Zaktualizowano 03 mar 26 przez

LAPT Vina del Mar – skład Final Table

Po dwóch dniach rywalizacji w turnieju serii LAPT rozgrywanym w chilijskim Vina del Mar wyłoniono skład Final Table. Zapraszamy na relację.





LAPT Banner

We wtorkowy wieczór w Vina del Mar rozpoczynał się kolejny turniej
drugiego sezonu Latin American Poker Tour. Ostatecznie do turnieju zgłosiło się
216 graczy i każdy z nich zapłacił wpisowe w kwocie 2500$ + 200$. Na swój
udział w turniejowej kasie mogło liczyć 27 najlepszych, zaś pula nagród tego
turnieju zamknęła się w kwocie 523 800 $. Dla zwycięzcy turnieju przewidziano
nagrodę główną w wysokości 141 426 $.

 LATIN AMERICAN POKER TOUR - Vina del Mar
Buy-in:
2500 $ + 200 $, Graczy: 216, Pula Nagród: 523 800 $
Dla zwycięzcy:
141 426 $

Brenes
Hubmerto Brenes

Oczywiście w turnieju serii LAPT nie mogło zabraknąć licznej grupy
profesjonalistów powiązanych z PokerStars. Takie nazwiska, jak Alexandre Gomes,
Andre Akkari, Humberto Brenes, Dennis Phillips, Veronica Dabul, czy też Ylon
Schwartz, działają jak magnes na innych graczy. To właśnie dzięki obecności
profesjonalistów turnieje serii LAPT cieszą się dość dużą popularnością.
Oczywiście daleko im do imprez cyklu EPT, niemniej jednak, przy takiej
wielkości wpisowego, frekwencja w tych turniejach powinna zadowalać ich
organizatorów. Ciekawostkę stanowiła obecność całego gangu Brenesów. Humberto
Brenesa znają praktycznie wszyscy, ale prócz niego do Chile przyjechali także
jego dwaj synowie, Jose Humberto i Roberto, oraz brat Humberto seniora, Alex
Brenes. Z czteroosobowym składem klan Brenesów stanowił niemal 2% wszystkich
uczestników turnieju. Generalnie turniej w Chile był imprezą familijną, rodzina
Brenesów nie była tutaj wyjątkiem, ale zdecydowanie największa uwaga mediów skupiała
się właśnie na nich.

W pierwszym dniu turnieju zaplanowano rozegranie dziesięciu poziomów blindów.
Jeśli jednak na placu boju pozostałoby tylko 63 zawodników, gra zostałaby
przerwana bez względu na poziom blindów. Organizatorzy mieli nosa i tuż po
starcie dziesiątego poziomu blindów stawka graczy skurczyła się do magicznej
granicy 63 osób. Turniej został zatrzymany, żetony przeliczone i spakowane do
plastikowych torebek, zaś gracze oddalili się na zasłużony odpoczynek.

Dabul
Veronica Dabul

Wystarczył rzut oka na listę osób pozostałych w dalszej grze i wiadomym było,
że sławne nazwiska są na tej drugiej liście. Klęska profesjonalistów nastąpiła
już w pierwszym dniu turnieju, honoru Teamu PokerStars Pro podczas drugiego
dnia miał bronić jedynie Alexandre Gomes. Tylko Brazylijczyk zdołał przetrwać
dziewięć pierwszych poziomów turnieju, solidnie przy tym budując stacka. Nie wiadomo, gdzie szukać
przyczyn takiego obrotu spraw. Jednak chyba najbliższe prawdy będzie
stwierdzenie, że większość profesjonalistów nie potraktowała tego turnieju zbyt
poważnie. Dobra zabawa była dla nich ważniejsza, ciężko było się doszukać
solidnego pokera w wykonaniu znanych graczy. Jako doskonały przykład może
posłużyć zachowanie J.C. Alvarado, który to na flopie zagrał all in za
równowartość 80 big blindów, trzymając w ręku jedynie , dające mu
flushdraw. Co ważniejsze, po wyłożeniu flopa w puli tego rozdania naprawdę nie
było zbyt wiele żetonów. Pech Alvarado polegał na tym, że jego przeciwnik, Leon
Yanowski, trafił na tym flopie seta ósemek i bez żadnych problemów wciągnął
profesjonalistę w wojnę na przebicia na flopie. Inwestowanie niemal całego
stacka w flushdraw już na flopie nie opłaciło się, kolor nie doszedł i J. C. Alvarado
został zdegradowany do miana shortstacka. Pozostałe żetony Alvarado puścił w
obieg kilka minut później i pożegnał się z turniejem z uśmiechem na ustach.
Takie właśnie klimaty towarzyszyły graczom podczas pierwszego dnia turnieju.

