zaczynano talią dwudziestokartową, potem dorzucono dziewiątki, grano od siódemek, czwórek, w końcu 52 kartami, następnie wymyślono wariant Deuces Wild z dwójkami jako jokerami, by wkrótce dodać samego jokera. I choć dla oderwania od codzienności dość często łupano w Ace-to-Five Draw (dobieranego Razza), to jednak chcąc gdziekolwiek zagrać w karty pierwsze pytanie, jakie padało z ust miejscowego zaganiacza, brzmiało "Stud or Draw High?".

W latach sześćdziesiątych karty zaczęły otrzymywać pierwszoplanowe role w filmach: Five Crad Draw choćby w "A Big Hand for a Little Lady" Fieldera Cooka, natomiast Five Card Stud w "Cincinnati Kid" Normana Jewisona ze Stevem McQueenem. Gdy jednak w kinach zasiadano do premierowych projekcji, na firmamencie pokerowych odmian znalazły się kolejne. Jedną z nich była królewska wśród wojennych weteranów Seven Card Stud, która dając więcej streetów i więcej niepewności concealed cards  szybko zdobyła uznanie nawet najbardziej zatwardziałych dziadków, siedzących w swych słomkowych kapeluszach w zakurzonej ciszy przedmieść metropolii Mississippi.

Żądzę dynamiki gry zaspokajał natomiast wariant no-limit Deuce-to-Seven Single Draw (zwany Kansas City lowball), któremu w tempie gry nie dorównał nawet NLHE. Na przednówku World Series of Poker grano więc w Draw High, Ace-to-Five, Deuce-to-Seven, Five Card Stud i Razz, natomiast niekwestionowaną grą nr 1 był Seven Card Stud. Do czasu, gdy w 1967 roku Doyle Brunson, "Amarillo" Slim Preston i Crandell Addington dotarli do Nevady.

"Know when to hold'em, know when to fold'em..."

Więcej tu historii niż w podręczniku Kamińskiej

Texas Hold'em był odmianą idealnie wpisującą się w oczekiwania ówczesnych pokerzystów. Tak jak część gier draw można było rozgrywać go bez limitu, jednak oferował dwie rundy zakładów więcej. Tak jak Seven Card Stud oferował wiele rund zakładów, ale można było rozgrywać go bez limitu. W niektórych stanach był nielegalny, ale co to obchodziło Benny'ego Biniona, Shelby Williamsa, Del Webb i wyjątkowy mikroklimat Vegas?

Wobec problemów z legalizacją przez wiele lat (a w niektórych regionach do dziś) Texas Hold'em ustępował lokalnie miejsca grom stud, od początków WSOP jednak wiązał się z największym prestiżem, zaś Main Event był najbardziej pożądanym turniejem do wygrania. Na przestrzeni lat pojawiły się odmiany splitowe, aż na początku lat osiemdziesiątych pokerzysta Robert Turner przedstawił jednemu z największych pokerowych autorytetów, przeszło siedemdziesięcioletniemu wówczas zdobywcy czterech bransoletek Billy'emu Boydowi zasady wariantu Omaha (wtedy z limitem), a ten zaoferował grę kasynu Golden Nugget (nazwano ją "Nugget Hold'em"). Omaha zadebiutowała na World Series w 1983 roku.

W późniejszych latach pojawiały się pokerowe ciekawostki, które przez krótkie okresu zaprzątały głowy zawodowych pokerzystów. Tak było z chińskim pokerem, który na tyle zauroczył prosów, że w latach 1995-96 trafił nawet na arenę World Series of Poker. Nowe milenium przyniosło Las Vegas Badugi i Baduci; w celu wygenerowania jeszcze większej akcji kombinowano z Crazy Pineapple, Courchevel oraz, na miłość boską, Crazy Banana. Nic jednak nawet nie poruszyło masywnych fundamentów NLHE.

I bet pot

Wielu z nas ma problem z zapamiętaniem dwóch...

W kwestii pot-limit Omaha szybko stało się jasne, że to nie zwykła, sezonowa miłostka. Gra PLO na nosebleedach stała się regularna, Poker After Dark wypuścił serię czterokartowej akcji, każdy poker room ma dziś w ofercie PLO cash, zaś największe spośród nich stale wzbogacają swą ofertę turniejową pod tym względem zarówno jeśli chodzi o grafik, jak i pule gwarantowane.

Analizując ekspansję graczy cash oraz wielkość turniejowych fieldów nie sposób nie zauważyć nagłego wzrostu popularności pot-limit Omaha Hi/Lo. Odmiana, niegdyś dostępna głównie w wariancie fixed-limit, dziś przyciąga coraz większą ilość pokerzystów i wydaje się być naturalnym stopniem na schodach rozwoju dążących do wszechstronności specjalistów w dziedzinie PLO. Amatorzy gier niszowych zastanawiają się z pewnością, w jaki sposób na utrzymanie przy życiu Seven Card Stud, Razz i Seven Card Stud Hi/Lo wpłyną SCOOP-owe sukcesy Shauna Deeba. Możliwe, że znajdą się tacy, których wyczyn Amerykanina skusi do poszukiwań value w tych archaicznych, ledwie dyszących odmianach, co z pewnością ucieszy uśpionych regularsów.

Czy tak jednak rzeczywiście może się zdarzyć? Czy w najbliższym czasie no-limit Hold'em doświadczy spadkowej tendencji w przyciąganiu graczy, by za kilkanaście lat stać się grą "jedną z wielu"? Czy pot-limit Omaha jest naturalnym następcą NLHE, tak jak niegdyś do lamusa przechodziły mniej dynamiczne gry draw i stud? Ja sądzę, że tego nie dożyjemy, że maszyna jest dziś na tyle dopracowana i sprawna, że znalazła optymalną trajektorię rozwoju, której nie sposób tknąć rewolucją. A jakie jest wasze zdanie? Zapraszam do dyskusji na forum:

by acebestini