Zaktualizowano 07 sie 26 przez

"Pokerowe emigracje" - w końcu Gibraltar! (cz.2) - wywiad z Martą

Jak wygląda clubbing na Gibraltarze? Czy Marta pokonała makaka w walce o muffinkę? Czym kończy się rzucanie pizzą z balkonu? Odpowiedzi na te oraz na inne pytania znajdziecie w dzisiejszym wywiadzie, którego bohaterką jest urocza szefowa naszej karcianej sekty. Must read!

Pokerowe emigracje

Jeśli chcesz przeczytać wcześniejszcze artykuły z tej serii, kliknij na poniższy link

Pokerowe emigracje

 

 Zgodnie z tyleż utrwaloną, co nieregularną tradycją, drugą część odcinka poświęconego danemu miejscu stanowi wywiad z osobą obszar ten zamieszkującą.

Nie inaczej rzecz ma się tym razem. Sytuacja jest jednak o tyle wyjątkowa, że po raz pierwszy bohaterami emigracyjnego wywiadu są osobistości z samego szczytu społecznościowej hierarchii: marta oraz madavaster.

Nasi rozmówcy zmierzą się z tym samym zestawem pytań, jednak z uwagi na objętość ich odpowiedzi, wywiad podzielony zostanie na dwie części. Dzisiaj prześwietlona zostanie marta, w ciągu kilku dni pod magiel weźmiemy natomiast madavastera.

Bohaterowie wywiadu zgodzili się ponadto na opublikowanie kilku nadesłanych przez nich zdjęć. O tym, czyj skill fotograficzny (lub fotogeniczność) stoi na wyższym poziomie, przekonamy się już za kilka dni. Zaczynamy od Marty, let's go!

welcome to gibraltar
Fota nr 1 - problemy z wykadrowaniem rekompensuje z nawiązką
 bohater drugiego planu.

gaaish: Witam Was serdecznie i w imieniu całej społeczności już teraz dziękuję, że znaleźliście chwilkę, żeby odpowiedzieć na kilka pytań, odstawiając na moment dźwiganie tejże społeczności na swoich barkach ;).

marta: Witam Ciebie gaaishu jak również całą polską społeczność PokerStrategy.com. Dobrze, że oprócz dawania banów, możemy przyczynić się do zwiększenia świadomości użytkowników na temat ciekawych miejsc, do których na pewno zalicza się Gibraltar.

gibraltar konie1
Skała, palmy, stragany, szeryf na
 koniu, czyli
wszystko, czego na
przaśnym festynie na Dzikim Zachodzie
 zabraknąć nie może.

gaaish: Zacznijmy od pytania o ogólne wrażenie codziennego życia na Gibraltarze. Jak to jest pracować w miejscu, które dla wielu osób kojarzy się tylko z wakacjami? Czy praca w „raju” sprawia, że takie miejsce zaczyna powszednieć, czy może wręcz przeciwnie – sprawia, że praca staje się bardziej „rajska” i „wakacyjna”?

marta: Gibraltar nie do końca kojarzony jest z typowym "urlopem pod palmami". Związane jest to głównie z brakiem atrakcyjnych plaż (w tym przypadku sąsiednia Hiszpania przejmuje pałeczkę), nie ma również atrakcyjnych nadmorskich hoteli i ekscytującego centrum tętniącego życiem. Gibraltar jest raczej przystankiem, gdzie zatrzymują się statki wycieczkowe, które wysypują jednodniowych turystów.

