Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Chess prodigy - część 1

W ten weekend przedstawimy wam sylwetkę kochanego przez media Jeffa Sarwera. Burzliwe dzieciństwo, twarde wychowanie oraz nabyty mindset stworzyły z niego genialnego gracza szachowego. "Chess prodigy" musiał jednak porzucić swoją pasję i nie zrobił tego z własnej woli. Umysł prawdziwego Gracza zaprowadził go w końcu na pokerowe stoły.

sarwer

Jeff Sarwer urodził się 14 maja 1978 roku w Kingston w Kanadzie. Potomstwa u Sarwerów nie brakowało. Starsi bracia oraz siostry u progu dorosłości wybierali najróżniejsze życiowe drogi. Często ich decyzje były tragiczne w skutkach.

Bez przeciwnika, ale z wielką wyobraźnią

Prawdziwe narodziny cudownego dziecka rozpoczęły się w wieku 4 lat, kiedy to starsza o 2 lata siostra Julia przekazała mu podstawową wiedzę na temat szachów. Pasja rozwinęła się niezwykle szybko i chociaż nie znalazł nikogo chętnego do gry przeciwko niemu, całe dnie spędzał nad czarno-białymi pionkami, które zabrały miejsce w umyśle dziecka zabawkom-dinozaurom.

Dla wielu z nas samotne spędzanie godzin nad szachownicą mogłoby sprawiać problem, ale nie dla Jeffa. Stworzył swoje drugie "ja" - przeciwnika, którego każdego dnia próbował pokonać. Będąc po jednej stronie, tworzył strategie, wyobrażał sobie kolejne ruchy, kreował sieć rozwiązań, odkrywał kolejne możliwości, by po przejściu na drugi koniec szachownicy wszystko zapomnieć z łatwością, jaką daje zetknięcie mokrej gąbki z powierzchnią tablicy szkolnej pokrytej szczegółowymi planami. Całe rozmyślania zaczynał od nowa.

W taki sposób rodził się "drugi Bobby Fischer".

Podróże - znak rozpoznawczy profesjonalnych pokerzystów, towarzyszyły Jeffowi od najmłodszego wieku. Mając 6 lat zwiedzał wszystkie zakątki Ameryki. W Nowym Orleanie trafił na dwóch szachistów, którzy w McDonaldzie podejmowali rzucane im wyzwania gry. Jakie było ich zaskoczenie, kiedy 6-letni chłopak podszedł do nich (to jeszcze mogli zrzucić na czyste zainteresowanie), poprosił o rozegranie partii (ha, ha!), znał zasady (co się oczywiście chwaliło), a na końcu pokonał ich! Jakim cudem dziecko wygrało z szachowymi weteranami?!

sarwer2

Wiedzieli jednak, że nie był to zwykły przypadek. Pognali po Ala Carlina, zwycięzcę mistrzostw Luizjany, który z roli zdziwionego obserwatora przeszedł w stronę nauczyciela, który w końcu znalazł właściwego ucznia. Kto by się spodziewał, że nastąpi to w niewyszukanym lokalu serwującym fast-foody?

Life's good

Jeff niedługo postawił kolejny krok, ale tym razem nogi zaprowadziły go aż do słynnego Manhattan Chess Club, za którego zamkniętymi drzwiami grały największe umysły szachowe Nowego Jorku, a może nawet całych Stanów Zjednoczonych. Jego pojawienie się wywołało zachwyt. Radość wypełniła serca staruszków, którzy zobaczyli najmłodsze pokolenie godnie stające do walki przeciwko tym, którzy myśleli, że świat ich już nie zadziwi. Wstydem byłoby nie wspomnieć tutaj o jego siostrze, która w tamtym momencie także przejawiała niesamowity talent w szachach. Obydwoje otrzymali od menedżera Manhattan Chess Club dożywotnie darmowe członkostwo - przywilej zarezerwowany wcześniej jedynie dla arcymistrzów.

Nie oznacza to jednak, że zawsze z nimi wygrywał. Jeff wspomina, że niektórzy arcymistrzowie niszczyli go raz za razem. Byli jednak na tyle mili, że nigdy nie odmówili kolejnej partii. Wyniósł z tego ogrom doświadczeń, nauczył się nowych ruchów oraz poznał dokładniej sposoby myślenia swoich przeciwników. Innym razem kazano mu grać z zamkniętymi oczami, dzięki czemu mógł rozwinąć swoją, i tak zadziwiającą, wyobraźnię.

sarwer3

Nowy Jork dosłownie wybuchł miłością do młodego Sarwera, który pojawiał się na Washington Square Park, przedstawiając swoje umiejętności w szachach błyskawicznych. Setki ludzi kochało przyglądać się grze Jeffa, który w każdym Dniu Kanady wyjeżdżał do Ottawy, by tam podejmować aż do 40 przeciwników w seansie gry jednoczesnej.

W wieku 7 lat został zaproszony do stacji PBS na analizę meczu z eventu 1986 World Championship pomiędzy Kasparovem i Karpovem. Rok później pojawił się tam ponownie, tym razem rozmawiając o rewanżu obydwu arcymistrzów w 1987.

W 1986 roku wygrał także World Youth Chess Championship w kategorii wiekowej do dziesięciu lat. Jego siostra zdobyła ten sam tytuł wśród kobiet.

Gdy American Dream się kończy

Atmosfera rodzinna nie była jednak całkowicie zdrowa. Potrzebujemy cofnąć się o ponad dekadę, by dokładnie opisać tę historię.