Akkari
Andre Akkari

Oczywiście krzywdzące byłoby generalizowanie. Jedni przegrywali swoje żetony
dobrze się przy tym bawiąc, inni mieli po prostu pecha. Humberto Brenes stracił
wszystkie żetony, gdy jego rakiety zostały złamane przez parę króli u jednego z
rywali. Brenes trafił dodatkowo seta na flopie, ale do końca rozdania posiadacz
niższej pary skompletował kolor i wyrzucił Brenesa z turnieju. Andre Akkari nie
miał tyle szczęścia, co rywal Brenesa. Jego para króli nie dała rady rakietom u
przeciwnika, ale taka porażka była chyba mniej bolesna. Alexandre Gomes był na
przeciwnym biegunie. Zakończył pierwszy dzień gry ze stackiem 82 750, co dawało
mu jedno z czołowych miejsc w turnieju. Prócz niego ze znanych postaci pierwszy dzień przetrwały również dwie znane panie - Veronica Dabul i Maria Stern, a także rodak Gomesa, Andre Akkari, oraz Amerykanin Dennis Phillips.

Drugi dzień rozgrywek miał na celu wyłonienie składu Final Table. I chyba nikt
nie spodziewał się takiego maratonu pokerowego, jaki zafundowali obserwatorom
gracze zasiadający tego dnia przy zielonych stolikach. Na wyłonienie finałowej
dziewiątki potrzeba było aż 10 kolejnych poziomów blindów. Drugi dzień niejako
wynagradzał wszystkim dość niecodzienny przebieg rozgrywek tuż po starcie
turnieju. Może patrząc z pokerowej strony fajerwerków nie było, ale za to było bardzo głośno, wesoło i sympatycznie.

Chiquitita
Jyries Aguad "Chiquitita" Saba
w pełnej krasie

Grę rozpoczęto od kontynuacji 10. poziomu blindów, z którego zaledwie kilka
minut uciekło podczas pierwszego dnia turnieju. Przy blindach na poziomie 600 /
1200 oraz 100 ante można było liczyć na dość szybki rozwój wydarzeń. Nic z tych
rzeczy. Pomimo tego, że do gry przystąpiło sporo graczy ze stackiem poniżej 20
tys., nie za bardzo zbierali się oni do odpadania z turnieju. Chiquitita - taki okrzyk miał zostać motywem
przewodnim drugiego dnia turnieju. Już podczas pierwszego dnia kilkakrotnie
taki dźwięk wydawał z siebie miejscowy gracz, Jyries Aguad Saba. Czynił
to zawsze, gdy na środek stołu wędrowały wszystkie jego żetony. Ponieważ w
dalszej części relacji będzie o nim bardzo głośno, przyjmijmy już teraz, że
jego długie nazwisko zastąpimy słowem Chiquitita - i tak wszyscy będą wiedzieć, o kogo chodzi. Żeby było śmieszniej, na
starcie drugiego dnia turnieju Chiquitita wylosował ten sam stolik, co
Alexande Gomes. Było wesoło.

Chiquitita rozpoczynał grę z dość mizernym stackiem. Jakby tego było
mało, pod koniec 10. poziomu blindów Chiquitita przegrał swoje
przeciwko , z którymi to sprawdził go Lander Aleman Valdez. Co
prawda po flopie w postaci Saba wykrzyczał swoje Vamo Chiquitita!, ale to nie pomogło w obronie przed 3-outerem.
na turnie nic nie zmieniała, ale na ostatnim streecie przyszła nieszczęsna .
Po tym pechowym rozdaniu Chiquitita miał mniej niż 10 tys. na swoim koncie. Kilka rozdań później zagrał on
pusha z 3d, ale jeden z rywali sprawdził go z parą króli. Tym razem magiczne
słowo nie padło, za to 3c 2c na flopie miały w sobie coś z magii. Do końca
rozdania król nie pojawił się na stole i Chiquitita był uratowany.
Ogółem po 10. poziomie blindów w dalszej grze pozostało 55 graczy.

