Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Damy na flopie

"Mężczyźni pragną zawsze być pierwszą miłością kobiety; kobiety - ostatnim romansem mężczyzny". Biorąc za fundament złotą myśl Wilde'a mężczyznom winno być łatwiej, bo nieznane jest to, co na końcu. Kobiety natomiast muszą się martwić niekiedy nie tylko o to, by być owym "ostatnim romansem", ale także, by w hierarchii ważności nie zostać tą ostatnią.

Zaczynasz standardowo od The Hot 4,40 $, tamten startuje dopiero na "Bigu" za 109 $, bo posiedzi aż do Sunday Supersonic i szczerze czuje, że wariancja właśnie teraz zmieni kierunek. Następny dziś już dwudziesty dzień przed monitorem do późnej nocy, bo challenge, bo wyścig, bo Supernova. Żaden z was nie pamięta, kiedy ostatni raz zasypiał razem ze swoją kobietą. A, tak! Zrobiłeś sobie wolne jakiś czas temu przecież, bo już nie mogłeś tego słuchać... Dziś znów nie usłyszysz, jak zasypiając uspokaja oddech, bo odwykłeś od gry w sypialni. A po piątej i tak wolisz zwinąć się na kanapie - do łóżka, w którym ona zostawia ciepło swej prywatnej nocy trafiasz dopiero po paru godzinach, gdy wychodzi do pracy. Taki zawód, taka pasja... deal with it!

Dziewczyna grindera

"...Tatjana by mnie zrozumiała..."

Ile kobiet, tyle przypadków - i każdy inny. Prawda jest jednak taka, iż pokerzyście o szczęśliwy związek trudniej, niż o non-SD winnings powyżej zera na micro PLO. Bo nadwątlonego spokoju ducha nie zrehabilituje się solidnym zarobkiem, przyjdzie bowiem taki dzień, gdy wasza druga połowa bardziej od ofiarowanego w poniedziałek naszyjnika zapragnie bliskości w niedzielny wieczór. Prędzej, czy później - ten dzień nadejdzie.

Najlepszą sytuacją dla gracza jest, gdy poznaje i rozkochuje w sobie kobietę, będąc już na profesjonalnym levelu grindu. Wtedy już od pierwszych randek opowiada jej pewnie o swej karcianej pasji, a ona słucha go z wilgotnym zaciekawieniem. Kiedy robi się poważniej i dla partnerki coraz mniej akceptowalnie, słowa "wiedziałaś od początku, czym się zajmuję" stanowią często argument nokautujący niczym złoty strzał śnieżnego yeyo. Są kobiety, które ukorzą się przed stanem gry - przecież gdy ładnie go poproszę, weźmie sobie wolne w każdej chwili; przecież Adama Małysza nigdy nie było w domu na Wigilii, a Iza nie przestała go kochać... W naturze kobiety - o, zgrozo! - nie leży jednak uległość, więc po okresie wewnętrznej walki możemy usłyszeć: "tak, wiedziałam, ale na dłuższą metę nie podoba mi się to; polujesz w nocy, przesypiasz dzień - ze mną w tym wszystkim "to" nie ma przyszłości, rozumiesz?".

"Coś za często grasz w te karty..."

"Mówiłem ci, że lada dzień wejdę na NL10. Na NL10!"

Przeanalizujmy kolejny przypadek: chłopak wpada w karciane objęcia, kiedy jest już w związku. Kochanka kręci go jak matka wielkanocny sernik - wszak pierwszy raz z pokerem najczęściej stanowi tylko preludium do "czegoś więcej". Chłopak zaczyna mieć coraz mniej czasu dla swojej "znoszonej" partnerki, bo każdy kolejny wieczór chce spędzać w ramionach softu, który hipnotyzuje swymi możliwościami i chwilami doprowadza do wrzenia, jakiego krew chłopaka nie potrafi sobie przypomnieć. Oczywiście wyjść jest tyle, ile charakterów ludzkich: można podjąć desperacką próbę wprowadzenia dziewczyny w tajniki boskiej gry, można liczyć na to, że spuści głowę i ze smutkiem zasiądzie na drugim stopniu jego podium. Można wreszcie zostać no-lifem i towarzysko usnąć, by obudzić się za rok, za późno lub już nigdy.