Jego ojciec w wieku 19 lat poznał 29-letnią, samotnie wychowującą czwórkę dzieci kobietę. Ten związek dał życie dwójce nieprzeciętnie inteligentnych dzieci: Jeffowi i Julii. Rodzina długo nie pozostała w komplecie. Ojciec opuścił dom i rozpoczął życie w trasie razem ze swoim potomstwem.

Dopiero w Nowym Jorku cała rodzina ponownie się połączyła. Bracia Jeffa byli dużo starsi i sprawiali masę kłopotów. Związali się z gangiem i nie raz łamali prawo w ulicznych porachunkach, co spędzało sen z powiek ich matce. Ojciec skupił się na wychowaniu Jeffa oraz Julii i robił to według własnych, nieakceptowanych przez wszystkich zasad. Musztra, która w przyszłości została odebrana jako znęcanie się nad dziećmi, dawała jednak efekty.

Dzieci szybko prześcignęły swoich rówieśników. Niechętnie zostały wypuszczone spod opieki ojca i wysłane do szkoły. Tam nie mogły się odnaleźć. Potrafiły już czytać i przemawiać, co nie podobało się nauczycielom. Negatywne emocje spowodowały, że ten eksperyment nie trwał długo. Dzieci już tam nie wróciły.

"Możecie liczyć tylko na siebie" - powtarzał im ojciec. Opowieści o korporacyjnym świecie, niesprawiedliwości oraz układach miały za zadanie ukształtować poglądy na ich przynależność do społeczeństwa. Powstał podział: My oraz Oni. Radykalne opinie ojca przelewane w umysły młodych stworzyły dwie niezwykle sprytne jednostki.

Gdy Oni zaczęli zbyt mocno interesować się Jeffem-szachistą, ojciec poczuł utratę kontroli. Zakazał mu gry, odrzucił propozycję przyznania stypendium Yale (dziewięciolatkowi!) i kolejny raz musieli opuścić Wielki Świat. Wielki Świat nie chciał jednak opuścić Cudownego Dziecka.

On the run

ojciecsyn
Ogolenie głowy, pomysł ojca,
miało być sprzeciwem wobec próżności

Dziennikarz Vanity Fair opisał metody wychowawcze ojca. Poza przekazaniem "prawdy" społeczeństwu, Jeff widział coś więcej w opiniotwórczym artykule. Stał się zabawką mediów, kolejną sensacją. Słowa ojca w tamtym momencie rzeczywiście oddawały rzeczywistość tego świata.

Jeff Sarwer nawet teraz przyznaje, że artykuł z Vanity Fair przekazywał tylko jedną stronę ich wychowania. Prawda, ich dzieciństwo odbiegało od uznawanych norm. Było czasami ciężko, ale wyciągnięta nauka oraz wypracowany mindset pomogły mu w przyszłym życiu. W jego domu znalazło się też miejsce na miłość oraz szacunek.

Całe Stany Zjednoczone stanęły przeciwko ojcu Jeffa, a nierozłączna trójka musiała opuścić Nowy Jork. W tej podróży młodemu Sarwerowi najbardziej brakowało gry. Czuł, że się zmienił. Kiedyś ekscytował się kolejną przejażdżką, wyjazdem, podczas którego poznawał nowe miejsca oraz ciekawych ludzi. Tym razem spędzanie nocy w samochodzie lub, jeśli starczyło pieniędzy, w znalezionym po drodze motelu kojarzyło mu się z chaosem, a on chciał wprowadzić trochę porządku do swojego życia.

Najczęściej obcowali z hippisami. Zamieszkiwali w opuszczonych domach, gdy takie znaleźli. Pieniądze otrzymywali z zasiłku dla biednych. Czasem znajdowali niezbędne przedmioty w śmietnikach. Innym razem trzeba było ukraść komuś kartę kredytową. Aby tylko przeżyć.

Taki stan zakończył się, gdy do akcji weszło Children’s Aid Society of Ontario. Rozłączyli trójkę, zabierając ojcu Jeffa oraz Julię, planując umiejscowienie ich w rodzinie zastępczej.

Żaden inny plan nie wydałby im się bardziej zatrważający. Ich bracia mieli styczność z rodzinami zastępczymi w Ontario. Praktycznie każdy z nich był w tamtym czasie wykorzystywany seksualnie przez swoich nowych opiekunów. Jeden nigdy nie wyszedł z tej traumy. Wspomnienia tego strasznego życia doprowadziły do jego samobójstwa.

Jeff oraz Julia nie chcieli skończyć w taki sam sposób. Zdecydowali się na natychmiastową ucieczkę i powrót do jedynego życia, jakie znali - z ich ojcem. Nawet w tak ważnym momencie byli w stanie użyć niesamowitego sprytu. Nie wybrali się na misję samobójczą. W dzień sprawdzili wszystkie kafelki na podłodze i zapamiętali, w którym miejscu znajdują się te skrzypiące. O 4 w nocy wymknęli się, tuż pod nosami śpiącej ochrony.

Tym razem zniknęli na dobre. Trzymając się blisko ojca, zmienili nazwisko i opuścili Stany Zjednoczone. Kierowali się w stronę Europy.

W drugiej części dowiecie się, w jaki sposób Jeff Sarwer zakończył życie uciekiniera, zasiadł w Polsce i zaistniał na scenie pokerowej.

by dlrzz