Na wstępie przepraszam przyjaciół za styl w jakim Was opuściłem, żadne wytłumaczenie nie będzie dobre.
Przez ten czas szukałem miejsca dla siebie w „przestrzeni” i niestety wychodzi, że to w czym jestem najlepszy, właśnie robię i raczej już tak zostanie.
Tak więc ciągnę wózek, tyle, że ostatni miesiąc miałem z górki, pchało się lekko
Wrzesień zapowiada się podobnie i mam nadzieję do końca roku nie zwalniać. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, wykonam następny krok w kierunku projektu X. Nazwa samego projektu na razie okryta jest tajemnicą i przez pewien czas tak pozostanie :).
Co do pokera, grywałem niewiele, aktualnie nigdzie nie mam bankrolla z powodu braku czasu na gry. MTT pochłaniało zbyt wiele czasu, który aktualnie jest zbyt cenny, natomiast SnG tam gdzie grywałem albo nie istniało, albo irytowało :D.
Na razie cieszę się pracą, klientów przybywa, obroty rosną, dziewczyny wyczekują mojej wizyty
- będziesz ?
- chciałabyś ?
- nie żartuj, o której przyjedziesz ?
- a o której wraca mąż ?
Od trzech tygodni trasę, którą robiłem w jeden dzień, robię 2.5 dnia. Po prostu nie jestem w stanie zabrać się z odpowiednią ilością towaru i muszę powtarzać sklepy, ale opłaca się.
Po za tym pogoda fantastyczna, na zewnątrz deszczyk aż miło. Dla mnie to rajska aura. Klienci popijają kawę i zajadają się słodkościami. Moimi słodkościami ;).
Bloga będę pisał jako kontynuację poprzedniego. Myślę, że tak będzie najlepiej.
Rano spojrzałem na pogodę i zdecydowałem się wyskoczyć na grzyby. Widziałem u handlarzy w miarę odpowiednie ilości, aby uznać, że właśnie nadszedł czas grzybobrania. W lesie byłem o 7:00, równo z tłumem.
Co to ma być ?, Biedronkę otwierają w okolicy ?
Widać, nie tylko ja zacząłem sezon, ale również całe miasto. Szkoda tylko, że zostaliśmy olani przez …. grzyby. Z parkowaniem problem, zmiana miejsca wyglądał jak wyścig, kto pierwszy dojedzie do miejsca, gdzie jeszcze nikt nie parkuje. GDZIE JESZCZE NIKT NIE PARKUJE !!!.
W każdym lesie, zagajniku czułem się otoczony. Cierpliwości starczyło na dwie godziny. Po 9:00 wróciłem do domu z ¼ koszyka. Byłoby tego deko więcej, gdyby nie robaczywki. Nic, możliwe że jutro ponowna wyprawa, ale teraz pojadę w okolice Grodźca. Optymistycznie, oprócz kosza zabiorę jeszcze dwie torby :D. Mam nadzieję na chwile samotności. Liczę również, że lasy będą czyściejsze niż te dzisiejsze, gdyż co jakiś czas trafiałem na dzikie wysypiska. Smutna Polska rzeczywistość. Wczoraj było generalne sprzątanie świata w trakcie którego dzieci zbierały śmieci pozostawione przez m.in. rodziców. Komiczne.
6:18 i nie bardzo wiedziałem na co się zdecydować. Mogłem leżeć ładując akumulatory, mogłem zejść na dół, zaparzyć kawę i w ciszy delektować się jej smakiem oraz aromatem, mogłem również wyskoczyć na grzyby, które już dzień wcześniej uwzględniałem w planach.
6:28 siedziałem w samochodzie. Nie tylko ja gnałem w stronę lasów. Ci ludzie zapakowani po czterech w aucie, ubranych w bluzy, kufaje czy deszczówki nie wyglądali na śpieszących się do kościoła. Długo im nie towarzyszyłem, gdyż Oni jechali w kierunku Żdżar, ja na Konary k/Grodźca. Punktualnie o 7;00 wjeżdżałem w las. Na miejscu byłem sam. Zero samochodów, zero ludzi, tylko Ja, las i grzyby, a przynajmniej taką miałem nadzieję.
