Z cyklu: The Men of the Game - Johnny Chan
Johnny Chan nie jest kimś, kto w dzisiejszych czasach mógłby zostać bożyszczem widowni telewizyjnych karcianych serii. Można by rzec, że wysłużony Orient Express nieco zwolnił tempo swej jazdy, ale przecież... to wciąż Johnny Chan; Johnny f..... Chan!
Dźwięki późnych godzin wybijały już zegary w Taj, gdy Mike McDermott postanowił zainwestować sześć tysięcy w swoje umiejętności przeciwko mistrzowi świata. Po godzinie bezkarcia zdecydował się on na wielki 5-bet bluff i wyrzucił z rozdania samego Johnny'ego Chana. Ja sam czułbym respekt do gościa foldującego od godziny, ale nie to jest najważniejsze - w taki właśnie sposób większość z was poznała jedną z największych legend pokera.
Rozpędzanie Orient Expressu

Miejscowa scena szybko okazała się dla niego za ciasna. Dwukrotnie bezskutecznie próbował podbić Vegas. W końcu doszedł do wniosku, że jego niemoc wynika nie z braku umiejętności, a z głowy gorącej jak u siedemnastolatka, trzymającego na kolanach po raz pierwszy kogoś innego niż pluszowy misio. Symbolem wewnętrznej przemiany Johnny'ego stała się dla wielu pomarańcza, która pomagała mu uwolnić się od gryzącego zapachu papierosowego dymu, wszechobecnego przy pokerowych stołach.
Legenda Chana narodziła się w 1982 roku, kiedy to w zorganizowanym przez entuzjastę Boba Stupaka turnieju z wpisowym w wysokości 10 000 $ Johnny wręczył bilety do hotelowych pokojów 13 spośród 16 uczestników gry w ciągu zaledwie 30 minut. Wtedy to Stupak nazwał go "The Orient Express", choć pewnie sam jeszcze nie przypuszczał, do jakich prędkości rozpędzać się będzie ta lokomotywa.
Bariera dźwięku, prędkość światła

W 1988 roku Chan obronił tytuł i chociaż nie był wcale pierwszym graczem w historii, który tego dokonał, za każdym razem musiał w kącie zawiedzionych ustawić ponad 150 innych pokerzystów. Wówczas do takiej liczby dodawało się "aż". Przegranym w heads-upie był stawiający swe pierwsze kroki na pokerowych salonach Vegas Erik Seidel, który dziś za tamten sukces oddałby pewnie wszystkie ubiegłoroczne highrollowe triumfy.
Sapheal ze swoim magicznym powiewem pojawił się także w 1989 roku. Oto bowiem Johnny Chan po raz trzeci z rzędu brał udział w mistrzowskim heads-upie. Dominacja absolutna i jeden z lepszych argumentów, jakie można zaserwować naszym prawodawcom. Jego przeciwnikiem był 25-letni wówczas "good kid from Wisconsin" - Phil Hellmuth Jr. Niestety dla tego, co niepobite pozostałoby już po wsze czasy, Chan przegrał ten pojedynek.
Gwiazda wzbogaca kolekcję

Wiele zawdzięczają mu gracze z Azji, choć z jednej strony liczni Wietnamczycy mają swojego "The Master", z drugiej zaś to właśnie Chan przyczynił sie do zmiany wizerunku "gamblera z Dalekiego Wschodu" - zanim bowiem przyniósł on swą pomarańczę do przybytku Stupaka w 1982 roku, pokerzyści z Azji uznawani byli za największych dawców. "The Orient Express" był pierwszym, który to wykorzystał.
Dziesięć bransoletek World Series of Poker stanowi chyba najlepszą rekomendację jego umiejętności. Przez lata swej pokerowej kariery i głównie dzięki dominacji absolutnej w końcu lat osiemdziesiątych Johnny wyrobił sobie znakomitą renomę, tworząc wokół siebie aurę niesamowitości. Nic dziwnego, że to właśnie do niego modlił się bohater "Rounders".
Na koniec trochę historii uwiecznionej:
Przeżyjmy to jeszcze raz...
Wielu uważa, że Johnny czyta grę rywali lepiej, niż Krystyna Czubówna przyrodnicze teksty w "Zwierzętach Świata"
Nice try, sir. But you forgot I'm Johnny f.... Chan!
by acebestini