Spinella
Anthony Spinella

Podczas trwania kolejnego poziomu blindów działo się naprawdę sporo.
Najbardziej kuriozalne rozdanie dnia miało miejsce właśnie w trakcie tego
poziomu. Bohaterami byli Alex Manzano z Js i Anthony Spinella z parą
króli. All-iny poleciały przed flopem, zaś na flopie na stół powędrowały
6d. No running eights -
powiedział Spinella, mając w pamięci rozdanie z pierwszego dnia, kiedy to jego
przeciwnik wyeliminował dwóch rywali mając w ręku rakiety, zaś na boardzie
leżała wtedy kareta ósemek. Jednak tym razem historia nie powtórzyła się, ale
turn w postaci 4s wyglądał nieciekawie dla Spinelli. Manzano dostał dodatkowe
outy na kolor i wszyscy w napięciu oczekiwali na ostatnią kartę wspólną. Gdy
krupier wyłożył na stół , Spinella odetchnął i zaczął przygarniać w swoją
stronę potężny stos żetonów. Jednak po kilku sekundach któryś z innych graczy
obecnych przy stole zwrócił uwagę na jeden drobny szczegół. Otóż, przed
wyłożeniem rivera na stół, krupier powinien odłożyć jedną kartę na bok i dopiero
następna karta z talii miała być riverem. Normalna, typowa procedura. Niestety,
krupier dziwnym trafem o tym zapomniał. Oczywiście została zdjęta ze stołu,
zaś następną kartą w talii, a jednocześnie właściwym riverem tego rozdania, był
. That's SO SICK! - taki okrzyk
rozległ się po całej sali, zaś Anthony Spinella tylko zrzucił czapeczkę z
głowy, zakrył oczy, po czym w milczeniu zasiadł przy stole i w kilku następnych
rozdaniach przegrał pozostałe mu 27 tys. w żetonach. To zdecydowanie nie był
dzień dla pary króli. Kolejnego suckouta z kowbojami w ręku zaliczył Rodolfo
Daniel Galan, kiedy to Ricardo Bozicevich Masegosa wygrał z nim, mając jedynie na ręku. Na flopie w postaci Ts Td 3d Masegosa zagrał all-in i dostał
call od Galana. Ani na turnie, ani na riverze nie były w stanie pomóc
posiadaczowi pocketa i Masegosa podsumował to rozdanie gromkim Vamos!

Gomes
Alexandre Gomes

Kolejny poziom blindów to znów popisy jednego, dobrze już wszystkim znanego,
gracza. W pierwszym rozdaniu Chiquitita zagrał all-in na flopie Js 7s. Sprawdził go nie kto inny,
jak Alex Gomes, odwracając swoje 9s , dające mu drawy do strita, koloru i
pokera. Po odwróceniu kart przez rywala Gomesowi pozostał już tylko jeden out. Chiquitita pokazał bowiem parę waletów, dającą mu
karetę na flopie! Do końca rozdania Ts nie pojawiła się na stole i wszyscy
zgromadzeni na sali gracze mogli usłyszeć dobrze znany im okrzyk. Gomes stracił
trochę żetonów, a Chiquitita nie zamierzał zwalniać tempa. Pod koniec
12. poziomu blindów bohater dnia starł się w rozdaniu z Landerem
Alemanem. Aleman był shortstackiem i pushował z 4h , co sprawdził Chiquitita ze swoimi . Aleman trafił parę na
flopie , ale teraz musiał jeszcze utrzymać prowadzenie do końca
rozdania. Na czwartym streecie pojawiła się i Jyries Aguad Saba wypowiedział
swoje magiczne słowo przed wyłożeniem rivera na stół. Zadziałało, ostatnią
kartą na stole był i tym samym Aleman musiał pożegnać się z turniejem. Do
13. poziomu blindów dotrwało 37 graczy.