Po 1;10 h miałem pięć czarnych łebków oraz prawdziwka, aby było ciekawiej zgubiłem się. W lasach pozmieniało się, na dodatek była wycinka i moje punkty orientacyjne szlag trafił. Byłem JA, las i gdzieś tam czerwona Panda. 30 minut szukałem auta, ale znalazłem. Nie poddałem się i ruszyłem w dalsze poszukiwania. O 8:55 miałem w koszyku trochę ponad 20 grzybków. Było wcześnie i postanowiłem pojechać na Borowiec. Odległość kilku kilometrów przebyłem błyskawicznie, na miejscu zastałem trzy inne auta, które parkowały w odległości 300 m. od mojego stanowiska. Po 30 minutach uzbierałem około 15 grzybków i zmieniłem kierunek poszukiwań. Przeszedłem na drugą stronę traktu po której słyszałem, że chodzili grzybiarze, którzy przyjechali przede mną. Początkowo słabiutko, znalazłem trzy grzybki i po 10 minutach zacząłem wracać do samochodu, ale postanowiłem zahaczyć o choinki w których słyszałem sąsiadów. Tam z mamą zawsze zbieraliśmy sporo grzybków, tyle, że w połowie października. Tuż przed zagajnikiem dojrzałem w sumie pięć grzybków w tym dwa duże. Jako, że były widoczne z daleka, sugerowało to, że tu nikt nie chodził. Zbliżyłem się do choinek i...
Rosjanie mają swoje HURRRRRA
Amerykanie – OMG, OMG, OMG ( obowiązkowo min. x 3 )
my Polacy – OJP czyli O Ja Pierdole, ewentualnie OK czyli O Kurwa
Byłem pod wrażeniem i poszło OJP, spojrzałem na lewo O J P – spojrzałem w prawo, stać było mnie na bełkot. Położyłem koszyk i nosiłem grzybki. Dosłownie po cztery kroki w każdą stronę miałem „rój” grzybków. Byłem uratowany.
Teraz jak myśliwy zacząłem krążyć w poszukiwaniu „zwierzyny”. Jakieś 30 m. dalej trafiłem na „plantację” Były mocniej rozrzucone, ale ile tego było. Na tym odcinku w ciągu 20 minut miałem uzbierany koszyk :-).
wynik:
Zbiory były dobre, ale nęciło mnie, aby podjechać na Ciświcę. Miałem do stanowiska tylko 6 km. Kilka minut i byłem na miejscu. Tu dopiero była cisza.
Gdy tak zacząłem marsz przed siebie zaczęły wracać wspomnienia ze wspólnych wypraw z rodzicami, które dzisiaj są niemożliwe. 19.09 będzie 5 rocznica śmierci ojca, mama ma chory kręgosłup i nie nadaje się na długie wyprawy. Byłem sam w lesie i czułem tą samotność. Każdy las, zagajnik przypominał sceny z przeszłości. Postanowiłem, że będę tak szedł przed siebie, aż nogi zaczną dopominać się odpoczynku. Po 1h wędrówki i rozmyślań, ból nóg zaczął przywracać mnie do rzeczywistości. Powlokłem się na drugą stronę traktu i zacząłem pochód do auta. Po chwili zauważyłem kij idealnie nadający się do podpierania. Schyliłem by go sięgnąć, spojrzałem przed siebie i ujrzałem kilka grzybków. Podszedłem by je zebrać i …. O J P, normalnie WOW. Rozrzucone, ale ile tego tam było. Szybko uzbierałem prawie koszyk. Kijek obowiązkowo trzymałem w garści, powiem więcej, mam go w samochodzie i zostawiam do następnej wyprawy. Idealny wysokością, świetnie leży w dłoni, jeszcze się przyda.
Teraz już byłem pewien, że na święta grzybków nie zabraknie, a następne wyjazdy mogę przeznaczyć na zaopatrzenie innych potrzebujących.
pod gałęziami leżało następnych pięć
następna alejka, ale już jedna z ostatnich w drodze powrotnej
wynik wyprawy, oraz „laska szczęścia”
Przepraszam za jakość zdjęć, ale robione komórką. W październiku powinienem już coś kupić, więc w przyszłości będzie sporo zdjęć.