Jeżeli chodzi o sam fakt pracy w takim miejscu, to na pewno Gibraltar jest pod tym względem ciekawym miejscem. Wielokulturowość tego półwyspu, mieszanka hiszpańskiego temperamentu, brytyjskiej powściągliwości, słońce, palmy i brak zimy, są czynnikami, które co jakiś czas powodują okazjonalne "wow, tu jest pięknie!".

gibraltar konie2
"Trzy setki i trzy kabanosy.
 Na miejscu"

gaaish: Gibraltar to z jednej strony jedno z najgęściej zaludnionych miejsc świata, z drugiej jednak trzydzieści tysięcy mieszkańców to odpowiednik niewielkiego, polskiego miasteczka. Małe miasta słyną m.in. z tego, że wszyscy się znają i o żadnych tajemnicach i anonimowości nie może być mowy. Czy tak samo jest na Gibie? Czy faktycznie znacie się ze wszystkimi, pracującymi tam ludźmi, przynajmniej tymi młodymi? Wchodząc do klubu czy restauracji, czujecie się „jak w rodzinie”?

marta:  Porównałabym Gibraltar do podwórka, na którym każdy zna każdego. Pomimo cytowanych przez Ciebie liczb, obracając się w gibraltarskim świecie, ma się wrażenie, że na każdym rogu stoi znajoma osoba. Czasami również strach otworzyć lodówkę ;).

Wychodząc w dresie ze śmieciami, jest duża szansa, że spotkasz swojego szefa podczas porannego joggingu. Idąc do supermarketu (jedynego na Gibie!) nie ma szans, żebyś nie wpadł z wózkiem na znajomego. Plotka tutaj roznosi się z predkością światła. Są tego dobre strony, szczególnie dla ludzi rodzinnych i towarzyskich, jednak czasami można poczuć się jak w klatce. W takim wypadku Hiszpania jest dobrą alternatywą.

swieto wina
Święto wina. W butelkach.
Plastikowych. Zdjęcie przedstawia
rytualne polewanie kolegi
w różowej koszulce.

gaaish: Jak to jest z tym wakacyjnym potencjałem Gibraltaru? Zaplecze sportowo-plażowe pozwala Wam na odrobinę rekreacyjnego luzu po pracy, czy trzeba jednak uciekać w tym celu na stronę hiszpańską?

marta: Odpowiedziałam już na to pytanie wyżej. Gibraltar jest przystosowany pod względem turystycznym, są tu dobre restauracje, ciekawe miejsca do zwiedzenia - jednak większość można zaliczyć w jeden dzień. Skupię się zatem na Hiszpanii, która ma (moim zdaniem) więcej do zaoferowania, a jest zaledwie rzut beretem stąd.

Jeżeli miałabym określić jednym słowem Hiszpanię, to brzmiałoby ono: temperament. Ludzie - ciepli, otwarci, głośni, biorący życie garściami. Kultura: bogata, tętniąca życiem - tutaj najlepszym przykładem są tańce flamenco bardzo popularne w Andaluzji oraz walki byków.

Miejsc wartych zwiedzenia w samej Andaluzji jest mnóstwo: biale wioski przycupnięte na szczytach gór (wszystkie domy pomalowane na biało, małe, urokliwe uliczki i knajpki), Ronda - piękne miasto nad wielkim wąwozem, Sewilla - tutaj chyba komentarz jest zbędny, Granada i Sierra Nevada, Kordoba pełna wpływów arabskich, Kadyks i Jerez z winiarniami. Dla szukających luskusów jest Marbella i ekskluzywna dzielnica Puerto Banús.
Muy recomendable ;).
 

gaaish: Czas na pytania ad personam ;). Marta – na jakim poziomie stoją gibraltarskie kluby (ilość ludzi, potencjał imprezowy, ceny, muzyka)? Jak możesz, porównaj do tych znajdujących się po stronie hiszpańskiej?

