Jestem zupełnie innym człowiekiem
Poker to nie tylko wspinaczka po limitach, w idealnym świecie której profit rośnie wprost proporcjonalnie do pochłaniania teorii i wdrażania jej w praktyce. Poker bowiem kreuje wiele pochodnych, które warto wyciągać z sieci na równi ze złowionymi rybkami.
![]() |
| Jestę pokerę! |
"Poker zmienił całe moje życie" - z pewnością nie czytacie tego zdania po raz pierwszy. Czy ktokolwiek śmiałby wątpić w szczerość takiego wyznania, padającego z ust Chrisa Moneymakera, który w kwietniu 2003 roku katalogował środki trwałe i uzgadniał salda, by już miesiąc później triumfalnie spoglądać na maluczkich gamblerów spod sklepienia Horseshoe? Czy brzemienne w skutkach "I wont million", wypływające spod palców Marata "maratika" Sharafutdinova podczas finałowych negocjacji przy ostatnim ze stołów WCOOP Main Event nie mogłoby dziś pojawić się wyszyte złotymi nićmi na brand new linii T-shirtów, stanowiąc przekonujący dowód na nowy żywot najszczęśliwszego (po Władimirze Władimirowiczu oczywiście) z Rosjan?
Nie trzeba nawet żonglować nazwiskami: chyba każdy, kto na grze w karty robi pieniądz przekraczający możliwości wyobraźni przeciętnego zjadacza chleba i dekoruje kolejne miesiące podróżami do osławionych jaskiń gry live i malowniczych miejsc wakacji marzeń zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby nie poker, byłoby zupełnie inaczej. Wszystko to stanowią główne płody zasianego ziarna fascynacji, podlewanego godzinami żmudnej edukacji, nawożonego wyniszczającymi rundami sesji, suszonego podmuchem pierwszych shipów. Na pohybel wegetacji - żniwa mogą przychodzić częściej niż grubas do McDonald'sa (choć przydarza się i klęska, nieraz bardzo żywiołowa). Ziarna kiełkują, zamiast kłosów - szeleszczące banknoty; choćbyśmy nawet grali dla przyjemności, grzechem ich nie zerwać i docenić; to tak, jakby chleb wyrzucać...
Pośród tych bezkresnych niemal połaci karcianych plonów dojrzewają także owoce, którymi nie opłacisz lotu do Pragi i nie pokryjesz pobytu w Radissonie. Możesz nawet nie zdawać sobie z nich sprawy lub nie zauważać ewolucyjnych zmian, jakich dokonują one w twoim życiu. Wszak schowanych w meandrach umysłu zdolności i mocy nie sposób mierzyć wielkością shipu. Te jednak dokonują się niekiedy niezależnie od nas, korzyści płynące z gry w pokera windując głęboko poza kolor pieniędzy.
Żyj świadomie!
| "Fajnie, że całą wygraną przeznaczyłeś na ten ochlaj. Szkoda tego flipa w 4-handed, ale te turki za 15 centów to przecież nie bułka z masłem..." |
Bankroll management stanowi dla pokerzysty nie tylko bufor przed spektakularną torbą. Do jego przestrzegania (choćby na swych własnych, agresywnych bądź geriatrycznych zasadach) albo się zmusimy, albo dwudziestoletnią karierę prosa będziemy mogli włożyć pomiędzy "Królewnę Śnieżkę" i "Nowe szaty cesarza". Pomijając jednak degeńskie zacięcie i syndrom Gusa Hansena ("w pierwszej kolejności jestem gamblerem, w drugiej dopiero pokerzystą"), po pewnym czasie będziemy zarządzać całymi swymi finansami w sposób wzorcowy i rygorystyczny, inwestując i planując wydatki na modłę bezgranicznej stabilności. Nie zachłyśniemy się złotym strzałem, którego nie przeznaczymy w połowie na wymarzonego Rolls-Royce'a, w połowie na tipy dla wykwintnych, długonogich osiemnastek, mających lepszy warsztat niż aktorski Krystyna Janda i specjalizujących się w technikach, których liczby pozazdrościliby wielcy mistrzowie wushu.
Na trzymających się ramy szczęśliwców czekać będzie umiejętność właściwego zarządzania swym czasem. I nie chodzi tu o to, by w nocy grać turki, a za dnia odsypiać. Nadejdzie dzień, w którym prysną narzekania na zbyt krótką dobę, a czasu wystarczy na należytą sesyjkę, analizę spotów, piwko z kumplem, randkę z boginią, dobry kryminał i serię na bicka. Oczywiście - trzeba chcieć, bo kwejk sam się nie obejrzy i skoliozy nikt się za nas nie nabawi. Kwestia wyboru. Jaki by on nie był, kluczowa jest świadomość, że istnieje, że nawet zwykła wegetacja i chlanie do monitora mogą być świadome. Bankroll Management => Time Mangement => Life Management brought to you by Poker. Nudne? Miejsce na spontan i hardcore też się znajdzie. Przecież to wciąż my...