Natraj :-), co do grzybków, piekarnik oraz suszarka na pełnych obrotach od dwóch dni, a jaki zapach :-). Jak na razie wróciłem tylko do pisania i jak widać, nie jestem w stanie codziennie aktualizować bloga, ale to ze względu na zmęczenie. Przyjemne zmęczenie. Brakuje mi na razie chęci do gry i nie tylko, gdyż nawet kompa często nie mam ochoty odpalić, gdyby nie przymus przejrzenia poczty.
Właśnie żona rozmawia z koleżanką przez telefon i pyta się mnie:
- kiedy ostatnio myłam okna ?
- na święta
- o, co ty mówisz ?, na święta myliśmy razem, ale po świętach też myłam
- no właśnie, jeśli ty myjesz okna, mamy święto.
Teraz też czeka, kiedy wezmę się za mycie okien, ale może się nie doczekać, brak czasu.
Wczoraj około 21:00 położyłem się, aby zaliczyć drzemkę zanim przywiozą prasę. Na strzałkę obudziliśmy się, ubraliśmy i poszliśmy w stronę samochodów. Na zewnątrz ciemno, ale gwiaździście. Niosłem ze sobą napój tonic. Byłem jeszcze mocno zaspany i tak chwiejąc się pomyślałem, że wyglądamy jak para żuli. Doszliśmy do krawężnika, miałem na niego wskoczyć, tyle, że będąc jeszcze w sennych strzępach uleciało mi, że popołudniem na krawężniku postawiono w pozycji pionowej dodatkowe płyty. Chciałem jak łania, lekko z gracją wskoczyć i... stopą zawadziłem o płytę, reszta ciała poleciała do przodu. Żona właśnie włączyła w aucie podświetlenie drogi i widziała mnie jak wymachując rękoma najpierw próbuję złapać równowagę, następnie jak znikam.
Prawa ręka od dłoni do łokcia zdarta. Na początku nie mogłem nawet ruszyć nadgarstkiem, ale po rozmasowaniu zaczął funkcjonować. Kobieta nadal „kwiczała” ze śmiechu, ale gdy powiedziałem jej, że ręka mnie boli i nie mogę ruszać dłonią, więc będzie musiała sama przepakować samochody, zgasiła śmiech. Natychmiast spoważniała, chociaż jeszcze dzisiaj śmiała się ze mnie na widok dłoni . Ponoć zabawnie machałem rękoma. Spoko, poczekam do zimy i jak się wyrżnie, podejdę i sprawdzę jej tętno, następnie skwaszę się – zobaczymy co zrobi.
Jutro o 3:00 wyjazd na Grójec w okolice Warszawy, czas na spanie ;-).
To pamiątka z imprezy branżowej ( IT ), była Brodzik oraz Jachimek. Postaram się opisać imprezkę jutro, dzisiaj brak czasu. Czekam teraz na FV, ułożę trasy i spadam spać.
Rano jechałem nową trasę, wytyczoną przez program z netu. Zaoszczędziłem 66 km i wszędzie jechałem bardzo dobrymi drogami :). Szkoda tylko, że tak późno na to wpadłem.
Towaru mam tak dużo, że aż jestem podminowany. Po za tym już zamówiłem następną dostawę, w weekend mam wysłać następne zamówienia plus we wtorek cykliczna dostawa. Nie mam pojęcia gdzie to zapakować, bez szans.
Jutro robię północną część powiatu konińskiego, gdy kończę trasę dzwonię do żony co ma zabrać z towaru na uzupełnienie. Spotykamy się na stacji paliw, przeładowuję towar i śmigam za Turek. Towaru mam na rekordowe obroty, tyle, że nie wiem, czy klienci są świadomi moich oczekiwań :D.
Dzisiaj i tak nie mogłem dopchać busa na max, gdyż nie miałem do niektórego asortymentu dostępu, jutro powinno być lepiej, więc trochę zejdzie ze stanów.
Pewnie zastanawiacie się dlaczego sam nie podjeżdżam pod magazyn. Remontują nam ulicę, czyli będziemy mieli asfalt. Tak, kładą nam asfalt na wsi. Żona Citroenem jakoś się wciśnie, ja busem bez szans. Po za tym jutro przed bramą mają układać kostkę i nie będę mógł wjechać na posesję do poniedziałku. Nie szkodzi, parę dni pomęczymy się, później będzie miodzio.
