Polski Poker
Co znaczy polskość w byciu pokerzystą i czym jest kultura pokerowa w Polsce.
Zastanawialiście się kiedyś nad związkiem naszej narodowej przynależności z przebiegiem naszej pokerowej kariery? Czy biało-czerwone przekonania wewnątrz nas determinują w jakiś sposób postrzeganie gry? Może to tylko kilka stereotypów, które nie mają wpływu na to, jak gramy i na jakich stawkach, a może to rzeczywiście bardzo istotna część naszego mindsetu?
![]() |
|
Wśród repertuaru polskich sposobów myślenia można bez trudu wskazać te, które bezpośrednio mogą ingerować w decyzje dotyczące pokera. Na pierwszym miejscu podejście do porażek. Nasze trwanie w narzekaniu i zrzędzeniu nie do końca pozwala nam wyciągać wnioski z przegranych. Energię potrzebną do budowania konstruktywnych rozwiązań często trwonimy na rozpacz i szukanie winnych naszych niepowodzeń. Po przeciwległej stronie barykady jest naród amerykański, który po każdej przegranej z uśmiechem i wypiętą piersią przystąpi do analizy swoich błędów. Można ich nie lubić za to, że pchają nos w nie swoje sprawy i że często obwód ich pasa nie idzie w parze z inteligencją, ale mentalności zwycięzców można się od nich uczyć.
Kolejny niezbyt korzystny element naszej natury, tym razem implementowany przez dalece niedoskonały system edukacji, to nastawienie na cel działań, nie na proces. Metodologia pracy nad własnymi słabościami w Polsce leży i kwiczy. Skupiamy się raczej na osiągnięciu rezultatu i pustych godzinach potrzebnych do jego realizacji, aniżeli na świadomej analizie jak to zrobić. Przez lata szkolnej edukacji uczymy się schematów na pamięć, by je później stosować, nie staramy się ich zrozumieć. Później, już w pokerowym świecie, bliżej nam do automatyzmu niż do analizy sposobu myślenia, które jak wiemy, ułatwia wspinanie się po drabinie limitów.
Triumwirat polskich przywar zamykają usposobienie do pieniędzy i zaniżone standardy. W Polsce przez długi czas panowało powszechne przeświadczenie, że jeżeli ktoś doszedł do sukcesu, to gdzieś po drodze uciekł się do oszustwa. Potwierdzeniem tego sposobu myślenia są często słyszane powiedzenia w stylu "pierwszy milion trzeba ukraść" czy "bogaty bo złodziej". Krótkie trwanie kapitalizmu nie zdołało jeszcze odczarować tej wadliwej konstrukcji pojmowania powodzenia. Podświadome przekonanie, że pieniądze to zło, może w bardzo subtelny sposób dywersyfikować nasz mindset.
Wyżej wymieniony tekst jest inspirowany głównie przemyśleniami lechrumski, trenera PokerStrategy.com. Dla tych, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę na ten temat, zamieszczamy link do filmu:
Kultura pokerowa w Polsce
![]() |
|
| Komu to przeszkadzało? |
A może właśnie brak kultury pokerowej? Może deficyt tej swoistej bazy jest przyczyną zapóźnionego podejścia do pokera prawodawców? Najłatwiej zanegować coś, czego się nie poznało. Gdyby poker był obecny w Polsce od wielu lat, był częścią PRL-owskiego pejzażu, to dzisiaj dużo bliżej byłoby politykom do zrozumienia jego fenomenu. Coś co istnieje w kulturze dłużej, dużo łatwiej zdobywa zaufanie. Dzisiejsi rządowi decydenci, nie mając historycznej, namacalnej opowieści pod tytułem "Poker w Polsce", opierają się na stereotypach i strzępach informacji, które ich umysł wyławia z pędzącej rzeczywistości. Nie usprawiedliwiam rządzących, bo ich powinnością jest owe braki nadrobić i dowiedzieć się jak najwięcej o rzeczach, o których istnieniu lub nieistnieniu decydują.
Kiedy w latach 50. w Stanach Zjednoczonych poker zaczynał podbój kasyn, u nas kwitł system, który piętnował wszelkie przejawy indywidualizmu. Rozumowanie niezgodne ze schematem nie tyle było niewskazane, co restrykcyjnie zabronione. Model rzeczywistości lepiony przez rządzących z czerwonymi twarzami nie dopuszczał żadnych oznak niezależnego myślenia. Nikt nie zawracał sobie głowy tym, żeby organizować turnieje pokerowe i czerpać przyjemność z gry. W tej jednoformatowej, sierpem i młotem ciosanej rzeczywistości, poker był raczej kolejnym sposobem na to, by na kanwie oszustwa zbudować swoją wyższość nad otaczającą szarością.
![]() |
|
| A w głowach ciągle Wielki Szu |
I tak pokerzysta stał się synonimem niebezpiecznego krętacza, który chce się tylko wzbogacić naszym kosztem i zniknąć bez śladu. Nie twierdzę, że dzisiaj pokerzyści to szlachetni rycerze okuci połyskującą zbroją, którym zależy tylko na akcjach charytatywnych, sprawiedliwym podziale ewentualnych wygranych i uśmiechu krasnolicej dziewki, która czeka w domu. Nie, dalej gramy dla kasy, ale rzeczywistość zmieniła się na tyle, że narzędzia do jej zdobywania są dalece bardziej wyszukane niż znaczenie kart i ukrywanie lusterka w rękawie.
To sprawia, że dzisiaj poker bardziej przypomina grę towarzyską opartą na umiejętnościach, niż niegdysiejszą walkę o lepsze jutro. Szkoda, że panowie na górze nie zauważyli zmiany rzeczywistości. Paradoksalnie, bo przecież z góry powinno być lepiej widać.
by nightrage18
//