Marta impreza
Oto Marta na kilka chwil przed tym, jak
zostanie poniesiona przez melanż.

marta:  Klubów na Gibraltarze nie ma zbyt wiele, jednak te, które są mają swoją atmosferę. Na Gibie, całe nocne życie skupia się wokół piątkowych wieczorów. Soboty należą do Hiszpanii.
Po stronie gibraltarskiej jest kilka miejsc godnych uwagi, ceny są przystępne (ok. 3-5 funtów za wstęp), 4 funty za drinka, 3 za piwo, 2 za colę. Ludzie zwykle "rozkręcają się" w barze o nazwie "Celebrity Wine Bar", później idą na plac Casemates, gdzie jest sporo miejsc do rozładowania energii lub kierują się w stronę kasyna, żeby na drugi dzień rano spojrzeć do portfela i przeżyć szok. 😉

Hiszpania jest bardziej zróżnicowana, w miejscowości przygranicznej La Linea jest plac, przy którym skupione są wszystkie kluby (tam mieszkam!), jednak muzyka jest zorientowana głównie pod kątem Hiszpanów (głównie południowo-amerykańskie rytmy).

gaaish: Pytanie dyżurne – najlepsze oraz najgorsze wspomnienie/wrażenie/spostrzeżenie z Gibraltaru.

marta:Oj będzie ciężko, bo tutaj sporo się dzieje (nawet po 4,5 roku mojej obecności w tym miejscu).

Kilka najlepszych: pierwsze spotkanie oko w oko z makakiem gibraltarskim, który siłą wyrwał mi muffinkę, prychnął i uciekł, nurkowanie oraz dotknięcie rozgwiazdy i podziwianie ośmiornic, wspinanie się po klifach na Europa Point, gdzie mnogość kwiatów i zapachów zwalała z nóg.

Kilka najgorszych: czekanie 1,5 godziny w kolejce na granicy w 40 stopniowym upale, niekompetencja w bankach i urzędach, aresztowanie znajomego podczas Narodowego Dnia Gibraltaru (za rzucanie pizzą z balkonu).

gibraltar parada
Gibraltarska parada. W rzeczy samej,
rzut pizzą aż się prosi.

gaaish: Mam nadzieję, że przynajmniej cel był warty ryzyka ;). Ok, to już wszystko, raz jeszcze dzięki za poświęcony czas. Na końcu standardowe miejsce na pozdrowienia dla teściowej z Kolbuszowej i podziękowania dla Akademii i kogo tam jeszcze chcecie :).

marta: Dzięki wielkie za zainteresowanie. Z tego miejsca, powtarzając się, chciałabym podziękować wszystkim czytelnikom, którzy doczytali do końca bez tików nerwowych. Pozdrowienia również dla ekipy moderatorów i redaktorów oraz administracji. Pozdrowienia także dla Jasia Fasoli (no questions please). 😉 Pa!

W następnym odcinku

To już wszystko na dzisiaj. W następnym odcinku z powyższym zestawem pytań zmierzy się madavaster, który zdradzi ponadto kulisy kasynowych gierek live. Być może będzie nam dane zobaczyć również kilka ciekawych zdjęć z portfolio Madiego.

Jak zwykle zapraszam do specjalnego tematu na forum i dziękuję wszystkim za lekturę cyklu.

Forum: Pokerowe emigracje.

 

Marta usmiech
Marta żegnająca nas paraliżem prawej części twarzoczaszki,
czyli ładnemu we wszystkim ładnie ;).

 

Jeśli zachęcony kiszakami kliknąłeś/aś (sprawiajmy chociaż złudzenie, że czytają to jakieś kobiety) dalej, mam dla Ciebie dobrą wiadomość - najlepsze dopiero przed nami (będą kabanosy).

W dzisiejszym odcinku zajmiemy się ojczyzną PokerStrategy.com - Gibraltarem. W pierwszej części przeczytacie praktyczne informacje na temat kraju, wzbogacone starannie dobranymi, żenującymi żartami autora, w drugiej natomiast rąbka tajemnicy na temat kraju pod Skałą uchyli Wam w eksluzywnym wywiadzie dwójka bohaterów naszej społeczności. O życiu na Gibraltarze opowie Wam (wait for it) ścisłe kierownictwo naszej sekty - marta oraz madavaster.

by gaaish 

جبل طارق