Wracając to towaru. Dzisiaj w trakcie rozładunku wytargałem 8 kartonów zmiażdżonych pierników o wartości 100 zł, przy poprzedniej dostawie poleciało 6 kartonów tradycyjnych w czekoladzie wartości 110 zł. Jak się nie zdenerwować. Wcześniej pakowali i nie było problemów tylko teraz. Z pierniczkami nie ma problemów, siostrzenica je uwielbia i nawet te 8 wciągnie z uśmiechem, ale czy dałbym 2 czy 8 kartonów i tak byłbym kochanym wujkiem :D. Wolałbym tańszą opcję.
Właśnie zakończyłem testy słodkości od nowego producenta. Przysłał kilka kartoników na próby. Oczywiście wszystkiego nie zjadłem, generalnie z każdego po 3-4 ciastka i staram się przeżyć. Mdli mnie już od słodkiego. Co do samego producenta, jestem zawiedziony. Ceny dobre, ocena około rynkowa bardzo dobra ( nikt ich produktami nie handluje więc mógłby podciągnąć marżę ), tyle, że jakość smakowa wyrobów nie bardzo mi pasuje. Jest kilka produktów które zamówię, ale liczyłem, że będę do nich jeździć po całego busa, a tu zanosi się na zakupy jedno paletowe. Szkoda.
Kończę wpis, kończę robotę i lecę spać.
Pozdrawiam
LadyPL – tak jak mówiłem, najwcześniej we wrześniu. Musiałem zmienić priorytety oraz przestać się łudzić, że będę pokerzystą. Za to nie muszę starać się aby być fishem :).
W pokera nie gram, ale jest to związane z brakiem czasu oraz chęci.
Coś tam rozmyślam, ale o tym w sobotę.
Temat Brodzik.
A było to tak:
Przyszło zaproszenie na kolejną imprezkę. Poprzednie były super, ale ta nie pasiła mi w czasie, poza tym chciałem, aby żona dowiedziała się jak wygląda szkolenie integracyjne.
Wspomnę tylko, że po ostatniej imprezie z której czmychnąłem, miałem obiecane przez kumpli, że teraz nie spuszczą ze mnie oka i obowiązkowo wieczór musimy zakończyć w burdelu.
Żona jednak wymigała się i musiałem jechać chociażby dlatego, że moja firma była znaczącym partnerem producenta.
Wiadomo, najpierw zakwaterowanie, następnie szkolenie, na koniec integracja z częścią rozrywkową. Ja tylko wiedziałem, że leci coś takiego jak Magda M., ale moje kobiety nie mogły oderwać się od TV. Och jak było mi szkoda, że nie ma żony. Co za wielka szkoda :D. Poszedłem do Joanny i walnąłem fotkę, aby drażnić żonę. Skutecznie :).
Liczyłem, że opiszę imprezkę, ale sam walnąłem sobie cenzurę. To tak dla bezpieczeństwa, gdyż żona ma konto na PS. Co prawda już dawno nie aktywne, ale wiadomo jak jest, licho nie śpi.
W sobotę mam dyżur w firmie, więc możliwe, że będzie czas na konkretniejszy wpis, a jest o czym pisać z okresu, gdy nie pisałem :D.
Zginął kolega z ławy szkolnej. Zostawił żonę z trójką dzieci. http://www.konin.lm.pl/aktualnosci/informacja/84761/smiertelny_wypadek_w_hucie
Nie miałem odwagi jechać na pogrzeb. Na cmentarz pojechałem 1.5 miesiąca później. Gdy to piszę, wracają wspomnienia. Miał w sobie tyle radości życia, zawsze uśmiechnięty, zawsze pomocny. Teraz jest przeszłością zapisaną w pamięci.
Dzisiaj czeka mnie jeszcze wyjazd do Poznania na urodziny szwagierki. Może być ciekawie, chociaż żona chce, aby nie zaczynał tematu auta. Ja sobie myślę, że czemu nie, z chęcią bym wymienił kilka zdań z rodziną czyli szwagierką.