Trzynastka okazała się pechowa dla Alexa Gomesa. Tuż po starcie poziomu
oznaczonego magiczną liczbą doszło do jednego z największych rozdań tego dnia.
Jednym z przegranych był właśnie Alex Gomes. Aż cztery osoby znalazły się w
puli tego rozdania, wszyscy zagrali all-in na preflopie. Akcję zapoczątkował
Rodrigo Seiji Sirichuk, pushując z 6c. Siedzący tuż za nim Gomes również
pushował ze swoimi . Z buttona do puli dołożył się Alberb Bari, wypychając
na środek stołu wszystkie swoje żetony z parą dam na ręce. Jakby tego było
mało, Kolumbijczyk Jhon Rua siedział na big blindzie z parą króli. Oczywiście
dołączył do tego rozdania i miał najlepszą rękę. Wystarczyło tylko utrzymać
przewagę. Na stole pojawiły się 4s 7s i olbrzymia pula powędrowała do
gracza z Kolumbii. Bari i Sirichuk odpadli od razu z dalszej gry, zaś Gomesowi
pozostała już tylko symboliczna ilość żetonów, którą przegrał w kolejnym
rozdaniu. Pod koniec tego poziomu z turniejem pożegnała się również Veronica
Dabul. Wybrała ona zły moment na pusha z marginalną ręką. Jej nie
sprostało parze , z którą sprawdził ją Vincenzo Giannelli. Flop w postaci
6d praktycznie nie dawał żadnej nadziei na przetrwanie dla Dabul, zaś na turnie ostatecznie wyjaśniała wszelkie wątpliwości.

Salas
Damian Adnres Salas
Chipleader - stack 412 000

Czternasty poziom blindów to już stawki w ciemno w wysokości 1500 / 3000 oraz
300 ante. Ponieważ do tego poziomu przystępowało zaledwie 29 graczy, wszyscy
spodziewali się rychłego pęknięcia bubbla. Zaledwie kilka minut po wznowieniu
gry faza bubble stała się faktem. Na 29. miejscu odpadł Alex Manzano, gdy jego
para 8x 8x nie dała rady u Ariela Celestino. All-iny poszły przed flopem,
no cóż, bez komentarza. Board w postaci Td 4h dał kolor dla Celestino i
tym razem gambling się opłacił. Po takim starcie poziomu nikt chyba nie
spodziewał się tego, że do najbliższej przerwy już żaden z graczy nie raczy
odpaść z turnieju. Dyrektor turnieju Mike Ward robił co mógł, aby popędzać
graczy, mało tego, próbował ich nawet szantażować. Chodził od stolika do
stolika i mówił, że gracze nie dostaną zaplanowanego na najbliższą przerwę
obiadu, jeśli żaden z nich lada moment nie odpadnie. To były rzecz jasna żarty,
ale ani prośby, ani groźby nie podziałały. Ostatecznie po 90 minutach fazy
bubble gracze zeszli na 90-minutową przerwę obiadową. Oczywiście podczas fazy
bubble zegar turniejowy był zatrzymany i blindy nie mogły iść w górę. Po
posiłku gracze nabrali energii i nadal nie zamierzali kończyć swojej gry.
Wreszcie, po niemal trzygodzinnej fazie bubble, na 28. miejscu zakończyła grę
Samar Hodali. Była ona na totalnym shorcie od początku bubbla i gdy wreszcie
jej wszystkie żetony wystarczyły zaledwie na big blinda, otrzymała call i
checkdown od piątki rywali. Przy boardzie w postaci 4h Hodali nic nie
trafiła ze swoimi Ts. Jej rywale mieli odpowiednio , Td 9s, Js,
3c i wreszcie wygrywającą rękę, . Wszyscy odetchnęli z ulgą po tym
rozdaniu, ponownie rozlosowano miejsca przy stołach i turniej został wznowiony
w normalnym trybie.

