Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Adam Sz. rusza na podbój Niemiec

Nasz trener MTT, Adam Szalak, dzieli się wrażeniami z turnieju Everest Poker Soccer Challenge rozegranego w Berlinie.

Mamy przyjemność zaprezentować Wam relację naszego trenera, Adama Szalaka, z jego wyjazdu do Niemiec. O celu i wyniku tej podróży dowiecie się, czytając ponizszy artykuł. Zapraszamy do lektury!


Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin:0in;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:"Times New Roman";
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Wyjazd, który
postaram się pokrótce zrelacjonować, wiąże się z turniejem Everest Poker Soccer
Challenge, na który zostałem zaproszony przez polskiego managera firmy Everest
Gaming.
Słowem
wprowadzenia, sam charakter tegoż turnieju pokerowego odbiegał od standardowego
wzoru tego typu imprez, gdzie przy konkretnym wpisowym czeka na najlepszych
graczy odpowiednia pula nagród finansowych. Otóż głównymi nagrodami nie były
tutaj pieniądze, lecz ich ekwiwalent w postaci kolejnego turnieju oraz wyjazdu
na finałowy mecz Bundesligi. Ogólnie rzecz ujmując - głównym celem miała być
wspaniała zabawa w doborowym towarzystwie.


Ponieważ, będąc
wielokrotnie w Niemczech, nie zwiedziłem dotychczas jeszcze ich stolicy,
postanowiłem wykorzystać zbieg okoliczności i udać się do Berlina kilka dni
wcześniej. Zwiedziłem najciekawsze jego zakątki, nie zapominając, rzecz jasna,
o „Spielbank Berlin", czyli największym kasynie naszych zachodnich
sąsiadów. Okazało się, że texas hold'em jest tam bardzo popularną grą, o czym
świadczy bardzo duże zainteresowanie turniejami oraz grami cashowymi, które
odbywają się codziennie. Nie omieszkałem oczywiście próbą swoich sił w turnieju
sit and go, który akurat wygrałem.

Powracając do
głównego tematu, przed wyjazdem wiedziałem tylko tyle, że mają grać jacyś
piłkarze oraz znałem datę oraz miejsce rozpoczęcia eventu. Turniej miał się
odbyć w Clubhaus w Parku Olimpijskim, czyli w jeden z obiektów przylegających
do stadionu Herth'y Berlin oraz jednocześnie stadionu narodowego. Budynek był na
pierwszy rzut oka niepozorny, niewielki, wyglądał niezbyt atrakcyjnie. Wewnątrz
jednak mieścił elegancką elitę, działaczy zespołu, zawodników, a także takich,
jak ja - pokerzystów, trochę poważniej traktujących takie imprezy. Nas jednak
była mniejszość.

Oczywiście cała
otoczka gastronomiczno - imprezowa była najwyższej klasy, rewelacyjna kuchnia
oraz trunki - to wszystko dodawało niezwykłego nastoju całej imprezie. Oficjalne
rozpoczęcie, przemowa Olafa Schimpf'a (głównego managera Everestu) oraz
Dieter'a HoeneB'a (słynnego piłkarza reprezentacji Niemiec, srebrnego medalisty
Mistrzostw Świata 1986, obecnie menedżera Herthy), no i słynne hasło „shuffle
up and deal".

W turnieju startowało trochę ponad 70 zawodników
i zawodniczek, przy moim stoliku zasiadł Christopher Gaeng, a w turnieju brali
również udział m.in. Cicero i Kaka. Za wyeliminowanie któregoś z nich nagrodą
była koszulka zespołu z autografem. Na początku grałem raczej tight, starałem
się obserwować zawodników. Kilku z nich grało nieźle, kilku gorzej - nie opłacało
się zatem blefować. Przy stoliku panowała miła atmosfera, głównie za sprawą młodego,
zabawnego bramkarza Christophera Gaeng'a. Sukcesywnie budowałem stacka, mając
już dwukrotność startowego. W trzecim levelu blindów zostałem przeniesiony do
innego stolika.


Siadłem tuż obok Sofian'a Chahed'a, na próbie
wyblefowania którego straciłem połowę stacka, pozostając z kapitałem niewiele
wyższym od startowego. Nie przejmująłem się jednak zbytnio, gdyż zdawałem sobie
sprawę, że mój blef zakodowany został jako norma przy takim stylu mojej gry,
zatem kilkanaście minut później odebrałem od tegoż zawodnika wszystkie
„moje" żetony.

Kulminacyjne
rozdanie, dzięki któremu stałem się chip leaderem, miało miejsce w bodaj
szóstym levelu blindów. Na pozycji BB miałem na ręce AxKxo. Zawodnik z UTG
podbił do 3 BB (typowy fish, nie mający zbytnio pojęcia o pokerze), za nim poszły
3 calle, ja zatem zagrałem all-in (gigantyczny overbet). Dostałem instant-call
od agresora, który rzucił Qx3xo. Spojrzałem na jego karty i na niego i
zszokowany zacząłem zachowywać się trochę jak Phil Hellmuth. W każdym razie
zabrałem 75% żetonów ówczesnego chip leadera i z monster stackiem mogłem
zdecydowanie poszerzyć gamę rąk grywalnych, wprowadzając sporadyczne blefy.