Teście nadal nie sprzedali Opla, a już szukają inne auto. Córka znalazła im Hyundai'a i30 2010 r. pełen wypas, sprowadzony, tylko „lekko” bity z tyłu. Okazało się, że żona sprzedającego nie chce nim jeździć, gdyż jest za duży. Fajna bajka. Auto zostało zaklepane. Zadzwoniłem do teściowej i zadałem jej kilka pytań:
dlaczego kupuje następnego trupa nie sprzedawszy jeszcze Opla,
dlaczego wybrała auto bite sprowadzone, wiedząc, że z aktualnym ma problem ( również było sprowadzone oraz bite ),
jest opcja leasingu, gdzie auto wartości 50k, po odpisie VAT – 6k oraz reszty z dochodu, kosztować ją będzie około 36k zł, by później jeszcze dobrze sprzedać, gdyby coś im nie pasowało,
jeśli Hyundai jest okazyjnym zakupem, dlaczego gość tak długo buja się ze sprzedażą ?
Po za tym na rynku jest mnogo samochodów, kupujących mniej, więc gdy sprzeda Opla, zawsze zdąży kupić auto,
Oraz jeszcze kilka punktów, które nie wymienię.
Teściowa odwołała rezerwację na co szwagierka wpadła w szał – Yes.
Czwartek i piątek mieli kłaść nam kostkę przed domem, nie zrobili nic.
Dzisiaj godzina 7:00, na zewnątrz hałas jak cholera, normalnie jak w „Alternatywy 4”, gdy zmieniono priorytety . O 8:30 wyjeżdżałem do firmy i rzeczywiście było widać, że chłopacy jadą ostro z robotą. Najlepsze, że miałem w poniedziałek interweniować, aby wszystkich rzucono na mój odcinek, gdyż aktualne tempo cholernie utrudniało mi pracę.
Właśnie żona dzwoniła. Chłopcy tak się rozpędzili, że prawdopodobnie ponownie pozrywali kable TP-sy, gdyż nie mamy sygnału.
Zgłosiłem na infolinię i mam czekać do 48h. Możliwe, że weekend będzie bez neta.
Zanim wyjechaliśmy do szwagierki, żona uprosiła mnie, abym nie zaczynał tematu samochodu. Zgodziłem się, ale po cichu liczyłem, że gdy siostrzyczka żony sobie „dziabnie” sama zacznie. Zawiodłem się.
Jeszcze wczoraj w południe przyjechała ekipa, która zamocowała balustradę, którą zdemontowali dwa lata temu. Trochę im to zajęło.
Kostka również położona przed domem, tyle, że nieciekawie to wygląda. Jeśli przyjdzie oberwanie chmury lub roztopy, wszystko będzie spływać na moją posesję :/. Sąsiedzi zwrócili już uwagę drogowcom, ale ponoć tylko wzruszyli ramionami, jutro żona ma szukać kierownika.
Wpadło mi do głowy, aby handlować również w niedzielę. Najprawdopodobniej tak zrobię od października. Pozwoli mi to zwiększyć marżę, gdyż ceny wystawię detaliczne. Teraz liczy się tylko kasa.
W południe TS-sa naprawiła kabel ponownie zerwany przez drogowców. Jest NET.
Nie mam pojęcia co dalej z pokerem. Na granie zdecydowanie brakuje czasu. Niedługo pozbawię się wolnej niedzieli, soboty praktycznie cały czas imprezy ( październik - urodziny: syna ( 18 ), brata, siostry, moja rocznica ślubu ( 19)) i dlatego pomyślałem o stackowaniu innych, samemu grając tylko sporadycznie od święta. Nie mam jeszcze pomysłu na kwotę depozytu, ale rozważałem między 100-200$. Liczę również na podpowiedzi regów z działu stackingu ( włood i nie tylko :-) ).
Tak, poker zdecydowanie zszedł na dalszy plan co pozwala mi spokojnie pracować, zarabiać, rozwijać się.
Byłem dzisiaj na grzybkach ( a jakże ). Objechałem wszystkie zeszłotygodniowe szczęśliwe dziury i nie było OJP. Grzybiarzy już sporo, głównie z Kalisza, z grzybkami posucha. Najpiękniejsze trofeum to ładny krawiec z kapeluszem wielkości mojej dłoni, do tego kilka kozaków oraz czarne łepki. W sumie prawie pół kosza.
Prawdopodobnie był to ostatni wypad na grzybobranie w tym roku, zaczyna brakować nie tylko czasu, ale i sił.