Po tym, gdy już wszyscy pozostali gracze mieli zapewnione nagrody finansowe,
turniej nabrał iście szalonego tempa. Pod koniec 15. poziomu blindów z dalszą
grą pożegnała się Maria Stern, kończąc zmagania na 19. pozycji. Jej para
dziesiątek zagrana all-in przed flopem nie sprostała w konfrontacji z wyższymi
parami u dwójki rywali. Geir Hauksson miał w tym momencie parę dam, zaś Eduardo
Camia dołączył do rozdania z parą króli. Board w postaci 9s 7s nie
zmienił układu sił sprzed flopa, Camia potroił stacka, zaś Huaksson na
pocieszenie zgarnął side-pota o wartości 37 000. Geir Hauksson pożegnał się z
turniejem pod koniec kolejnego poziomu, kiedy to jego para czwórek nie
sprostała u Fabio Escobara.

LAPT Vina del Mar - Skład Final Table
Seat
Gracz
Stack
1. Damian Andres Salas 412 000
2. Jyries Chiquitita Aguad Saba 208 000
3. Leandro Balotin 339 000
4. Vincenzo Giannelli 122 000
5. Fabian Ortiz 347 000
6. Jaime
Ateneloff
128 000
7. Hernan Villa 107 000
8. Eduardo Camia 198 000
9. Fabio Escobara 300 000
 

Final Table bubble rozpoczęło się pod sam koniec 18. poziomu, kiedy to Ariel
Celestino zagrał all-in za 75,5 tys. z Ts. Przy blindach na poziomie 4 tys.
/ 8 tys. oraz 500 ante karta taka ostatecznie nadawała się na pusha. Jednak nie kto inny,
jak sam Jyries Chiquitita Aguad Saba
natychmiast sprawdził to podbicie, odwracając . Na flopie w postaci 6c Celestino zachowywał jeszcze szanse na zwycięstwo, po 2s na turnie
Saba, chyba na wszelki wypadek, wypowiedział magiczne słowo Chiquitita i znów zadziałało. Na riverze krupier wyłożył
nic nie wnoszącą 6d i tym razem Saba wydał z siebie okrzyk CHILE!!,
który było chyba słychać nawet na zewnątrz budynku. Kolejny bubble stał się
faktem.

Tym razem faza bubble była bardzo krótka. Przy blindach na poziomie 5 tys. / 10
tys. oraz 1 tys. ante Carter Phillips zagrał all-in przed flopem za 100 tys. i dostał call od Eduardo Camii z big
blinda.  Phillips miał
zaledwie 3c, zaś Camia odwrócił . You're
gonna flop quads, man. 3-3-3!
- krzyczał jeden z fanów Phillipsa. Doping
jednak nie pomógł, przy boardzie w postaci 7s 4s 4h lepsza ręka obroniła
się. Może kibic powinien zawołać Chiquitita??
W każdym razie po przeliczeniu stacków okazało się, że Phillips ma jeszcze dwa
żetony na dalszą grę. Jeden poleciał na środek stołu jako ante, zaś drugiego
Phillips dorzucił bez oglądania swoich kart. W ostatnim rozdaniu drugiego dnia
przeciwnikiem Phillipsa był Hernan Villa, który to miał w ręku Ts . Phillips
odwrócił i przegrał to rozdanie, przy boardzie w postaci 4s .

Wreszcie, po niesłychanie długim pokerowym maratonie, został wyłoniony
9-osobowy skład Final Table. Dziewięciu szczęśliwców, którzy dotrwali do
finału, to: Argentyńczyk Damian Andres Salas, Chilijczyk Jyries Chiquitita Aguad Saba, Brazylijczyk Leandro Balotin,
Wenezuelczyk Vincenzo Giannelli, Argentyńczyk Fabian Ortiz, Urugwajczyk Jaime
Ateneloff, Kolumbijczyk Hernan Villa, Argentyńczyk Eduardo Camia i Brazylijczyk
Fabio Escobara. Jak widać nikomu „z zewnątrz" nie udało się dojść do Final
Table w turnieju serii LAPT. Co prawda w turnieju wystartowało kilkunastu
Europejczyków i kilkudziesięciu reprezentantów USA, ale najwyższe miejsce
zajęte przez gracza spoza Ameryki Łacińskiej to 10. pozycja Amerykanina Cartera
Phillipsa. Południowoamerykański finał zaplanowano na trzeci, ostatni dzień
turnieju LAPT w chilijskim Vina del Mar. Jako chipleader przystąpił do niego Damian Andres Salas,
gromadząc podczas drugiego dnia 412 tys. w żetonach.