Wreszcie partnerski master level, czyli małżeństwo. Będąc władcą pierścienia nie można pozwolić sobie na amatorskie wsiąknięcie w kiery i piki, bo świadczyć ono będzie tylko i wyłącznie o kryzysie w związku. Oczywiście zawsze można sobie od czasu do czasu "popykać", jednak gdy żonaty mężczyzna zaczyna zarywać noce, dokładając przy tym do interesu - nieporozumieniem jest albo owy związek, albo cyfry na jego karku.

Odrębnym przypadkiem jest gracz wygrywający, który grą w karty utrzymuje rodzinę. Jego żona rzadko będzie na klęczkach chuchać mu na rozgrzany procesor, ale fakt, że swym niestandardowym zajęciem potrafi on zapewnić rodzinie wysoki standard, często pozwala kobiecie bez żalu pomysł spędzenia niedzielnego wieczoru wspólnie upchnąć gdzieś na dnie arcydrogiej, komandorskiej szafy. Zresztą, rodzina zbudowana na fundamentach kart swój pomysł na życie pod berłem Jacka K. mieć musi. Wariantu, w którym kobieta wychodzi za będącego break even full-time grindera nie analizuję, bo na takie przypadki po prostu brak jest słów...

Tylko mnie kochaj

Oh, show me how you go all in!

W zemście i w miłości kobieta jest większym barbarzyńcą niż mężczyzna. Gdy więc ona musi walczyć, nie ma znaczenia, czy przeciwnikiem jest "ta długonoga blond stażystka", czy 100 000 $ GTD - gromy posypią się zawsze, a będzie ich tym więcej, im bardziej jej na "was" zależy. Jaki jest sposób na ich uniknięcie? Ano skomplikowany i dość głęboki. Otóż kobiecie, która dominuje (niezależnie, czy na ową dominację machnęliśmy ręką, czy ona wyrwała ją sobie sama), nie wytłumaczy się niedogodności wynikających z konieczności dogrindowania kilku punktów "akurat dzisiaj" czy przesiedzenia przy tlącym się płomieniu monitora kolejnego niedzielnego wieczoru. Problem będzie rósł jak niemiecki eksport i pewnego dnia, w większości przypadków (kiedy to mydlenie oczu drogimi prezentami przestaje być skuteczne), dylemat wyartykułowany zostanie dosadnie i jasno - albo ja, albo karty.

Jeśli to mężczyzna dominuje, wtedy w trudnych dla swoich pasji chwilach albo po mistrzowsku potrafi manipulować kobiecym umysłem, albo nawet nie musi wysilać się na kombinacje, bo ona poświęci wiele, byle tylko być z nim. W takiej sytuacji sprawa również wydaje się być prosta - gram, i albo przywykniesz, albo "odwykniesz".

A co w przypadku wzorcowego, choćby i subiektywnie, partnerstwa? Wszelkie zadrapania najlepiej koi rozmowa i próba wzajemnego, szczerego zrozumienia, co przecież stanowi podstawę partnerstwa właśnie. Mężczyzna musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy gotów jest poświęcić część wspólnie wypracowanego ciepła na pracę nad pokerowym sukcesem, czy może jednak nic nie jest warte nawet jednej łzy, płynącej po jej policzku, czy choćby nerwowego drgnięcia mimicznego mięśnia. Kobieta natomiast powinna znaleźć złoty środek, balansując pomiędzy tworzeniem związku według swego prywatnego wzorca, a czerpaniem radości z widoku swego faceta, który grabiąc z paru dolców jakiegoś grubasa na drugiej półkuli czuje się, jakby właśnie zdobył dach świata.

O miłosnych suckoutach i partnerskim dzieleniu puli można by napisać książkę, a i tak temat zostałby tylko muśnięty, bowiem nieprzejednane są myśli kobiety i pomysły mężczyzny. Zaprawdę jednak objawię wam pokerowy aksjomat: szczęsliwy ten, który ma czas na życie prywatne i karty; błogosławiony ten, kto w karty wygrywa, kocha i jest kochanym.

by acebestini