Szczelon – pamiętaj, że wielu starszych ma złe skojarzenia z niebieskim ;-) ( MO )
Gdy zmieniałem sprzęt w busie, twierdziłem, że busiak to nie limuzyna i taki sprzęt wystarczy, poza tym przecież laski nie da się wyrwać na busa. Byłem w błędzie w każdym calu. Wcześniej w aucie spędzałem 2 dni i dało się to jakoś przetrawić dźwięk, ale aktualnie jeżdżę 4-5 dni w tygodniu i boli mnie gdy przy „Highway To Hell” czy „Light My Fire” zamiast muzy mam charczenie. Po za tym przekonałem się, że panienki lecą również na busa i nie chodzi o te stojące przy drodze :-).
Na początek chcę wymienić głośniki oraz wstawić subwoofer ( jak grać to pełną parą ), jeśli zmiany w dźwięku nie będą zadowalające, wymiana odtwarzacza. Jak by nie patrzeć, w aucie spędzam więcej czasu niż w domu.
O dziewczynach na razie nie będę pisać, cenzura wewnętrzna. Nie chcę wpaść w momencie gdy nie ma tragedii. Co prawda nadal żyję w klimacie „weź to ode mnie”, ale i ja teraz mam mniej potrzeb, gdyż wracam padnięty. Po za tym wkoło mnie jest tyle młodych kobiet, że gdy patrzę na moją 40-letnią „martwicę” zastanawiam się, czy warto. Jednak przyjaciel uważa, że jest matką moich dzieci i trzeba o tym pamiętać. Nawet jeśli zechcę „pożeglować” to muszę mieć port, gdzie mogę zacumować. Szkoda tylko, że nie mam czasu na „żaglówki”.
Z wagą nie udało się zjechać poniżej 90 kg. Cały czas latam między 90-91 kg, ale uważam, że i tak bardzo dobrze, gdyż poszerzyłem asortyment o ciasta. Aha, wożę ciasta w tym makowce, które tak uwielbiam. Trzeba mieć żelazną wolę, aby nie żywić się tylko ciastami, inaczej dawno przebiłbym 100 kg.
Wczoraj popołudniem, gdy wróciłem z zaopatrzenia, zrobiłem sobie kawę i usiadłem z córką do pałaszowania tacki pełnej pierników ( otworzyliśmy uszkodzony kartonik z zeszłotygodniowego transportu ). Gdy ległem na kanapie, zalała mnie fala słabości i mdłości. Najpierw poczułem gorąco na całym ciele oraz pot na czole, nie miałem siły nawet zmienić pozycji, słabość potęgowały mdłości. Nie wiem co to było, ale siły zaczęły wracać po 5 minutach, pełną sprawność osiągnąłem po około 30 minutach. Czyżby niski stan makowiny w organizmie ?
Na polu bitwy ( remont ulicy ) mam prawie wszystko zrobione. Wczoraj robotnicy zeszli z placu dopiero, gdy skończyli moje obejście :-). Tak więc od dzisiaj mogę normalnie funkcjonować.
Dzisiaj nigdzie nie jechałem, mieli natomiast przywieźć towar z Likmara i dupa. Wczoraj nie wyszedł, będzie jutro. Tak więc dzień wykorzystam na negocjacje cen i zamówienia w nowych firmach, natomiast nie wiem co zrobić ze środą w przyszłości. Mogę ją zostawić na zaopatrzenie ( chociaż aktualnie ciastka nie są hitem sprzedaży, schodzi tylko ciasto ), czy też rozwijać się sprzedaży i poszerzyć grupę klientów. Aktualnie wjechałem już w powiat kaliski oraz sieradzki i zastanawiam się nad ekspansją w tamtym kierunku. Głęboko bym nie wjeżdżał, ale na każdym kierunku potrzebowałbym po 15-20 punktów, aby jazda była opłacalna. Dobrym kierunkiem jest Kalisz i jego okolica, gdyż mieszkańcy należą do zamożnych.
Czas wziąć się za robotę i zacząć negocjować ceny ;-).
Środowe negocjacje wyszły idealnie. Dostałem rabaty na poziomie, który oczekiwałem. Poszło też pierwsze zamówienie, na początek dostawa kurierem, jeśli towar się przyjmie, będę jeździć osobiści zyskując dodatkowe rabaty.
We czwartek doszedł spóźniony towar z Likmara. Szczęśliwie w momencie, gdy wracałem z jednego odcinka i kierowałem się na Turek. Podjechałem pod magazyn, dobrałem brakujący asortyment uzupełniając o Likmara. W tym czasie w pobliżu szaleli drogowcy kasując rurę wodociągową. Było słychać tylko – Kurwa, zobacz co zrobiłeś !!! , i chlusnęło wodą :).