Idealnie się to
sprawdzało, sporo stealowałem, a ponieważ blindy były już wysokie, a ja posiadałem
ponad połowę wszystkich żetonów przy stoliku, przeciwnicy nie angażowali się w
ryzykowne sytuacje, pasując na niemal każde moje podbicie. Kilkanaście minut po
wygraniu wielkiego pota podbijam z dealera z 6x7xo do 3BB. Dostaję call od
skróconego chip leadera oraz jeszcze jednego zawodnika bez pozycji. Wychodzi
flop 8x 9x Tx, zawodnik z SB betuje, za nim fold, ja zagrywam płaski call. Na
turnie zawodnik pushuje z kompletna gałą, ja na to: „thank you very much"
- easy call. „So sick" - westchnąłem. Moje gadanie okazało się być
skuteczne, gdyż otrzymałem od rywala dwie koszulki z autografami zawodników,
których wyeliminował. Ponieważ ojciec prowadzi w Lublinie pub sportowy, były
one idealnym dla mnie prezentem.

Dalsza gra była
ciągle aktywna, nękałem rywali niewielkimi podbiciami, coraz częściej stealowałem,
gdyż stacki były tak niskie, że ryzyko, które ponosiłem było bardzo niewielkie.
Grałem pokera w pełnym wykonaniu, pełną szerokością mojej gamy, czyli
wydobywałem z pokera to wszystko, co dla mnie najpiękniejsze. Ogólnie moją grę
można było określić powiedzeniem: „raz na wozie, raz... na wozie".

W momencie, gdy
stałem się chip leaderem podszedł do mnie Olaf Schimpf, przedstawił się i
powiedział: „ i will kick your ass if you lose this event".Bardzo miły i
przebojowy menadżer Everestu kibicował mi od samego niemal początku, a jeden z
ochroniarzy dosiadł się do mnie i obserwował ręce. Stałem się obiektem
zainteresowania niemal wszystkich tam zgromadzonych, a gdy okazało się, że nie
jestem tam rozrywkowo, tylko jako polski pokerzysta pojechałem po wygraną,
nagle sporo ludzi zaczęło podejmować ze mną krótkie rozmowy, pytać skąd jestem,
jak długo gram, itp. Zrobiło mi się, rzecz jasna, bardzo przyjemnie, poznałem
sporo ludzi, w tym Polaka, który był tam krupierem.

Gdy zostało nas
dziewięciu, wokół stołu finałowego zebrali się wszyscy uczestnicy oraz kibice.
Ze stackiem rzędu 40% ogółu żetonów w grze czułem się jak rekin w wodzie. Ponieważ
najwyższe cztery miejsca były jednakowo punktowane (ticket do finału Everest
Poker Soccer Challenge), moja droga wydawała się być idealnie prosta.
Minimalnie zawęziłem grę, wciąż jednak atakowałem stealami. Kolejni zawodnicy
odpadali, a cel był tuż tuż. Ostatecznie, gdy zostało nas czterech, byłem chip leaderem,
ale to tutaj większego znaczenia już nie miało. Pozostali trzej pokerzyści,
wraz z którymi będę grał w drużynie podczas finałowego turnieju 9. grudnia w
Leverkusen, zakwalifikowali się do turnieju z satelity on-line. Tak więc
pokerowe doświadczenie wzięło górę nad beginner's luck i nagrody powędrowały do
nieprzypadkowych osób.

Słowem
podsumowania, zarówno turniej, jak i cała imprezowa otoczka, przygotowane były
rewelacyjnie. Atmosfera tam panująca, uśmiechające się twarze, przyjazny
nastrój, to wszystko sprawiało, że czułem się, jak u siebie. Ciekawe, jak
będzie w Leverkusen, już nie mogę się doczekać wyjazdu i spotkania z czołowymi
piłkarzami niemieckiej ligi.

Szczególne podziękowania
chcę skierować do Eryka, dzięki któremu wziąłem udział w imprezie i dzięki
któremu już przy rejestracji do turnieju traktowany byłem jak jedna z gwiazd.

Adam Szalak

Dziękujemy Adamowi za wspaniałą relację, jednocześnie życząc mu udanego wyjazdu do Leverkusen, zakończonego, rzecz jasna, pokerowym sukcesem. Powodzenia!!

Links

Otwórz konto na Everest Poker:

 

Dział poświęcony MTT

var myG = new glossaryHint();
myG.init(); 

var myG = new glossaryHint();
myG.init(); 

ar myG = new glossaryHint();
myG.init(

var myG = new glossaryHint();
myG.in