Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Łeb obdarty

Musimy być wyjątkowi. W jakim państwie gra cash jest zakazana, poker online to tabu, regulacja jest tematem odleglejszym niż księżyce Jowisza, zaś na każdy cichy zgrzyt otwieranej walizki z żetonami robi się czarno od kominiarek? W Belize, w Vanuatu? Czym zasłużyliśmy sobie na ten karcer?

Nazwijmy to ciemnotą, zaściankowością - jakkolwiek byśmy nie dawali upustu swej bezradności, tak pewnym jest, że ciemniak musiał gdzieś wchłonąć ciemnotę, zaś młodość w zaścianku zaściankowością skrzywdziła umysł. Innymi słowy - sytuacja pokera w Polsce nie jest oparta na "widzimisię" ustawodawców; a tym właśnie, co wyróżnia nas spośród innych krajów Unii Europejskiej chociażby, jest nasza trudna historia, z której nie otrząsnęło się jeszcze wielu.

"Bo szczęście trzeba umieć sobie zorganizować..."

"Wielki Szu" Chęcińskiego jest filmem dobrym, szczególnie dla kogoś, kto z niejednej talii karty dobierał, chociaż poker wcale nie jest jedynym źródłem sukcesu tej produkcji. Co innego w kwestii źródła wypaczenia obrazu pokerzysty XXI wieku - matka wołała na mnie "Wielki Szu", gdy wychodziłem za dzieciaka na karty - ale jak wyobrażała sobie miejsce, w które się udaję, ogorzałe twarze moich współgraczy i długość ostrzy ich noży, które w jej głowie z pewnością paliły się, by zrobić z moich jelit balonowego pieska? Właśnie tak.

The Legend of Ace Senior

Nie muszę daleko szukać historyjki, która robić może za klasyczny przykład. Miałem ogromne szczęście, że mój ojciec zdążył już zakończyć swoją gamblerską karierę, zanim pomyślał o potomku. Jego historii wysłuchałem dość późno; gdy byłem wystarczająco duży, by przestrzegać mnie przykładem krwi własnej przed zgubną karcianą edukacją w wiejskiej świetlicy. Ich Five Card Draw był czystym hazardem - ogromne bety w ciemno, których niesprawdzanie traktowano nie jako zdrowy rozsądek, a tchórzostwo i dziecinadę. Część piła, część paliła, połowa piła i paliła, dając karcie to, co lubi najbardziej, czyli dym i kur**skie słowo.

"Czy w pokera, czy w ruletę, zara orżniem Cię na kietę"

Gdy przychodził dzień wypłat, żony stałych bywalców małego Bellagio czekały na swych mężów na przystankach, ulicach i przed drzwiami świetlicy tylko po to, by po raz kolejny z płaczem wrócić do swych obowiązków i nerwowego patrzenia na zegarek. Gros tamtych gamblerów to uber-aggro brawurowcy: "zakład", "podbijam", "przebijam", "zaciemniam", "przebijam w ciemno", "równam", "rozjaśniam za wszystko"... Ciężar kieszeni był kluczowy - gdy brakło do wyrównania, kładli ryzykanci na szalę skórzane kurtki, zegarki, talony. Zresztą nie tylko tu - pradziadek mojej żony przegrał w karty liczoną w dziesiątkach hektarów ojcowiznę.

Gdy pytam tatę o pokera w Gajdach, uśmiecha się szelmowsko, dając kontrast kwaśnej minie mamy, i opowiada, jak to Lupes zawsze robił się czerwony, gdy nie trafiał, a wujek Józek pocił się na czole przy dobrej karcie jak kobieta przy porodzie. Tell ten zaważył pewnie na tym, że zamiast z kumplami przy wódce i Sportach, grał ze swym bratankiem w chłodzie ogromnej, babcinej sieni. W wojsku tata podobno ogrywał wszystkich. Opowiadając o tym nie mówi o swym skillu, a o cholernym szczęściu, jakie miał przez całą, długą w tamtych latach, służbę. Wygrane żołdy odkładał na oszczędnościową książeczkę i po zsunięciu trepów mógł pochwalić się kupnem nowiutkiej, elektrycznej gitary.

Dla wielu czas stanął w miejscu

Czy to powód do dumy? Z pewnością nie, bo dziś krzywi się na wieść o tym, że idę gdzieś zagrać choćby o oranżadę. Napatrzył się na żonglerkę wypłatami, na rodzinne dramaty, na kiepski mindset, który tonął w gorzkich procentach. Podobnie moja teściowa - dla niej poker to zło. Koniec, kropka. Pradziad Jan przehulał gospodarkę - ja stracę dom i samochód. Gdziekolwiek się nie pojawię i wypłynie temat pokera - walę na oślep już serią tekstów o BRM, oddsach i o tym, że traktuję to jako zabawę. To na nic. Dla wielu czas stanął w miejscu.

Piwnica. Kupa dymu, kosy w nogawkach.
I wóda. I kluczyki od auta w puli.

Kto wie, ile storbił w młodości ojciec pana Jacka? A może to był ojciec jego kumpla, który pożyczając później pieniądze na spłatę długów zniszczył chłopięcą przyjaźń? Prawdę mówiąc, wystarczyła zwykła obserwacja cwaniaków łupiących w pociągach nieświadomych oszustw podróżnych, filujących o partyjkę byłych więźniów, których tatuaże jak dzieła wybitnych kubistów straszyły z owłosionych ramion, szeregowców na przepustce, grających w barze o prawo do skorzystania z usług hojnie obdarzonej pani w pierwszej kolejności.

Przed naszą erą

Czy to właśnie robi student, grindujący na czesne, rozgryzający właśnie range któregoś z regów nad wirtualną stertą statów i kadrem session review? Czy pokój w akademiku, barowy stolik albo mieszkanie kumpla zamienia się w piwniczną spelunę z chwilą otwarcia pudełka kart i czy tamten rudzielec z weterynarii oraz krępy Michał z klatki obok po wszystkim rozłupią mi czaszkę, zabierając z powrotem przegrane przez siebie pieniądze? Czy naprawdę poker jest heroiną i po pierwszej dawce najpewniej przyjdzie następna? Niechby i tak było, ale z rolla managementem, prawdopodobieństw tabelą i solidnym table selection do złotego strzału w tej materii dalej mi będzie niż ustawodawcom do publicznego linczu.

Niektórzy wciąż żyją przed naszą erą, z bystrych, utalentowanych i pracowitych ludzi rzeźbiąc przestępców i degeneratów, którzy zamiast wziąć się za robotę, wolą zbijać bąki przy kierach i pikach. Ci sami ludzie ślinią się na wieść o każdej kumulacji i ślą SMSy do radiostacji - kto tu w takim razie robi głupstwa? Naszą narodową bolączką od lat była ignorancja, bo choć ze szkół wynosimy więcej, niż niejedna nacja, to w pozostałych kwestiach przychodzi nam budować sądy na bazie "podobno", "tak lepiej" i "mama zawsze mówiła". Czasy się zmieniły, tylko umysły stanęły w miejscu. I właśnie to stanowi jeden z problemów w podjęciu działań w kierunku regulacji - że ten, "kto gra w karty, ma łeb obdarty". Pozostaje tylko mieć nadzieję i robić wszystko, by głuche społeczeństwo zauważyło, że na czołach pokerzystów jednak brak dziś zadrapań, natomiast niektórzy decydenci pocierają swoje do krwi. Głupoty jednak nie zetrzesz...

by acebestini