Goście szaleją na całego. Już 2 x zrywali kable TP-sy, teraz rura, a przecież remont ma trwać do końca roku. Będzie się dziać :D.
W piątek na trasie poszło bardzo dobrze, niewiele zabrakło aby pobić rekord sprzedażowy. Od 4 tygodni nie mogę przebić pewnej kwoty, ale nie narzekam.
Miesiąc u żony mogłem uznać za zamknięty z rewelacyjnym wynikiem.
Jeśli 100 punktów uznamy za wynik marzenie, to aktualnie zrobiłem 145 P, miesiąc wcześniej 140 P. Jak widać miodzio, tym bardziej, że za dobry wynik uznaję 75P, a osiągałem wcześniej głównie 45-55P, które to pokrywało tylko koszty firmy.
Tymi punktami ukrywam obroty, ale tak trzeba.
Podsumowując całość w firmie u żony, również rekordowo.
U mnie również podsumowanie i mogę napisać, że pojawił się zysk. Obroty po wcześniejszych tragicznych dwóch miesiącach przebiły minimum, na koniec miesiąca zostawiając nadwyżkę.
Wszystko pięknie, tyle, że w październiku będę miał do spłaty gigantyczną pożyczkę, która posieje spustoszenie w moich finansach. Od niedzieli po cichu rozważałem wpłatę na Pokerstars 1000$, które pozwoliłoby na swobodną grę oraz dawało spore możliwości w stackingu. Niestety, we środę plany szlag trafił, potrzebuję mega więcej tej kwoty, więc ograniczyłem się do wpłaty 100$. Jeśli w październiku nie wydarzy się nic złego, wrzucę dodatkowe 100$, ale na więcej nie mam co liczyć.
Mam mało czasu na pokera, więc granie pozostawiam lepszym ode mnie. Mają czas, umiejętności, niech grają.
Sobie zostawiłem możliwości grania SnG STT HT 1.5$, RAZZ 4/8, 5CARD 10/20.
Dzisiaj poszedł pierwszy stacking – Kuubek – 2.5% czyli inwestycja 35 $.
Szału nie ma, ale z drugiej strony ciężko być inwestorem nie posiadając w portfelu min. 1k $.
Wróciła ochota na grę, więc idę klikać. Trzymam kciuki za Kuubka ;).
Pozdrawiam.
Można powiedzieć, że jak idzie, to od razu wszędzie, jak bieda, to na całego. Przez sobotę/niedzielę grywałem SnG HT 1.5$ ładnie powiększając rolla ( % ). Pozostało tylko, aby Kuubek dobrze się spisał i mogę wskoczyć na wyższe stawki :D.
To HT na Pokerstars to niezła sprawa. Mam niewiele czasu, ciągle coś trzeba zrobić, a to teście wpadną z cotygodniową niezapowiedzianą wizytą, to znowu trzeba wypisać W-Z-ki, zapakować busa itd. Siadam sobie, odpalam serię i jak jest potrzeba spokojnie mogę odejść, zrobić to co ważne i po jakimś czasie wrócić do gry. Po za tym lubię grać Hiper, które to grywałem na iPokerze i dobrze mi leżały.
Tak więc miesiąc kończę dobrze na całej linii. Zobaczymy jaki będzie październik.
Z zaplanowanych zadań na wrzesień nie wszystko wykonałem. U żony mieliśmy zmienić nazwę firmy, ale najpierw chcę wykupić domeny zgodne z nową nazwą. Planuję zakup domen: pl, eu, ru, de, gb, fr, it – com już jest zajęta. Zadanie priorytetowe w październiku.
Jeszcze chwilę posiedzę, popatrzę jak idzie Kuubkowi i lecę spać. Rano trasa, a wiadomo, wypoczynek to podstawa.
Na pokerprolabs awansowałem w SnG do A*, w MTT pozostałem tam, gdzie być powinienem czyli w akwarium :D.
Październik
Poniedziałek zacząłem od przejechania na czerwonym, a że było nas trzech, musiało robić niezłe wrażenie. Najpierw osobówka, następnie cysterna, ostatni geniusz to ja. Była 5:55 rano, a dzień dopiero się zaczynał. Rzeczywiście, coś było nie tak w powietrzu, gdyż koncentracja jak mgła rozpływała się. Zaliczyłem jeszcze kilka gaf, które nie będę wrzucał do CV.