Nie, bo się nie opyla
![]() |
| "Powtarzam ci kobieto po raz kolejny: za 2,90 zł to masło powinno mieć co najmniej 74% tłuszczu! A ty bierzesz byle brać!" |
Podejmowanie decyzji w pokerze stanowi clue gry. Wszystkie czynniki, które wrzucamy na karciany ruszt, służyć mają temu, by decyzje owe były właściwe. Tak jest również w życiu - ot, taki truizm. Jednak w obu tych światach - tym z wirtualnym suknem i suwakiem oraz tym najpełniejszym z pełnych - jesteśmy tym samym człowiekiem. Jeśli przy stole wsuwamy byle nędzę i gotujemy się po okresie bezkarcia, w realu też najpewniej pójdziemy tam, gdzie dają po gębie i postawimy na złego konia. Kiedy jednak posiądziemy zdolność słusznej analizy i prawidłowej selekcji spotów, bardzo możliwe, że po skończonej sesji nie weźmiemy się za to, co się "nie opłaca" i przestaniemy brnąć przez kolejne dni "na czuja", bojąc się ryzyka z uwagi na nieumiejętność oszacowania jego stopnia.
Dochodzimy tym samym do kwestii odwagi. Nie ma ona nic wspólnego z wyskoczeniem na solo i wędrówką Drużyny Pierścienia, za to wiele z naszą codzienną egzystencją. Na swej drodze spotkałem wielu takich, którzy nie założyliby się nawet o złotówkę, mając w portfelu cztery stówy, i nie zagraliby o dychę w wybraną przez nich grę. Bo nie. Czy mam ich podziwiać za to, że unikają grzesznych pokus? Nie sądzę. Głupotą natomiast staram się gardzić. Czy hazardem jest dla Pete'a Samprasa mecz tenisowy o pięć dolców z niewidomym oponentem? Bynajmniej. Wylosowanie randoma w randomowej grze i postawienie na szali chałupy i auta oczywiście nie tylko pachniałoby gamblingiem, ale cuchnęłoby nim jak z plecaka trolla. Sęk w tym, by właściwie ważyć ryzyko względem stawki i możliwego profitu. Czysty poker, nieprawdaż? Niech ten gość, który przez lata boi się zrobić coś ze swoim życiem, nadal brzydzi się kartami. Nie wie, co traci.
"Jestem człowiekiem z miasta"
![]() |
| "My name was Ninny Loser. But then I started playing poker." |
W jaki sposób poker może zahartować psychikę gracza najlepiej wiedzą ci, którzy zmierzyli się już ze złotym smokiem downswingu, którym pulę na chiplead nieraz ukradł zawodny Internet, którym wielomiesięczny dorobek zamrożono swego czasu na FTP. Ilu z was przegamblowało w złości pierwszego rolla, próbując odkuć się po paru bad beatach, w zamian zapewniając sobie tylko nieprzespaną noc i obgryzione do krwi paznokcie? Gdy jednak wraca się po porażce, zawsze jest się silniejszym (jeśli oczywiście potrafi się wyciągnąć nauczkę). Gdyby zapytać wielkich pokerowego świata o to, jak radzą sobie z tiltem, nie usłyszelibyśmy litanii dobrych praktyk. Bo u nich mindset stwardniał jak nie powiem co i przed czym, a przez lata karcianej wędrówki zbudowali w sobie psychiczną twierdzę na tyle, że Jarek Psikutas bez "s" mógłby pucować lampy ich Alfa Romeo, blokującej wjazd dla jego fury.
Wypracowane przy pokerowych stołach odporność i opanowanie procentować będą nawet tam, gdzie nikt nie wyłoży nam flopa. Jestem przekonany, że wielu z was przeciętnie radziło sobie w sytuacjach stresowych, jednak po kilku latach tańca z wariancją nabrali mocy, które tamują łzę podczas powodzi płaczu i wstrzymują drżenie rąk w czasie brutalnej wymiany argumentów. Wiele w tej materii do zaoferowania ma gra live. Nie zrozumcie mnie źle - nie twierdzę, że poker wymywa nas z emocji i czyni obojętnymi. Uczy jednak odporności na zrządzenia losu i pozwala stłumić falę uderzeniową po wybuchu, który właśnie rozerwał nam żołądek i spopielił serce. Wtedy, kiedy tego chcemy.
Oczywiście wszystkie powyższe niuanse stanowią jedynie dodatek do kluczowego owocu gry, jakim są pieniądze. Między tym faktem i byciem result oriented jest w rzeczywistości wyraźna granica, bo niby dlaczego nie gramy na play money i nie działają na naszą wyobraźnię pokątne gierki NL50 groszy? To pieniądz jest czynnikiem decydującym o atrakcyjności gry, zresztą każdą grę definiuje stawka. Ważne tylko, by podczas karcianki myśleć o kartach - "radość dopiero po zwycięstwie", jak mawiał przed koreańskim Mundialem Jerzy Engel. Poker zmieniał życie wielu, jednak nie każdy tej przygody nie żałował. Lecz to już zupełnie inna rozmowa...
by acebestini