Za to żona jest geniuszem naiwności.
Dzwoni do mnie, że ktoś jej przerysował drzwi na parkingu
zadzwoń do agenta, niech ci powie co dalej, przecież masz AC
Przyjeżdżam do domu
i jak tam z UBEZPIECZENIEM ?
AC nie obejmuje stłuczki !!!
W sierpniu kończyła się polisa, żona miała wykupić nową, ale już bez AC, gdyż auto miało we wrześniu iść na sprzedaż, a uzyskaną kwotę mieliśmy wpłacić na leasing nowego auta.
Żona pojechała i wykupiła mini AC które miało być zajeb... i tańsze od zwykłego.
Jak to usłyszałem, wqurwiłem się i kazałem jej jechać i oddać ten nic nie warty kwitek, a odebrać kasę. Uparła się, że koleżanka „gówna” by jej nie wcisnęła.
Ok, - powiedziałem – ale o nowym samochodzie zapomnij. Będziesz tak długo jeździć Citroenem, aż nie wyjdzie AC, czyli dodatkowy rok. Temat zamknięty.
Chodziło mi o to, że PZU składkę zgarnia od ręki, ale jak trzeba wypłacić kwotę z niewykorzystanej polisy po sprzedaży auta, nie mają określonego terminu, więc zwrócili mi po 2 miesiącach. Wkurzyli mnie, tym bardziej, że był to miesiąc kiedy każda setka była na wagę złota.
Oczywiście, że spytałem się żony, czy podziękowała przyjaciółce za to, że wydoiła ją z kasy.
Przecież jej chodziło tylko o zarobek jaki ma z prowizji, reszta ją nie interesowała.
Tyle w temacie.
02.10
Wczoraj po kolportażu chwila odpoczynku czekając na żonę, aż przywiezie utarg. Następnie wypad na Kujawy po towar.
U Topowego producenta robota na całego do tego stopnia, że gdy podjeżdżam pod magazyn mam stresa, czy jest „mała”. W zeszłym tygodniu nie miała czasu, więc dała mi paleciaka i kazała samemu załadować się. Nie wyszło mi to najlepiej, więc nie chciałem powtórki. Małej chwilowo nie było, ale jej koleżanka również nie miała litości i rzuciła formułkę, którą słyszałem w zeszłym tygodniu.
Jeśli ktoś mnie obserwował, miał niezły ubaw.
U drugiego producenta, kryzys. We wrześniu miał 22% obrotów sierpnia. U ostatniego było najgorzej, mają postojowe już od dwóch tygodni. Gdy zaczynałem 2 lata temu wozić słodycze, robota u nich szła pełną parą, dzisiaj to cień tamtej firmy.
Producenci w innych regionach również nie ukrywają, że jest tragicznie, możliwe, że będzie jeszcze gorzej.
Ja z moimi rekordami obrotów wyglądam jak Polska na tle EU. I nie zamierzam zwalniać.
Dzisiaj przyszła paleta towaru z Ostrowa Mazowieckiego, jutro ma przyjść z Krakowa.
Ilość towaru którą mam, jeszcze niedawno wystarczyłaby na dwa miesiące handlu, aktualnie mam zamiar wypchnąć w tym miesiącu, na bieżąco kupując topowe produkty.
Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie żona.
Ubzdurała sobie, że będzie „tajnym agentem”, jutro jedzie na szkolenie.
Ten tajny agent to „ukryty klient”. Wiele lat temu pracowała dla GFK Polonia ( tu raportujemy sprzedaż z mojej firmy ), OBOP itp. firm jako ankieter, stąd mają do niej kontakt.
Codziennie przychodzi i narzeka, że zapierdziel, że nie ma na nic czasu, ale uznała, że spokojnie znajdzie na dodatkowe zajęcia.
Powiedziałem krótko, nie chcę słyszeć narzekań, że nie ma czasu. Za to ja od teraz robię sobie środy wolne, czyli rozrywka. Jutro zdzwaniam się z przyjacielem na imprezkę w Poznaniu, natomiast 17.10 mam szkolenia z OKI na które MUSZĘ jechać.